Wiktoria Głowienkowska od urodzenia choruje na rdzeniowy zanik mięśni i porusza się na wózku. Jednak niepełnosprawność nie przeszkadza jej w spełnianiu marzeń i korzystania z życia. 25-latka często podróżuje, a samolot stał się najczęściej wykorzystywanym przez nią środkiem transportu. Choć jak przyznała w poście na Facebooku, loty bywają prawdziwym wyzwaniem.
Raczej wstrzymuje się z pisaniem takich rzeczy publicznie, ale dziś miarka się przebrała
- napisała.
Głowienkowska wyznała, że rejs samolotem na wózku wymaga sporo papierkowej pracy. Tak też było i podczas ostatniego lotu. Kobieta z wyprzedzeniem przesłała wszystkie niezbędne informacje zarówno przewoźnikowi, jak i pośrednikowi. W środę, 19 lipca otrzymała zaskakującą odpowiedź od Wizz Aira. Okazało się, że będzie musiała zapomnieć o podróży z powodu rodzaju baterii w wózku. Zaznaczyła, że nigdy wcześniej nie było takiego problemu.
25-latka skontaktowała się z pośrednikiem - eSky, który zaproponował jej opcję zmiany daty wylotu. Kobieta przystała na propozycję.
Za chwilę otrzymuje kolejnego maila, że jednak anulują mój lot i zwracają mi 1800 złotych za bilety, które kosztowały ponad 9000 złotych
- relacjonowała.
Jak się okazuje, jej problemy rozpoczęły się już tydzień wcześniej na lotnisku w Londynie. Kiedy oczekiwała na start samolotu powrotnego do Warszawy, podeszli do niej pracownicy Wizz Aira. Usłyszała, że jej wózek nie poleci ze względu na podanie nieprawidłowych wymiarów.
Ja mając screeny, że wszystko jest zgodne z mailami, delikatnie podpowiadam, że prawdopodobnie to kwestia osoby dokonującej nam check-in
- tłumaczyła.
W tym momencie na pokładzie rozległ się głos pilota, który poinformował przez interkom, że "pasażerka poruszająca się na wózku elektrycznym wprowadziła obsługę w błąd dotyczący wagi wózka". To właśnie z tego powodu należało liczyć się z opóźnieniem. Wiktoria słyszała szepty i czuła na sobie wzrok poirytowanych podróżnych.
Jak okazało się po chwili, całe zamieszanie byto zupełnie niepotrzebne. Załoga przeprosiła, przyznając, że obsługa lotniska pomyliła się z wagą o... 100 kilogramów. "Nie wiem, czy pracownicy tej linii poznali słowo dyskryminacja, ale na pewno poznają mnie" - zakończyła.
Jak wynika z aktualizacji posta, firma eSky skontaktowała się z poszkodowaną pasażerką. Przedstawiciele nie tylko zaproponowali pomoc w wyjaśnieniu absurdalnej sytuacji, ale i w ubieganiu się o odszkodowanie. Więcej informacji na temat aktualnych wydarzeń znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.