Więcej ciekawych informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl
Okres wakacyjny ruszył pełną parą - wiele osób odlicza już dni do wyjazdu, inni zaś przeczesują oferty w poszukiwaniu last minute. Bez względu na kierunek, jaki wybieramy, warto poznać kilka słów w rodzimym języku, którym posługują się mieszkańcy danego państwa. Warto jednak pamiętać także o słówkach zabronionych, które nie tylko mogą sporo namieszać podczas dyskusji, ale i sprowadzić na nas kłopoty!
Polacy od lat masowo eksplorują świat - zatarły się już granice, a coraz to egzotyczniejsze zakątki trafiają do ofert biur podróży. Innymi słowy, świat się w pewnym sensie kurczy. W najpopularniejszych wśród naszych rodaków krajach nietrudno jednak o gafę, a czasami wystarczy jedno niewłaściwe słowo.
Idealnym przykładem jest Chorwacja do której tak chętnie wyjeżdżamy. Wakacyjna ostoja nad Adriatykiem kusi pięknymi widokami, bajecznymi plażami i niezliczoną liczbą atrakcji. Wybierając ów kraj na urlop, warto jednak wiedzieć, że niektórych słów lepiej tam nie używać. W przeciwnym razie nie tylko możemy urazić rozmówce, ale i sprowadzić na siebie niemałe kłopoty. Słowo "droga" w Chorwacji, Czechach czy Włoszech może spowodować sporą konfuzję, a nawet interwencję stróżów prawa. Jest tak dlatego, że oznacza to w tych regionach narkotyki. Tak więc próbując pytać o drogę, możemy szybko zostać odczytani jako turyści, którzy szukają nielegalnych substancji!
Podobnie jest ze słowem "figa" użytym we Włoszech. Chcąc przykładowo zapytać na straganie o ten obłędnie smaczny owoc, możemy niechcący szczególnie urazić sprzedawcę. Ów słowo oznacza w Italii wulgarne określenie żeńskich narządów płciowych, a także slangowym słowem oznaczającym prostytutkę.
W Turcji także należy wystrzegać się jednego słów. O dziwo jest to "Jarek, które w Polsce jest popularnym imieniem. tam zaś podobnie brzmiące "jarak", jest bardzo wulgarnym określeniem męskiego przyrodzenia. Rozmówca może zatem poczuć się wyjątkowo urażony! Innym niebezpiecznym słowem jest także polski "bok", który po turecku znaczy... "g**no".
Wybierając nieco chłodniejszy klimat, także należy mieć się na baczności. W Finlandii niebezpiecznym słówkiem może okazać się słowo "molo". W języku fińskim jest to wulgarne określenie penisa, natomiast jeśli szukamy "molo" to po fińsku nazywa się ono "laituri". Ciekawostką jest także wakacyjne słowo "lato" to w ich ojczystym języku… stodoła!
Przysłowiową wisienką na torcie jest czeski język, który zdaniem wielu brzmi zabawnie. Wypoczywając u naszych sąsiadów, warto wystrzegać się słowa "szukać". Drobnostka może szybko zostać źle skojarzona i wywołać krzywe spojrzenia. Nie ma w tym nic dziwnego - oznacza to stosunek seksualny.