Kos: spacerkiem po wyspie Hipokratesa

W starożytności ciągnęli na Kos Grecy z całej Hellady, by się leczyć w Asklepiejonie. Dziś przyjeżdżają tu tryskający zdrowiem Europejczycy, żeby surfować na przybrzeżnych wodach

Północny wiatr pędzi nas w kierunku wyspy Kos. Cała czteroosobowa załoga stoi na pokładzie jachtu "Bavaria 46 Cruiser" (120 m kw. żagli) wpatrzona w zbliżający się brzeg. Bez zachwytu. Wąskie plaże, wzdłuż płaskiego wybrzeża kilometrami ciągną się nieciekawe hotele. Tylko mury twierdzy joannitów przy głównym porcie stołecznego miasta Kos i pompatyczny neogotyk wzniesionej przez Włochów po I wojnie siedziby administracji zatrzymują na dłużej nasz wzrok. I nawet później, gdy - zacumowawszy w świetnie wyposażonej nowoczesnej marinie - idziemy ku śródmieściu nadmorskim bulwarem Akti Miaouli, ocienionym araukariami i rozłożystymi pióropuszami niewysokich palm, nie zauważamy nic specjalnego. Tylko tawerny, kafejki i sklepy z pamiątkami...

Ale po chwili wyrasta przed nami potężna brama zamku joannitów (powstawał w latach 1450-1478; na bramie herb jednego z wielkich mistrzów, z trudem da się rozpoznać zatarte kontury statku i maltański krzyż; z samego zamku niewiele zostało) i zagłębiamy się w kręte, pełne turystów uliczki.

Na sąsiadującym z zamkiem małym placyku rośnie przedziwne drzewo - platan tak stary, że z olbrzymiego pnia o obwodzie 14 m pozostały tylko zewnętrzne fragmenty. Z nich odchodzą obsypane zielonymi liśćmi potężne konary podtrzymywane przez metalowe rusztowanie. Tabliczka na ogrodzeniu mówi, że to "drzewo Hipokratesa", posadzone przez najsłynniejszego lekarza starożytności, zwanego ojcem medycyny. Nie jest to prawda - Hipokrates rzeczywiście urodził się na wyspie Kos, ale w 460 roku p.n.e., zaś platan liczy sobie nie więcej niż 560 lat.

Po obu jego stronach stoją dwie fontanny zbudowane w XVIII w. przez tureckich gubernatorów wyspy. Jedna z piaskowca, zadaszona, z czerwoną kopułą wspartą na sześciu niskich korynckich kolumnach, jest nieczynna. Druga - z przerobionego antycznego sarkofagu w kształcie koryta, do którego spływa woda - niegdyś służyła wiernym do rytualnych ablucji przed modlitwą w pobliskim meczecie Paszy Hassana (również XVIII w.). Z powodu bocznego portyku zwany jest też Meczetem z Loggią. Gdyby nie strzelisty minaret, nie rozpoznalibyśmy w tym dwukondygnacyjnym prostokątnym budynku z dwoma rzędami dużych okien muzułmańskiej świątyni - parter zajmują sklepy, reszta pozostaje nieużywana od 1912 r., kiedy Turcy opuścili Kos.

W oddali, w koronach drzew widnieje inny minaret zwieńczony czerwonym stożkiem. Przecinamy ulice Hipokratesa i Metropoleos, by stanąć przed meczetem Defterdar (starszy od Meczetu z Loggią o kilkanaście lat). Mieści mauzoleum Hadżiego Paszy, słynnego dowódcy wojsk tureckich z początków XVIII w., i jest wciąż czynną świątynią (w Kos mieszka ok. 50 rodzin muzułmańskich). Ale i tu pierwszą kondygnację zajmują sklepy.

Za nim otwiera się Plateia Ekeftherias - niewielki, ale ruchliwy plac, przy którym stoją hale targowe, greckokatolicka cerkiew i zbudowane przez Włochów w okresie międzywojennym Muzeum Archeologiczne. Nie sposób go pominąć - posiada wspaniałe zabytki z okresu hellenistycznego i rzymskiego. Już w westybulu zachwycamy się świetnie zachowaną mozaiką z III w. n.e.: Hipokrates wita przybyłego na wyspę boga sztuki lekarskiej Asklepiosa. Ułożono ją z kamieni i barwnej terakoty (dominuje błękit i brąz) w formie kwadratu o boku około 3 m. Dalej kolekcje rzeźb. Najcenniejszą jest niewątpliwie marmurowy posąg ojca medycyny z IV w. p.n.e. (naturalnej wielkości figura pozbawiona jest obu stóp i prawego ramienia, ale głowa pozostała nienaruszona). Jest też grupa Dionizosa z Panem i satyrem, Artemida z psem, bogini zdrowia, Hygieja (córka Asklepiosa) z wężem i jajkiem w dłoni...

***

Prosto z muzeum udajemy się na pobliski teren archeologicznych wykopalisk (trwają nadal w niedostępnych do zwiedzania miejscach). W latach 1922-33 włoscy badacze odkryli tu Meropis - miasto założone w 366 r. p.n.e. przez przybyłych z kontynentalnej Grecji Dorów. Miało prostokątną siatkę ulic i otoczoną portykami agorę brukowaną marmurowymi płytami (zarysy widać do dziś). Odkryto resztki świątyń Afrodyty Pandemos, Heraklesa, Dionizosa oraz trójnawowej bazyliki z V w., a także rozległych domów z perystylami ozdobionymi mozaikami (figury geometryczne, rośliny, ptaki i sceny mitologiczne). Oglądane dziś ruiny z trudem pozwalają nam wyobrazić sobie pierwotne kształty budowli. Z całego miasta, które w czasach świetności, na przełomie IV/III w. p.n.e. liczyło kilka tysięcy mieszkańców, pozostało tylko 17 świątynnych kolumn (stoją pojedynczo lub w małych grupkach), dwukolumnowy fragment propylejów, szczątki podestów, stopni, gzymsów, kamiennych bloków i kawałki ścian. Cały teren jest ogrodzony, ale jest tu kilka bram, przez które można wejść, a potem swobodnie wędrować.

***

Jeden z najważniejszych pomników starożytnej Grecji, Asklepiejon, leży na peryferiach stołecznego miasta, 4 km od centrum. Powstał w IV wieku p.n.e. na trzech tarasach wyciętych na stoku góry i połączonych monumentalnymi schodami. W centrum najwyższego z nich, zamkniętego w podkowę doryckimi stoa (długa, kryta dachem budowla, z kolumnadą od frontu i ścianą od tyłu), stała świątynia Asklepiosa; na środkowym - świątynia Apollina i poświęcony mu ołtarz otoczony jońską kolumnadą; na najniższym, opasanym z trzech stron portykami, znajdowały się źródła lecznicze, pomieszczenia dla chorych, lekarzy i administracji. Pozostały z nich tylko resztki - stylobat (cokół stanowiący podstawę kolumnady), kilka kolumn, fragmenty ołtarza, podesty - ale na tyle charakterystyczne, że mogliśmy bez trudu zgadnąć, do jakiej świątyni należą i jaki miała kształt.

Asklepiejon był początkowo miejscem wypoczynku i rekonwalescencji, później zaś szpitalem i uzdrowiskiem. Chorych poddawano m.in. kąpielom, postom, inkubacjom. Ta ostatnia procedura polegała na przygotowaniu do terapii w świątyni Asklepiosa. Pacjent po złożeniu ofiar i spełnieniu obrzędów spędzał noc w przedsionku świątyni - we śnie bóg sztuki lekarskiej udzielał mu rad. Zadaniem kapłanów była interpretacja snu i wskazanie kuracji (nim nabrali medycznej wprawy, leczyli metodą prób i błędów). Pacjenci zostawiali w świątyni wota, najczęściej wyobrażające uzdrowioną część ciała, rzucali pieniądze do świętej sadzawki, wypisywali na tablicach historię choroby i uzdrowienia...

Asklepiejon na Kos powstał już po śmierci Hipokratesa (377 r. p.n.e.), mimo to zyskał największą sławę spośród ponad 300 poświęconych mu sanktuariów w starożytnej Grecji. Uszkodziło go znacznie trzęsienie ziemi w 27 r. p.n.e., ale rzymski cesarz Klaudiusz nakazał go odbudować, aby mieć gdzie podreperować wątłe zdrowie. Ponowne trzęsienie w 554 r. zniszczyło kompletnie cały przybytek. To, co oglądamy teraz, wydobyli spod ziemi i zrekonstruowali włoscy archeolodzy w latach dwudziestych ubiegłego wieku. Dziś cały Asklepiejon jest obiektem muzealnym (bilet 4 euro).

***

Mówi się, że wyspa Kos kształtem przypomina krewetkę. Wybrzeże jest płaskie, zielone, żyzne, dobrze tu rosną warzywa, zwłaszcza miejscowa odmiana sałaty. Wzdłuż południowego brzegu ciągną się pagórki, na nich pastwiska i pola uprawne. Tylko w okolicy najwyższego szczytu Dikaios (846 m n.p.m.) widać lasy. Wiosną wszystko jest zielone, ale z nastaniem lata zieleń szarzeje i już pod koniec lipca dominują jesienne barwy.

Wypożyczonym samochodem (45 euro za dobę) jedziemy w głąb wyspy. Zaczynamy od północnego brzegu. Leżą tu obok siebie znane z pięknych, piaszczystych plaż Tigkaki, Marmari i Mastichari. Te małe wioski rybackie zamieniły się w zabudowane pensjonatami i hotelami kurorty, każdy pomieści kilka tysięcy turystów. Przyjeżdżają chętnie zwłaszcza młodzi - wzdłuż wybrzeża prawie zawsze wieje morska bryza i przez cały rok można uprawiać surfing.

Najdłuższą plażą (10 km) szczyci się Tigkaki. Jest dość szeroka i świetnie nadaje się na długie spacery czy przejażdżki rowerem. Ale tylko wczesną wiosną, późną jesienią i zimą. W pełni sezonu całą plażę zastawiają leżaki, tłok nie do opisania.

W Marmari plaża jest o połowę krótsza, ale za to blisko stąd do słonych bagien Alikes. Gdy byliśmy tam w maju, zielonkawa woda bagien żywo kontrastowała z błękitem morza i żółtym piaskiem plaży. Przez lornetkę można było obserwować szablodzioby, szczudłaki i inne, nieznane nam ptaki brodzące po płyciznach, a w miejscu, gdzie do saliny wdzierają się morskie fale, podglądać żerujące żółwie wodne.

Mastichari to kilka tawern (owoce morza w przeróżnych postaciach) i malowniczy port rybacki. Cumuje w nim burta przy burcie kilkanaście biało-niebieskich kutrów. Co jakiś czas wychodzą w morze lub wracają z połowu - rybacy wynoszą na keję kosze pełne ryb (na które już czekają właściciele tawern) i rozkładają do suszenia wprost na ziemi żółte i niebieskie sieci z czerwonymi pływakami. Plaża w Mastichari też liczy parę kilometrów, a na jej zachodnim krańcu, w miejscu, gdzie przechodzi w wydmy, wznoszą się ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki Agios Ioanis. Są bardzo zniszczone i pewnie dlatego nie przyciągają turystów, ale można tam wejść, by zobaczyć geometryczne mozaiki.

Z Mastichari, kierując się na południe, docieramy do Antimachei. Nad wioską górują mury twierdzy zbudowanej w XIV w. przez joannitów z Rodos. Zamek nie był jednak siedzibą krzyżowych rycerzy, lecz więzieniem ich wrogów. Z korpusu głównego nic już nie pozostało, zachowały się jedynie dwie kapliczki, no i potężne mury zewnętrzne. Z nich rozciąga się rozległa panorama: oliwne gaje, winnice i wioseczki rozrzucone wśród niewysokich, pokrytych łąkami wzgórz, łącznie z Kardameną na południowym wybrzeżu, największym i najnowocześniejszym kąpieliskiem na wyspie. Rozległy dziedziniec (zajmuje ponad hektar!) porasta wysoka trawa i bujne zioła (nagrzane słońcem pachną odurzająco). Spod jednej z ukwieconych kęp wypełza nagle dwumetrowy wąż. Nie wiemy, czy jest jadowity, ale na wszelki wypadek szybko opuszczamy twierdzę.

***

Teraz kolej na opuszczone bizantyjskie miasto Palaio Pyli (4 km od współczesnej wioski Pyli), które we wczesnym średniowieczu było stolicą Kos. Jego ruiny rozrzucone są na stokach i wierzchołku skalistej góry. Podjeżdżamy samochodem do podnóża i dalej już na piechotę wspinamy się krętą ścieżką wśród rozpadających się domostw, zamkniętych na cztery spusty zapuszczonych kapliczek, zrujnowanych kościołów. Nikt tu już nie mieszka, nikt też ruin nie pilnuje; można wędrować, gdzie się chce. Po męczącej wspinaczce docieramy w końcu do zamkowych murów wyrastających wprost ze skały na szczycie góry. I one, podobnie jak całe Palaio Pyli, przygnębiają swoją martwotą.

Zupełnie inne wrażenie robi grupa wiosek nazwana Asfendiu, 15 km od Pyli. Utworzyło ją pięć malowniczych, osad: Agios Dimitrios, Asomatos, Ewangelistria, Lagudi i Zia, na zalesionych stokach góry Dikaios (846 m n.p.m.). Każda z nich (od kilkudziesięciu do kilkuset mieszkańców) oglądana z oddali to wyłaniające się z zieleni skupisko białych klocków zebranych wokół kolorowej cerkiewki. Z bliska to minimiasteczka z plątaniną wąskich uliczek ukwieconych oleandrami, kuflikami (przypominają szczotki do butelek) i pelargoniami. Pełno tu restauracji, kawiarni, sklepów i straganów obwieszonych bransoletami, wisiorkami i mnóstwem innych ozdób w tak jaskrawych kolorach, że można na nie patrzeć tylko przez ciemne okulary.

Na obiad zatrzymujemy się w Zia. Co najmniej godzinę siedzimy na tarasie niewielkiej tawerny, obserwując uliczkę wypełnioną tłumem turystów. Rozgorączkowani przybysze oblegają stragany, spieszą się, potrącają, nawołują... Nagle zza zakrętu wytacza się wycieczkowy autokar i zaczyna trąbić na mężczyznę jadącego na ośle.

Kos w sieci

http://www.justkos.co.uk

http://www.kosinfo.gr

http://www.tui.pl/strony/117280.php

http://www.greekisland.co.uk/kos/kos.htm

Więcej o: