Jak donosi 6abc, w poniedziałek 25 września, ekipa sprzątająca weszła do jednego z pokoi w hotelu sieci Marriott na lotnisku w Filadelfii. Wówczas ich oczom ukazała się 66-letnia kobieta, która nie dawała oznak życia. Pracownicy natychmiast powiadomili o fakcie służby ratunkowe.
Funkcjonariusze dotarli do lotniskowego hotelu tuż przed godziną 23:00, gdzie zastali kobietę ze skarpetką w ustach. Chwilę później stwierdzili jej zgon. Okazało się, że była to 66-letnia stewardesa linii lotniczej American Airlines, która miała wymeldować się z obiektu dwa dni wcześniej. Nie jest jasne, dlaczego jej ciało nie zostało odkryte w tym czasie.
Policja z Filadelfii poinformowała, że w jej pokoju nie znaleziono żadnej broni, śladów włamania ani walki. Media podają, że funkcjonariusze odkryli kilka zapieczętowanych opakowań z lekami na receptę. Śledczy stwierdzili, że śmierć kobiety jest podejrzana i rozpoczęli w tej sprawie dochodzenie.
Przyczyna śmierci nie została ustalona, ale odniosła nagłą śmierć
- powiedział główny inspektor Scott Small w rozmowie z NBC10.
Rzecznik American Airlines wyznał w oświadczeniu dla Insidera, że linia lotnicza jest zdruzgotana utratą pracownicy. "Nasze myśli są z rodziną i współpracownikami i robimy wszystko, co w naszej mocy, aby zapewnić wszystkim poszkodowanym wsparcie, którego potrzebują w tym trudnym czasie" - powiedział. Zapowiedział także, że firma będzie współpracować z lokalnymi organami ścigania. Więcej informacji na temat aktualnych wydarzeń znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.