Wielu turystów podróżujących do Włoch wciąż bywa zaskoczonych m.in. tajemniczym "coperto" pojawiającym się na rachunkach. Jest to nic innego jak dodatkowa opłata za miejsce, które zajmujemy przy stole. I nie należy mylić jej z napiwkiem! W przeciwieństwie do niego "coperto" jest opodatkowanym zyskiem restauracji. Jak się okazuje, to niejedyna rzecz, która może budzić zmieszanie wśród podróżnych.
Więcej informacji na temat aktualnych wydarzeń znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.
Sebastian z Krakowa podzielił się z internetowym wydaniem "Faktu" doświadczeniami z wizyty na włoskiej Sycylii. Wraz z przyjaciółmi wybrali się do jednej z restauracji, gdzie delektowali się lokalnymi specjałami i spędzali fantastyczny czas. Nieźle się jednak zdziwili, kiedy przyszedł czas płacenia... i to nie ze względu na kwotę. Na rachunku widniała bowiem jedynie finalna cena, bez wyszczególnionych posiłków.
Pomyśleliśmy, że po prostu właściciel lekkoduch. Szybko złapaliśmy kontakt, pięknie nas ugościł, rachunek wyszedł niewielki, więc absolutnie nie mieliśmy zamiaru się czepiać
- powiedział turysta.
Szybko okazało się, że przypadek ten nie był odosobniony, a rachunek z samą ceną pojawiał się również w innych lokalach. Turyści przyznali, że odwiedzili wiele miejsc we Włoszech, jednak z podobną praktyką spotkali się jedynie na Sycylii. Dodali, że nie czuli się oszukani, ponieważ po podliczeniu wartości się zgadzały. Ostatecznie, aby nie komplikować wyjazdu, postanowili dzielić każdy rachunek po równo.
No właśnie - to właśnie z tej metody płacenia chętnie korzystają Włosi podczas wspólnych wypadów do restauracji. Każdy zamawia to, na co ma ochotę, a po posiłku rachunek dzielony jest po równo. Ten sposób znany jest pod nazwą "pagare alla romana".
Jak tłumaczy nam Elia, Włoch mieszkający w Gdańsku brak wyszczególniania na paragonach jest raczej rzadkością w innych rejonach kraju, jednak być może stoi za tym powyższy powód. - A może to dlatego, że niektórzy są po prostu leniwi - podsumował.