Kiedy w 2003 roku dr Sean Cummings zakładał poradnię Freedom Health, nie przypuszczał, że jego klientami będzie głównie średnie pokolenie mieszkańców Wielkiej Brytanii. Dziś w poczekalni kliniki zajmującej się zdrowiem seksualnym Brytyjczyków, według opublikowanego w ubiegłym tygodniu raportu najbardziej rozwiązłego narodu w Europie, siedzą mężczyźni w eleganckich garniturach i kobiety na wysokich obcasach. Unikają swojego wzroku, starają się nie zapamiętywać twarzy. Wyglądają, jakby czekali na kolejne, nudne spotkanie biznesowe. Jednak łączy ich coś innego - wypatrują wyników badań, żeby dowiedzieć się, czy zarazili się chorobami przenoszonymi drogą płciową.
Według ujawnionego w ubiegłym tygodniu raportu, Brytyjczycy znajdują się na czele statystyk dotyczących ilości przygód na jedną noc, ilości partnerów seksualnych i stosunku do "codziennego" seksu. Wyprzedzili nawet tak liberalny naród jak Holandia. Według autorów opracowania, takie jego wyniki wiążą się z rosnącą na Wyspach tolerancją dla seksualnej rozwiązłości wśród obu płci.
Klinikę Freedom Health odwiedza co roku coraz więcej klientów, niepewnych czy zaufali w łóżku odpowiedniej osobie. Z roku na rok rośnie wśród nich liczba kobiet.
Powszechnie panująca opinia na temat chorób wenerycznych mówi, że to przypadłość młodych i niefrasobliwych. Tymczasem okazuje się, że to klasa średnia, dobrze sytuowana, w średnim wieku uważa, że bogate życie seksualne stanowi część modnego, nowoczesnego stylu życia. I ochoczo wciela te ideę w życie. Większość klientów doktora Cummingsa ma nie 25, ale pond 45 lat.
Wszyscy myślą, że kliniki zdrowia seksualnego pełne są dwudziestolatków, którzy wypili za dużo poprzedniego wieczora, zabawili się, uprawiali seks bez zabezpieczenia, a rano spanikowali. Tymczasem prawda jest taka, że coraz więcej starszych Brytyjczyków uprawia ryzykowny seks.
Żeby potwierdzić słowa doktora - specjalisty od chorób wenerycznych, wystarczy zajrzeć do brytyjskiej prasy. Ilość podstarzałych gwiazd obu płci piętnowanych na pierwszych stronach gazet za romanse pozwala zorientować się o skali zjawiska.
W prywatnej klinice zdrowia seksualnego nikt nie musi czuć się zażenowany czy zawstydzony. W prywatnej klinice lekarz podający lek na syfilis kiwa głową i przyznaje, że wszyscy mamy potrzeby i wszyscy popełniamy błędy. Statystyki podają, że ilość Brytyjczyków po 40, u których stwierdzono choroby weneryczne podwoiła się od lat 90 ubiegłego wieku. Tymczasem rządowe kampanie skupiają się na nastolatkach i zapobieganiu niechcianej ciąży, zamiast uczyć nieświadomych zagrożenia dojrzałych mieszkańców kraju, co to AIDS i kiła.
Klinikę doktora Cummingsa odwiedza regularnie, kilka razy w roku 4 tysiące pacjentów. Drugie tyle przychodzi z doskoku. Codziennie 30 z nich dostaje leki na chorobę, o której woleliby nie mówić stałemu partnerowi. Testy - krwi i innych wydzielin - na choroby przenoszone droga płciową kosztują 295 funtów. 40 procent poddających się im Brytyjczyków wychodzi z kliniki z pozytywną diagnozą, najczęściej jest nią syfilis.
Skąd taki wzrost zainteresowania przygodnym seksem wśród klasy średniej? Zdaniem psychologów to efekt kryzysu wieku średniego. Żonaci i zamężne, po 20 latach mają dość stereotypowego małżeńskiego seksu. Wydaje im się, że coś ich w życiu omija. Szukają więc nowych wrażeń w ramionach kolegów z pracy i prostytutek. Seks traktują jak lekarstwo na odreagowanie stresu spowodowanego pracą, kłótniami z partnerem czy wysokim zbyt czesnym w szkole dzieci. Dzień "po" wracają do normalności i są przerażeni tym, co zrobili. I wtedy wysupłują te prawie 300 funtów i biegną sprawdzić, czy ich przygoda będzie miała konsekwencje.
Przeczytaj także: Jak to się robi na Wyspach?
Według szefa Freedom Health, recesja przyniosła wzrost zainteresowania jego usługami. W niepewnych czasach ludzie mniej myślą o jutrze, starają się korzystać z każdej chwili radości. Radości dostarcza nieskrępowany seks. Nieskrępowany seks dostarcza chorób wenerycznych. Choroby weneryczne dostarczają klientów klinikom zdrowia seksualnego. Ten sam scenariusz obowiązuje klientów szukających pociechy w ramionach przygodnego partnera po zwolnieniu z pracy, obniżeniu zarobków czy chociażby pogorszeniu się atmosfery w pracy.
20 procent klientów kliniki, którzy skończyli 45 lat, stanowią kobiety. Powtarza się banalny scenariusz - mąż nie docenia, pewności siebie brak, wakacyjna przygoda poprawia humor. Ale na krótko. Wyrzuty sumienia każą sprawdzić, czy przygoda wyjdzie na jaw. Coraz częściej jednak pacjentki doktora Cummingsa wcale nie czują się winne.
Wśród pacjentów kliniki sporo jest też takich, którzy na nowo odkryli seks, po wejściu na rynek viagry. Najstarsi skończyli 90 lat. Wcale nierzadko brytyjscy emeryci wydają ostatnie oszczędności na leczenie syfilisu. Zarażają się od "profesjonalnych" dostarczycieli rozkoszy - stanowiących kolejną grupę klientów poradni zdrowia seksualnego.
Badania przeprowadzone przez magazyn Saga wykazały, że po 50 Brytyjki zdecydowanie rzadziej czują się winne po zdradzie męża. Z badań wynika również, że ponad jedna trzecia kobiet w tym wieku zdradza partnera, narażając się na zarażenie chorobą weneryczną. Duża część pozostałych próbuje na nowo odkryć seks po rozwodzie. Ostatnia grupa klientek kliniki to kobiety, których mężowie przyznali się do zdrady.
Co roku do Freedom Health trafia co najmniej sześć kobiet, które zaraziły się wirusem HIV od partnerów ukrywających chorobę. Doktor Cummings stanowczo doradza nawet najbardziej zakochanym 40-latkom wysyłanie przyszłego partnera na badania i używanie prezerwatyw. Zdaniem lekarza to dojrzałe Brytyjki potrzebują takich porad bardziej niż nastolatki.
Boże Narodzenie to czas, kiedy brytyjskie kliniki zdrowia seksualnego pękają w szwach. Noworoczne postanowienia (nigdy więcej przygodnego seksu) sprzyjają testom na choroby przenoszone drogą płciową i rozliczeniom z przeszłością (nie pamiętam, ilu miałam partnerów w tym roku). W nowy rok Brytyjczycy lubią wchodzić z czystą kartą.
Odwiedź serwis: Brytyjska służba zdrowia.