A gdyby tak w tym roku nie jechać do Zakopanego? Ani do Białki. Ani do Korbielowa. Pomysł śmiały, tym bardziej jeśli ma się dzieci. Bo jeśli ma się dzieci, to trzeba iść na pewne ustępstwa. Dzicz i głuszę, choćby się bardzo je kochało, dla własnego bezpieczeństwa opłaca się porzucić na rzecz miejsca, gdzie jest choć trochę cywilizacji. A już dla własnej wygody opłaca się mieć pod bokiem infrastrukturę, która dzieciom i rodzinie będzie przyjazna. Dlatego na pierwszy wypad ze swoimi dziećmi celuje w miejsca, gdzie jest coś więcej niż bar i stok (choć pewnie mnie samej więcej do szczęścia w ferie nie byłoby potrzeba). Do tej pory rozważałam oferty tylko z Polski, jednak do gry wszedł nowy gracz. Niektórzy mówią już o nim "słowackie Aspen", dla mnie jednak Donovaly, to przede wszystkim hot spot dla rodzin z małymi dziećmi.
Pomiędzy Wielką Fatrą a Górami Starohorskimi, pomiędzy Rużomberkiem a Bańską Bystrzycą, u stóp Zwolenia leży niewielka miejscowość, o której w Polsce słyszało niewielu: Donovaly. Jak mówią miejscowi przedsiębiorcy, choć od granicy w Chyżnem do Donovaly jest tylko półtorej godziny, naszych rodaków jest tu niewielu. Największą grupę zagranicznych turystów stanowią Węgrzy. Ci już wiele lat temu odkryli urok tej miejscowości, która, patrząc na jej rozwój przez lata, aspiruje do bycia wyjątkowym w skali regionu miejscem.
Donovaly to stosunkowo młoda miejscowość. 300 lat temu, gdy osiedlali się tu pierwsi mieszkańcy, nikt nie myślał nawet, w co zmieni się w zaledwie trzy wieki. W niedużą wioskę u stóp Zwolenia życie tchnęły bańskobystrzyckie huty miedzi. To właśnie w tym rejonie zamieszkiwali górnicy, którzy wydobywali czarne złoto potrzebne do produkcji najstarszego z poznanych przez człowieka metali. Stworzyli oni siedem osad. Każda z nich przyjęła nazwę od imion lub - co jeszcze bardziej urocze - od przezwisk zakładających je mistrzów. I tak do dziś znajdziemy na mapie w pobliżu Donovaly takie miejscowości jak: Buly (lub Bully, założone w 1618 r.), Hanesy (1627 r.), Mistríky i Mišúty (1743 r.), Močiar (1754 r.) czy Polianka i Sliačny (1820 r.).
Jednak górnictwo nie miało stanowić prominentnej przyszłości Donovaly. Zmierzch ciężkiego przemysłu w regionie zmusił mieszkańców do emigracji lub przekwalifikowania się. Lata bezrobocia i kryzysu trwały aż do początku XIX wieku, kiedy Donovaly zaczęło definiować się na nowo - jako zimowy kurort. W 1936 roku, gdy z dumą przecinano tutaj wstęgę pierwszego hotelu, nikt jednak nie spodziewał się, że te marzenia trzeba będzie odłożyć.
Športhotel, który miał być dumą miejscowości, musiał jeszcze poczekać, by swoje drzwi otworzyć dla spragnionych zimowych wrażeń turystów. W czasie wojny stał się on politycznym i wojskowym przyczółkiem dla słowackich powstańców i działaczy niepodległościowych. To w tej dawnej górniczej osadzie powstała koncepcja odezwy, która zainicjowała narodowe powstanie w 1944. Dziś potrzegano jako jedno z najważniejszych wydarzeń w słowackiej historii.
To w działającym do dziś Športhotelu schronienie znajdowali uciekinierzy i partyzanci. Pensjonaty czy budynki publiczne, które jeszcze niedawno miały służyć masom turystów, mieściły partyzanckie szpitale, magazyny i punkty kontaktowe. To potomkowie donovalskich górników z narażeniem życia przeprowadzali stąd grzbietami Niżnych Tatr na wschód setki cywilów uciekających przed frontem. Świadectwem, że pamięć po tamtych wydarzeniach nie umarła jest pomnik słowackiego powstańca przed Športhotelem. Wokół niego jednak tętni dziś życie i przyszłość, jaką projektowano miasteczku już 90 lat temu.
"Polaków jest u nas mało, a szkoda, bo to dobrzy klienci" - usłyszałam od jednego z lokalnych przedsiębiorców. Nie przesadzał. Na ulicach czy stokach Polaków jest niewielu, jednak to nasza narodowa wtopa. Węgrzy na Donovaly poznali się już dawno. To między innymi dzięki nim ten górski kurort przeżywa teraz swój dynamiczny boom. Ostatnia dekada to dla tej niewielkiej miejscowości cała epoka. W ciągu kilku lat powstało wiele hoteli, pensjonatów, a także apartamentowców. Turyści pokochali tę górską osadę w sercu Słowacji i zostawiają tam masę pieniędzy, co widać nie tylko w budownictwie. Pod hotelem, w którym się zatrzymywałam, na niewielkiej uliczce Zaparkowane były głównie samochody elektryczne i centralne miejsca parkingowe zarezerwowano właśnie dla nich. Tak wielu stacji do ładowania w jednym miejscu nie widziałam nawet w centrum Warszawy.
"Styl Aspen" wyróżnia się też w sklepach sportowych. Nad praktycznością przeważa estetyka, jeśli nie powiedzieć wręcz "narciarski lans". Półki i wieszaki uginają się od ubrań dedykowanych, by zabłysnąć w porze apres ski. Wszystko oczywiście zgodzie z najnowszymi modowymi trendami, a więc blichtru i splendoru późnych lat 80. Także w zwykłych sklepach odzieżowych znaleźć można było towary ukierunkowe dla zamożniejszej klienteli. Przechdzając się jedną z uliczek kurortu można podziwać w sklepowych futrzane płaszcze, lakierowane kurteczki czy narzutki w lamparcie centkiprezentowane na złotych manekinach.
W Donovaly jednak wciąż stare miesza się z nowym. Szpanerskie ciuchy czy ekologiczne samochody nie wyparły górlaskiego klimetu miejscowości. Najlepsze restauracje to te podającą lokalną kuchnię. Najwieksze hotele szczycą się nie wymyślną fusion cuisine, lecz daniami przyrządzanymi przez kucharzy, pracujących na lokalnych i autentycznych produktach. Małe sklepiki oferują natomiast najlepsze pamiątki z możliwych, czyli produkty spożywcze przygotowane w okolicznych gospodarstwach. Owszem są miejsca, gdzie bez problemu wypijemy mimozę o poranku jednak zdecydowanie częściej uraczymy się w Donovaly pysznym lokalnym piwem, warzonym w miejscowym browarze.
Jeśli do tej pory nie słyszeliście o Donovaly, to (przynajmniej w Polsce) nie stanowicie wyjątku. Ja też nie miałam pojęcia, że na terenie Parku Narodowego Niżne Tatry, zaledwie pół godziny drogi od słynnej Bańskiej Bystrzycy ukrywa się taka perełka. Schylić powinni się po nią zwłaszcza rodzicie z dzieci. Dlaczego?
To bowiem drugi co do wielkości tego typu ośrodek narciarski w Europie. Fun Park Patty Ski - bo tak nazywa się strefa dziecięca - zajmuje powierzchnię 10 000 m2. Już nawet trzyletnie dzieci mogą tam spróbować swoich sił na bardzo łagodnej i kameralnej oślej łączce. To strefa dedykowana tylko do nauki. Nie ma tam orczyka, który często budzi lęk u najmłodszych, lecz specjalny ruchomy chodnik. Mały narciarz może na niego wejść bez stresu i pojechać kilka metrów w górę. Na bardzo podobnym uczył jazdy swoją wnuczkę Donald Tusk. W Donovaly takich wyciągów dywanowych jest aż dziewięć. Dodatkowo wspaniałą zabawę i pomoc w nauce jazdy stanowi karuzela narciarska.
Na tym jednak nie koniec. Każdego dnia o godzinie o 12:00 w sezonie organizowane jest "Show na śniegu". Są to zoragnizowane gry, zabawy i przejażdżki zimową ciuchcią. Na stoku dzieci spotkać mogą maskotki Dodo, Lulu, Brumík i myszka ze Snow Parku. Miejsce na animację można zarezerwować praktycznie w każdym poblisku hotelu lub na miejscu. Warto też dodać, że wspomniany Fun Park sąsiaduje bezpośrednio z kilkoma większymi stokami. Rodzice mogą więc mieć oko na swoje dzieci jeżdżąc samemu kilka metrów dalej lub odpoczywając w pobliskim barze.
Jednak Donovaly to nie tylko idealne miejsce dla początkujących maluchów. Z uroków białego szalństwa skorzystają także rodzice. W ośrodku znajduje się czternaście wyciągów narciarskich, wyciągi krzesełkowe kolej gondolowa. Łącznie to mniej więcej 11 kilometrów tras. Wszystkie stoki są sztucznie naśnieżane, dzięki czemu - jak przekonują miejscowi - sezon trwa do maja.
Trasy są zróżnicowane. Odnajdą się tutaj zarówno początkujący, jak i bardziej zaawansowani. Do dyspozycji turystów przygotowano niebieskie, czerwone czy czarne trasy. Amatorzy mocniejszych wrażeń powinni natomiast odwiedzić tutejszy Riders park Záhradište, gdzie wytyczono miejsca do freeridingu, skoków oraz zbudowano specjalne trasy z railami i przeszkodami.
Co warte odnotowania, w Donovaly pojeździmy także po zachodzie słońca. Wyciągi działają bowiem od 8.30 do 21. Aż siedem tras po zmroku oświetlona się także po zmroku. Po południu około godziny 16 na stok wyjeżdza popołudniowy ratrak. Ratrakowanie odbywa się bardzo sprawnie. Obsługa zamyka trasy pojedynczo i na krótko. Po około 20 minutach świeżo przygotowana trasa otwierana jest ponownie i nawet po całym dniu można cieszyć się dobrymi warunkami.
Jeśli jednak uwielbiamy świeżo wyratrakowany śnieg, warto rozważyć wykupienie tzw. fresh tracku. Mamy wówczas możliwość skorzystania ze stoku przed jego oficjalnym otwarciem dla innych turystów. Jazda rozpoczyna się od 7 rano. Po półtorej godzinie spędzonej na stoku czeka nas dodatkowa nagroda obfite śniadanie w Husky Barze, zlokalizowanym przy samym wyciągu. Jest ono na tyle imponujące, różnorodne i przepyszne, że na pewno zrekompensuje trudy wstawania bladym świtem.
Donovaly to także dobre miejsce dla fanów biegówek. Ośrodek przygotował nieco ponad 18 kilometrów tras dla amatorów tego sportu. Są zróżnicowane i - jak przekonują miejscowi - to idealne miejsce, by na biegówki wejść po raz pierwszy. Narty biegowe, podobnie jak deski czy narty zjadowe można wypożyczyć w jednej z dwóch wypożyczalni.
Na wszystkie wyciągi w Snow Park Donovaly obowiązuje jeden karnet. Ceny uzależnione są od opcji, na którą się zdecydujemy. Do wyboru są skipassy cztereogdzinne (dla dorosłych w cenie: 36 euro, dla młodzieży i seniorów w cenie 31 euro i dla dzieci w cenie 27 euro), całodniowe (39 euro, 34 euro i 29 euro) czy wielodniowe (najdłuższy sześciodnowy kosztuje odpowiednio 209 euro, 185 euro i 159 euro). To jednak ceny, jakie zapłacimy w kasie na stoku. Zdecydowanie lepiej karnet wykupić online. Zaoszczędzimy nawet kilkanaście euro. Warto pamiętać, że jazda nocna jest w innej cenie niż dzienna (27 euro, 25 euro lub 23 euro).
Fresh track nie wlicza się w cenę karnetu. Płaci się za niego każdorazowo 55 euro do godziny 15 dnia poprzedzającego wydarzenie. Liczba biletów jest limitowana (maksymalnie może skorzystać 50 osób).Fun Park dla dzieci płatny jest oddzielnie i są to znacznie niższe ceny niż w przypadku regularnych karnetów. Godzina jazdy w sezonie to dla dziecka około 8 euro, cały dzień kosztuje natomiast od 22 euro do 29 euro w zależności od terminu.
Donovaly to jednak nie tylko narty. Miejscowość przyciąga turystów także innymi atrakcjami. Dobrze mieć alternatywę, jeśli potrzebujemy dać odpocząć nogom od krawędziowania lub po prostu chcemy spróbować czegoś nowego. A o to nietrudno.
Jeśli śnieg dopisuje, można przejechać się... psim zaprzęgiem. Dostępne są różne typy przejażdżek. Od krótkich 10-,15- i 30-minutowych po całodzienne. Krótsze są oczywiście tańsze. Za 10 min na sankach dziecko do 10 roku życia zapłaci 4 euro, dorosły i starsze dzieci 6 euro. Za godzinę jazdy cena wzrasta odpowiednio do 60 i 90 euro. Co ważne, psy są w stanie uciągnąć sanki o wadze 160 kilo.
Na tym jednak nie koniec w Donovaly znajduje się także lodowisko (łyżwy można wypożyczyć na miejscu), a wstęp jest za darmo. Organizowane są również przeloty paralotnią w tandemie z instruktorem, podczas których można z lotu ptaka podziwiać malowniczą panoramę Tatr. Jeśli natomiast pogoda nie dopisze albo kontuzje wykluczą nas szusowania po stokach, można postawić na zwiedzanie okolicy. A jest co zobaczyć. Donovaly znajduje się pomiędzy dwoma bardzo emblematycznymi miejscowościami regionu: Bańską Bystrzycą, a znanym z piosenki Agnieszki Osieckiem Rużomberkiem. W tych dwóch miasteczkach atrakcji zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych nie brakuje.
To, na co najcześciej narzekają Polacy w naszych rodzimych kurortach, to wysokie ceny, opłaty nawet za wrzątek i tłumy. Ja bym dorzuciła jeszcze wszechobecne stragany z plastkiowym badziewiem, które sktuecznie dryluje mój rodzicielski portfel. W Donovaly tych rzeczy nie ma. Reklamy nie przesłaniają tam widoku na Tatry, a niekojący pluszowy miś nie wymusza zdjęcia z samym sobą za krocie. Co więc jest? Jest moc atrakcji dla dzieci i dorosłych, jest śnieg, góry i świeże powietrze. Jest sklep i kilka restauracji, gdzie podają buchty, haluszki i knedle, czyli dania jadalne przez każdego bąbelka. I wszędzie jest blisko. Właściwie można przez tydzień nie ruszać samochodu. To mało? Po każdym pobycie w polskiej stolicy Tatr umacniam się w przekonaniu, że takie "mniej" znaczy więcej.
Materiał został zrealizowany podczas wyjazdu prasowego sfinansowanego przez Slovakia Travel. Został on zorganizowany przy okazji promocji regionu.