Rodzice nie pilnują dzieci nad Bałtykiem. "Pięciolatek przeszedł siedem km z Mielna do Sarbinowa"

Wakacje to czas, kiedy rodziny z pociechami chętnie wybierają się do nadmorskich miejscowości. Jednak wielu rodziców zapomina przy tym, że nad morzem niezwykle łatwo o tragedię. Ratownicy zwracają uwagę, że przyczyną wielu niebezpiecznych sytuacji z dziećmi w roli głównej jest nieuwaga rodziców.

Czerwona flaga pojawia się na plażach z różnych powodów, również niewidocznych na pierwszy rzut oka. Choć wówczas obowiązuje bezwzględny zakaz wejścia do wody, to wielu urlopowiczów, w tym rodzin z dziećmi, nic sobie z tego nie robi. Innym problemem są rodzice, którzy nie pilnują pociech zarówno podczas kąpieli, jak i zabawy na brzegu. O bezmyślnych zachowaniach nad Bałtykiem opowiedział Leszek Pytel, ratownik WOPR w rozmowie z WP Parenting.

Zobacz wideo "Zachłysnęliśmy się amerykańskimi rozwiązaniami". Ewa Chodakowska o przyczynach otyłości wśród polskich dzieci

Dzieci bawią się w wodzie bez opieki

Leszek Pytel w ciągu 40-letniej kariery widział wiele sytuacji, w których opiekunowie ignorowali trudne warunki w Bałtyku. Przytoczył m.in. jedną z historii sprzed lat. Tego dnia ojciec zażywał kąpieli z dwójką dzieci "przy dużej fali i mocnym prądzie wstecznym". Wówczas doszło do tragedii, mimo starań nie udało mu się uratować jednej z pociech. 

Nie wywieszamy czerwonej flagi dlatego, że nie chce się nam pracować. W takich warunkach wystarczy chwila nieuwagi i dziecko znajdzie się pod falą

- wyjaśnił.

Dużym problemem są także opiekunowie, którzy nie pilnują maluchów kąpiących się w morzu. Leszek Pytel uczula ratowników, by zawsze odprowadzali samotnie bawiące się dzieci do rodziców. 

Wtedy często słyszą, nawet jeśli maluchy bawiły się 20-30 metrów od nich, 'no przecież ja patrzę, nic się nie stanie'. Albo mówią, że są na wakacjach i wszystko im wolno. A to jest chwila nieuwagi i maluch zniknie pod wodą albo się zachłyśnie

- dodał. 

Bezmyślne zachowania rodziców na plaży

Jednak jak się okazuje, najczęstszym powodem interwencji ratowników wcale nie są incydenty wodne, a... zaginięcia dzieci na brzegu. Rodzice zażywają kąpieli słonecznej, wdają się w dyskusje i nie zwracają większej uwagi na otoczenie. Wystarczy chwila, by maluchy zniknęły w gąszczu parawanów i tłumu plażowiczów. Bywa, że opiekunowie zauważają ich nieobecność dopiero po dłuższej chwili. 

"Zdarzają nam się dzieci, które przeszły kilka kilometrów, zanim rodzice zauważyli ich zniknięcie. Rekordzistą był pięciolatek, który przeszedł 6-7 km z Mielna do Sarbinowa" - wspominał Leszek Pytel. Więcej informacji na temat aktualnych wydarzeń znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Więcej o: