Integracja Polaków to mit

Jak zjednoczyć starszą i młodą emigrację? To pytanie powtarzane jest jak mantra na przemian z biadoleniem o słabej kondycji polskiej wspólnoty w Wielkiej Brytanii. Ktoś w końcu musi to powiedzieć: tych pokoleń nie da się zjednoczyć. Za dużo je różni.

Ten smutny wniosek nasuwa się, gdy obserwuje się emigracyjną rzeczywistość. Jego potwierdzeniem była rachityczna dyskusja podczas ostatniego spotkania z konsulem generalnym RP w Londynie, zorganizowana przez Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii. Hasło wywoławcze: "integracja starszego i młodszego pokolenia emigracji". Owszem, nikłe zainteresowanie spotkaniem można tłumaczyć nieszczęśliwym terminem (wakacje!), jednak trzeba też wziąć pod uwagę przypuszczenie, że ten temat Polaków po prostu nie interesuje. Dlaczego?...

Inne ojczyzny emigrantów

Wspólnota narodowa tworzy się poprzez język, historię, kulturę oraz podstawy ideowe, pewne widzenie świata i wspólne cele dla danej grupy. Jednak najważniejszym, pierwotnym elementem tworzącym wspólnotę jest terytorium, ojczyzna, państwo urodzenia, kraj, w którym członkowie narodu zamieszkującego jego terytorium są jego obywatelami. Kraj, z którym jesteśmy związani więzią narodową. To jednak obraz idealny; słownikowy.

Tymczasem emigracja sama z siebie pozbawiona jest tego czynnika spajającego, a w przypadku pokoleń polskiej emigracji w Wielkiej Brytanii można się nawet pokusić o stwierdzenie, że ojczyzna dla jednej generacji nie jest tożsama z ojczyzną drugiej.

Jeden z uczestników dyskusji w POSK-u przytoczył znamienną historię, świadczącą o głębokim międzypokoleniowym niezrozumieniu. Ten 85-letni Polak opowiadał o swoim życiu w Wielkiej Brytanii młodemu imigrantowi, zaznaczając, że nie był w ojczyźnie kilkadziesiąt lat. "Jak to, czemu nie wsiadł pan w samolot i nie przyjechał?" - spytał naiwnie chłopak. Starszy imigrant poczuł się tym pytaniem dotknięty. Brak wiedzy o historii, nieznajomość realiów, w jakich przyszło żyć Polakom z dala od ojczyzny zniewolonej przez sowiecką, komunistyczną dyktaturę, były dla niego czymś niepojętym.

Dla tych dwóch pokoleń Polska jest zupełnie odmiennym bytem. Starsza emigracja od góra pół wieku pielęgnuje wyidealizowany mit ojczyzny, zakonserwowany przez czas i oddalenie.

Młodzi Polacy przyjeżdżający do Wielkiej Brytanii mają zupełnie inny obraz swojego kraju. Wielu uważa, że zostało z niej "wypchniętych", ale nie tak jak w przypadku starszego pokolenia - przez sytuację zewnętrzną, przez nowy podział polityczny w powojennej Europie, tylko przez sytuację wewnętrzną, ekonomiczną, która w kraju nie pozwalała im godnie żyć. Postkomunistyczna Polska nie jest dla nich rajem utraconym, za którym usychają z tęsknoty i każdego dnia marzą o powrocie. Polska biedna, trawiona układami w ich małych miasteczkach i gminach, pamiętana jako kraj braku perspektyw - oto obraz ojczyzny, jaki wielu z nich przywiozło do Wielkiej Brytanii.

Jak połączyć wyidealizowany mit z tą naturalistyczną wizją? Tego po prostu nie da się zrobić...

Rodzynki integracji

Dwa pokolenia emigracji - tej powojennej oraz najświeższej, ekonomicznej, przedzielone jeszcze emigracją solidarnościową - dzieli również język. Polska mowa starszego pokolenia ma zakonserwowaną postać. To język przedwojennej inteligencji i szlachty, "dobrych domów", ewentualnie żołnierskiej poprawności. Ta mowa była wśród starszego pokolenia emigrantów dominująca, była wzorem do naśladowania, punktem odniesienia dla innych, niższych klas.

Tymczasem nowa fala emigracji przyniosła albo język klasy robotniczej, zbrutalizowany przez współczesność, albo pewną odmianę technokratycznej nowomowy, charakterystycznej dla bardziej wykształconej młodzieży, która odniosła na Wyspach sukces zawodowy. O ile młodzi polscy yuppie potrafią się dogadać z polskimi budowlańcami, bo operują tylko różnymi odmianami tego samego języka, o tyle starsze pokolenie było za długo odcięte od jego przemian i rozwoju, by go zaakceptować i przyjąć jako swój.

Podobnie jest z historią. Dzieje Polski dla starszej generacji to przede wszystkim II wojna światowa i nic dziwnego, skoro to kawałek ich własnych losów. Tymczasem, dla wielu młodych ludzi historia Polski tak naprawdę zaczyna się tam, gdzie kończą się dzieje niepodległej Rzeczpospolitej, pamiętanej przez pokolenie wojenne. Owszem, próby wskrzeszania legendy Powstania Warszawskiego czy innych bohaterów wojny mogą się udać w wąskim gronie patriotycznie nastawionej młodzieży. Świadczy o tym chociażby współdziałanie w tym względzie aktywnych reprezentantów dwóch pokoleń emigracji w Wielkiej Brytanii, jednak trzeba przyznać, że większość pozostaje na te inicjatywy głucha.

- Integracja następuje, do Zjednoczenia Polskiego przystępuje coraz więcej organizacji tworzonych przez Polaków z najświeższej fali emigracyjnej - przekonywał jeden z uczestników spotkania z konsulem. Integracja na płaszczyźnie organizacji polonijnych nie przekłada się jednak na życie. To połączenie "rodzynków" w nierychliwej masie.

- Dlaczego nie słyszałem o wynajmowaniu pokojów rodakom w domach Polaków mieszkających od dawna. Przecież większość z nas jest zmuszona wynajmować lokum w domach obcych nam kulturowo narodowości. Jak ma ta integracja postępować, skoro ja mam wrażenie, że starsze pokolenie się nas wstydzi i nie chce mieć z nami nic wspólnego - mówi z pretensją w głosie 25-letni Waldemar Prusak. - Moja rodzina wychowała mnie w duchu patriotycznym i bardzo chętnie zamieszkałbym ze starszym Polakiem, który pewnie dużo miałby mi do przekazania i opowiedzenia. Niestety, takiej okazji nie miałem - dodaje.

Tymczasowość nowej fali emigracji

Podczas spotkania w POSK-u niewiele było pomysłów na zjednoczenie polskiej społeczności w Wielkiej Brytanii. Wniosek Andrzeja Tutkaja, by to Rzeczpospolita, poprzez różnego rodzaju instytucje i pompowanie państwowych pieniędzy, wzięła na swoje barki to trudne zadanie, nie zrobiło wrażenia na konsulu RP w Londynie Robercie Rusieckim.

- Mam wrażenie, że nie da się nikogo na siłę zmusić do większej integracji, nie pomogą tu żadne działania ze strony państwa, jeśli nie będzie takiej woli wśród ludzi - stwierdził konsul.

Jego zdaniem, ten proces podlega naturalnym prawom, a odgórne sterowanie jest skazane na klęskę.

Inni uczestnicy dyskusji podkreślali, że jedynym źródłem poczucia polskiej wspólnoty jest rodzina, bo to ona może zbudować więź z historią i kulturą narodu. To fakt, ale trzeba pamiętać, że w sporej części młodzi emigranci właśnie poprzez wyjazd za granicę tę rodzinę opuścili, stracili bezpośredni kontakt ze źródłem, które mogło w nich kształtować odpowiednie wzorce postaw, a na obczyźnie są skazani na samodzielne życie i walkę o ekonomiczne przetrwanie.

Młoda emigracja jest ponadto zbiorem ludzi w ciągłym ruchu, jedni przyjeżdżają, inni wracają do Polski albo przenoszą się do innych krajów Europy, które otworzyły swoje rynki pracy. W tak aktywnym środowisku trudno zbudować poczucie wspólnoty, wciągnąć w emigracyjną działalność społecznikowską, tworzyć zaangażowanie w polskie sprawy za granicą. Życiem młodego pokolenia na Wyspach rządzi tymczasowość - powrót do Polski pozostaje ciągle dla większości bliższą lub dalszą perspektywą. Dlatego integracja ze starszą emigracją wydaje się im rzeczą nieracjonalną. Po co się oszukiwać, że coś nas łączy, skoro wyjazd do Anglii ma dla młodej Polonii wymiar wyłącznie ekonomiczny, a szukanie patriotycznych podniet to dla niej pomysł z innego świata?

Pułapka "polskiego getta"

Ważnym czynnikiem spajającym wspólnotę jest także integracja w obliczu wspólnego wroga. Chociaż budowanie na nim poczucia jedności wydaje się niebezpieczne i zbyt powierzchowne dla rzeczywistej integracji, taka pokusa ciągle się ujawnia.

Zjednoczenie Polskie jako organizacja ostro występująca ostatnio w obronie Polaków znieważanych, upokarzanych i przedstawianych w negatywnym świetle przez brytyjskie media stała się rozpoznawalna wśród nowej fali emigracji. Oto wreszcie jest organizacja, która nas broni i - dzięki swojemu zakorzenieniu w Wielkiej Brytanii - zna środki, dzięki którym z takimi nieuprawnionymi atakami można skutecznie walczyć. Dużym sukcesem Zjednoczenia był korzystny układ z dziennikiem "Daily Mail", który obiecał, że nie będzie publikował jawnie antypolskich tekstów i wycofał niektóre artykuły o takiej wymowie ze swoich internetowych archiwów. Podobna taktyka działaczy Zjednoczenia wobec redakcji "Timesa" i ewentualnie kolejny sukces może sprawić, że organizacja ta zostanie uznana za głos polskiej społeczności o znacznie szerszym zasięgu niż to było dotychczas, obejmującej również nowych emigrantów. Niebezpieczne jest to, że wspólnota, oparta na zjednoczeniu wobec obcego, brytyjskiego społeczeństwa, jest zbyt krucha, by stała się fundamentem integracji międzypokoleniowej. Grozi to z jednej strony stworzeniem "polskiego getta" otoczonego przez wrogi żywioł, a z drugiej - taka wspólnota rozsypie się przy pierwszej nadarzającej się okazji.

Społeczność oparta na poczuciu zagrożenia nie ma bowiem wspólnych celów, koniecznych do budowy jedności. Znalezienie ich w postawach różnych pokoleń polskiej emigracji nie wydaje się możliwe. Co ma wspólnego tak powszechna wśród młodych emigrantów chęć zaspokojenia swoich ekonomicznych potrzeb z losem starszego pokolenia, które było zmuszone do życia tutaj, a potem powoli wrosło w brytyjskie społeczeństwo? Nie ma żadnego wspólnego celu, łączy nas niewiele.

Pod koniec dyskusji jeden ze starszych działaczy Zjednoczenia Polskiego stwierdził: - Może dobrze jest tak, jak jest?

Smutne, ale prawdziwe..

Tekst z serwisu

Przeczytaj także: Emigrancie wróć do kraju! Armia już nie ściga.