Dziś Anna wraz ze swoim mężem Franckiem prowadzą winnicę w Szampanii. Razem budują markę domu Météyer. On tworząc świetne wino, ona opowiadając o szampanie tak, że ludzie nie potrafią wyjść z ich winnicy bez kilku butelek, a czasami paru skrzynek. Mają swoich stałych klientów w Chinach, Japonii, USA i w Polsce. Jak mówi Anna, szampan to historia, to mit, to marzenie. Jeśli chcesz odnieść, sukces jako winiarz musisz wiedzieć, jak tę opowieść przekazać innym. Rozmowę z Anną przeprowadziła Anna Mandes.
Dla mnie na pewno tak. Wywodzę się ze świata sztuki. Ukończyłam Akademię Teatralną w Warszawie, potem wydział lalkarski w Białymstoku, pracowałem w teatrze Pleciuga w Szczecinie, studiowałam teatrologię na Sorbonie. Po raz pierwszy trafiłam do winnicy przypadkowo. Chciałam po prostu dorobić przy winobraniu, a Szampania była blisko Paryża, w którym wtedy studiowałam. Przy zbiorach poznałam mojego przyszłego męża. Zakochałam się w winiarzu i już tu zostałam. Kiedy okazało się, że winnica będzie moim domem to właśnie scena, malarstwo i muzyka stały się dla mnie naturalnymi narzędziami do mówienia o szampanie. To język, który znam najlepiej. Zresztą wiele wielkich firm takich jak Vranken-Pommery czy Louis Roederer łączą swoje produkty ze sztuką. Dla nich wystawy znanych malarzy pod ich logiem to tylko chwyt marketingowy, dla mnie obecność artystów wokół winnicy, nasza minigaleria w XVIII wiecznych piwnicach, to sposób na przeżycie z dala od sceny, skupianie wokół siebie ciekawych ludzi, mój tlen.
Wino to częsty temat obrazów, piosenek, a szampan zawsze kojarzył się z teatrem, operą, baletem i estradą. Ale sami winiarze to ludzie ciężko pracujący, związani z ziemią, uprawą, żyjący w rytmie natury. Środowisko raczej wiejskie, patriarchalne i konserwatywne. Mało tu było miejsca dla artystycznych dusz. Zresztą tę zachowawczość widać do dzisiaj. Mamy taką tradycję, że po każdej wystawie sztuki, zorganizowanej w naszej winnicy, artysta zostawia nam na pamiątkę jedno swoje dzieło, obraz czy rzeźbę. Niedawno w galerii gościliśmy Wen Wenwu i Wang Jinfang, którzy należą do mongolskiej rodziny królewskiej i ukończyli Akademię Sztuk Pięknych w Pekinie. Malarze postanowili zrobić mi niespodziankę i podarować galerii mój portret inspirowany słynnym Młodym Bachusem Caravaggio. Problem w tym, że na obrazie włoskiego mistrza bóg wina ma odsłoniętą prawą pierś. Ale to, co dobrze się komponuje na XVI wiecznym płótnie, było nie do przyjęcia dla mojego męża, na portrecie, na którym była jego własna żona. Ja nie miałam z tym problemu. Ale Franck uparł się, żeby artyści domalowali mi kawałek białej płachty zakrywającej moją obnażoną pierś, bo inaczej koledzy winiarze pomyślą, że może pozowałam nago! Cóż, teraz ludziom, którzy wpadają do naszej winnicy, opowiadam, że może za 100 lat jakiś historyk sztuki odkryje i przywróci prawdziwe piękno obrazowi przedstawiającemu boginię wina. Tak zrodziła się kolejna opowieść z szampanem w tle.
Oczywiście, że miałam. Byłam przerażona. Zadawałam sobie pytanie, co ja tu, na tej prowincji, będę robić? Od zawsze nienawidziłam nudy i rutyny, a tak wyobrażałam sobie życie w winnicy. Jak bardzo się myliłam! Z aktorstwem przyszło mi pożegnać się już wcześniej. Miałam problemy z głosem, był zbyt słaby, abym mogła pracować długo na scenie. Szukałam nowego pomysłu na siebie, ale nigdy nie myślałam, że moje życie będzie związane z produkcją szampana. Wyszłam za mąż i trafiłam do winnicy, której historia sięga 1860 roku. Rodzina mojego męża prowadzi ją od sześciu pokoleń! I nagle pojawiam się ja. O winie nie wiedziałam wówczas zupełnie nic. Chciałam się za to uczyć i oddać całą swoją energię, aby wszyscy usłyszeli o szampanie Météyer. Zawsze wydawało mi się, że jako Polka mogę wnieść coś cennego do francuskiej winnicy, naszą gościnność. To nie jest wcale truizm. Naprawdę wydaje mi się, że umiejętność ciepłego przyjmowania ludzi mamy w genach. Oczywiście nie należy przesadzać. Ale tego już pilnuje moja asystentka. Ona czuwa, żeby zwiedzanie i degustacja nie trwały wiecznie, a turyści jednak zapłacili za szampana. Jej wypada wystawić rachunek, ja jako Polka, czasami mam z tym problemy. Paradoksalnie to właśnie życie w winnicy pozwoliło mi rozwinąć skrzydła. Małe miasto dało mi nowe możliwości. Tutaj łatwiej zaistnieć, wyróżnić się, być nowatorskim. Poza tym nasza winnica geograficznie należy do Szampanii, ale administracyjnie znajduje się w Pikardii, a teraz po reformie w jeszcze szerszym regionie Haute France. W każdy razie nie należymy do mitycznej" Champagne-Ardenne. Te parę kilometrów dalej, po drugiej stronie granicy administracyjnej sprzedawać szampana jest łatwiej, ma się markę w adresie. Śmieję się, że im wystarczy mieć numerek 51 na tablicy rejestracyjnej, oznaczający Champagne-Ardenne, żeby wino samo się sprzedawało. U nas trzeba się postarać. To było wyzwanie dla mnie, a przy tym szansa, by pozostać sobą. Bezpośrednią, na luzie i bez zadzierania nosa, że mam winnicę na przykład w Epernay, turystycznej stolicy szampańskich winnic. Przez te dwadzieścia lat nie zmieniłam się. Jestem taką samą pędzącą wciąż do przodu Polką, która z zapałem promuje, szampana mówiąc po francusku z pikardyjskim akcentem. Kiedy tu zamieszkałam, pomyślałam, że jeśli przyszło mi żyć tak daleko od metropolii, muszę po prostu sprawić, aby to Trélou-sur-Marne, stał się centrum świata. Dlatego nie tylko jeżdżę z naszym szampanem za granicę, ale też zapraszam ludzi z wielu krajów tutaj do nas. Ściągam artystów, robię wystawy i organizuje przedstawienia wśród winorośli. Mit szampana jest bardzo uwodzicielski, budzi zainteresowanie, otwiera wiele drzwi, pozwala spotkać naprawdę interesujące osobowości. Staram się przy tym być ambasadorką nie tylko naszej marki, ale i całego regionu.
Oczywiście! Ktoś, kto odwiedza Paryż, z łatwością może wybrać się na jednodniową wycieczkę do Szampanii. Półtorej godziny, może dwie samochodem i już jesteś w winnicach.Choć z tym błogosławieństwem małej odległością od Paryża bywało różnie. Kiedyś bliskość stolicy, z jej ogromnym zapotrzebowaniem na wino, powodowała, że winiarze z Szampanii uważali, że nie muszą się starać i tak się wszystko sprzeda. Paradoksalnie to, że Paryż był tuż obok, pogorszyło jakość produktu.Od tego czasu świat wina bardzo się zmienił. Nasi klienci są coraz dalej od naszej winnicy. Szukamy ich również za granicą. Jest też większa konkurencja, nawet w naszej niszy jest przecież prosecco, asti, wszystkie francuskie crémant. Choć ja zawsze powtarzam, że dla koneserów, inne wina musujące nie są żadną konkurencją dla szampana, a ten prawdziwy z AOC (Appellation d’Origine Contrôlée, czyli Apelacja Kontrolowanego Pochodzenia) wywodzi się wyłącznie ze zboczy Szampanii. Apelacja to zresztą nie tylko terroir, miejsce, w którym uprawia się winogrona, to również rygorystyczne wymogi dotyczące szczepów, uprawy i produkcji, które trzeba spełnić. Dlatego każdy producent jest dumny, że może się nią poszczycić. Szampania przyciąga więc winem, ale nie tylko. To bardzo malowniczy region. Uważam, że najpiękniejszy we Francji. Ważniejsze jednak, że Szampanię doceniło również UNESCO. W 2015 roku uznało region Szampanii z jej zboczami, domami i winnicami za element kulturowego dziedzictwa ludzkości. Myślę, że to ogromny atut, który wzmocni jeszcze rozwój enoturystyki w okolicy. My również chcemy mieć w tym swój udział. Przy naszej winnicy stworzyliśmy muzeum dostępne dla turystów, organizujemy degustacje, masterclassy, zwiedzanie winnicy, wszystko oczywiście również w języku polskim. Jesteśmy otwarci na ludzi, którzy nie tylko chcą spróbować szampana, ale też czegoś się o nim dowiedzieć. Misja UNESCO w naszym regionie zauważyła nasze starania, a Franck Météyer jako pierwszy winiarz w Szampani został uhonorowany przez nią wyróżnieniem Pierre Cheval de l’Embellissement. Nagroda nosi imię Pierra Cheval, winiarza, który przez lata walczył o wpisanie Szampanii na listę światowego dziedzictwa. Dostać wyróżnienie od UNESCO to było coś! Do tego stopnia, że po pierwszym telefonie, nie uwierzyliśmy. Mój mąż był przekonany, że to żart, ale ja jednak oddzwoniłam i dla sprawdzenia spytałam, dlaczego wybrali właśnie Francka Météyer? Usłyszałam odpowiedź, że łączy on w sobie historię, bo winnica działa od prawie 200 lat. Tradycję, gdyż robimy winno tak jak kiedyś bez marketingowych chwytów jak, kwadratowe bąbelki" czy brokat w butelce. A przede wszystkim w naszej winnicy przekazuje się wiedzę o szampanie, nie tylko z pokolenia na pokolenie, ale też od producenta do klienta, tak, aby ten, kto pije nasze wino, potrafił docenić wartość regionalnego produktu. Po tym wytłumaczeniu uwierzyłam im. Wiedziałam już, że dzwonią z UNESCO.
Zawsze się śmieję, że Franck jest takim winiarskim dinozaurem. Ale to dobrze, bo są klienci, którzy potrafią docenić przywiązanie do tradycji. Jesteśmy Vigneron Independant, niezależną winnicą, co oznacza, że robimy wino wyłącznie z naszych winogron, a cały proces od A do Z przebiega tu u nas na miejscu. Dlatego Franck może mieć całkowitą kontrolę nad produktem i spokojnie podpisywać go nazwiskiem Météyer. Zasady AOC dopuszczają w Szampanii możliwość produkcji wina z siedmiu szczepów, oprócz trzech, które wymieniłaś, jest jeszcze: pinot gris, pinot blanc, petit meslier, arbanne. Ale uprawę tych czterech dodatkowych typów winogron winiarze praktycznie zarzucili w naszym regionie, uznając po latach doświadczeń, że słabo sprawdzają się na ziemi Szampanii i w tutejszym klimacie. Teraz kiedy w winiarstwie zapanowała moda na rzadkie szczepy, niektórzy producenci wracają do zapomnianych winogron. Franck uważa jednak, że niemądrym byłoby ignorowanie doświadczenia przodków. Były przecież powody, dla których zarzucono uprawę niektórych szczepów w Szampanii i nic się w tej sprawie nie zmieniło. Ostatnio Comite interprofessionnel du vin de Champagne, CIVC, taki kolektywny mózg winiarzy Szampanii dopuścił do uprawy nowy szczep winogron: voltis. To hybryda, która jak twierdzi INRA (Narodowy Instytut Badań Rolniczych we Francji), będzie dobrze sprawdzać się w Szampanii. Jeszcze nie zdecydowaliśmy, czy będziemy go uprawiać, może spróbujemy. Franck lubi wyzwania. Uprawiamy jednak winogrona w dolinie rzeki Marny i naszą specjalnością jest i pozostanie meunier. Franck był w awangardzie, produkował szampana 100 proc. meunier, zanim to stało się modne. Jest mistrzem w jego produkcji. Zawsze mówię, że ma żyłach meunier zamiast krwi, może dlatego komary lecą tylko do niego.
Ten szampan cieszy się dużym powodzeniem za granicą, gdzie zapanowała moda na meunier. Pytają o niego w Japonii, a moi dystrybutorzy w USA opróżnili nasz magazyn z butelek z wina zrobionego w 100 proc. z tego szczepu. Ale nie ma czegoś takiego jak, najlepszy szampan". To wino trzeba dobrać do swojego gustu. A więc najlepszy szampan to taki, który tobie najbardziej smakuje. Meunier staje się ostatnio popularny, ale jeśli na ulicy spytasz przypadkowego przechodnia, z jakiego szczepu winogron najbardziej lubi wino, to prawie na pewno usłyszysz odpowiedź: chardonnay. To szczep, który bardzo łatwo się uprawia, dlatego znajdziesz go wszędzie, w niemal wszystkich regionach winiarskich. Dlatego też marketingowo zawsze miał największe wsparcie, tak stał się rozpoznawalny przez klientów. Kiedy zaczynałam uczyć się wina, w wielu prestiżowych miejscach królował szampan 100 proc. chardonnay. On nigdy mi nie smakował. Wydaje mi się po prostu mało interesujący. Chardonnay będzie się doskonale sprawdzał w pairingach, pasuje niemal do każdego dania. Szampany stały się winami gastronomicznymi, więc to jest ważna zaleta. Ale ja nie lubię win, które są tylko tłem. Chardonnay to właśnie szampan drugiego planu, tylko towarzyszący jedzeniu, taki kameleon dla gastronomi. Ja lubię szampany, które mają charakter. Chardonnay świetnie się komponuje z różnymi daniami, ale tylko tyle, nie ma swojej wyrazistej nuty.Moim ulubionym szampanem z naszych piwnic jest Cuvée Marine w charakterystycznej niebieskiej butelce. To 50 proc. chardonnay, 25 proc. meunier i 25 procent pinot noir.Te procenty to też niecała tajemnica tego co znajduje się w butelce szampana. Każdego roku Franck tworzy od nowa assemblage, czyli mieszankę win, z których powstaje szampan. Miesza się nie tylko szczepy, możemy również używać rezerwy, czyli wina, które zostały z poprzednich lat. Franck przygotowuje około setki próbek. Celem jest uzyskanie co roku równie dobrego szampana. Każdy winiarz ma do pomocy swojego enologa, specjalistę od winogron. Przyjeżdża on do nas ze swoim komputerem, na podstawie badań przygotowuje propozycje assemblage, ale Franck próbuje i jeśli coś jest nie tak, zmienia po swojemu. Korzysta ze doświadczenie i intuicji. To jest jak magia, zwłaszcza, że trzeba nie tylko odtworzyć ugruntowany smak w próbce nowego wina, ale przede wszystkim umieć przewidzieć, jakim ono będzie za trzy lata. Bo dopiero po takim czasie wypuszczamy nasze butelki z piwnicy w świat. Kiedyś do naszej winnicy przyjechał Michał Pajdosz z polskiej winnicy Jakubów. Chciał skorzystać z wiedzy Francka. Chodził za nim z zeszytem i wciąż pytał o liczby, procenty. Franck, bał się, że Michał pomyśli, że Météyer nie jest profesjonalnym winiarzem, bo mój mąż nie potrafił swojego doświadczenia opisać w prostych wzorach i wyliczeniach. Dla Francka najważniejsze jest, żeby szampan, który produkujemy, był winem, z którego on może być dumny. Jeśli komuś nasza propozycja smaku to świetnie. Jeśli nie to znaczy, że ten ktoś musi po prostu dalej szukać swojego szampana. Z najlepszych winogron Franck przygotowuje millesimy, czyli wino z winogron z wyłącznie z jednego roku. To trudniejsze, bo nie możesz ratować się dobrym winem z poprzednich lat, aby wyrównać poziom. Na szczęście mamy, aż 35 różnych parceli, na których uprawiamy winogrona. A więc mamy stanowiska w słońcu i bardziej w cieniu, na górce i pod górką, i tak dalej. Właśnie tym, w zależności od tego, jaka była pogoda w danym roku, żongluje Franck podczas tworzenia millesimów. Jak dotąd pamiętam tylko jeden rok, kiedy nie udało nam się stworzyć wina rocznikowego. W 2021 padało tak dużo deszczu, że nie będziemy mieli millesime z tego rocznika.
Turystom, których oprowadzam po naszej winnicy i którzy zachwycają się uprawą winogron na słonecznych wzgórzach Szampanii, zwykle mówię, że w takich okolicznościach przyrody to ja mam wakacje przez cały rok. Uczciwiej byłoby jednak powiedzieć, że winnica nigdy cię nie wypuszcza na urlop. To prawda, że żyjemy w rytmie zmieniającej się natury, a rok winiarza jest od winobrania do winobrania, ale w winnicy zawsze jest coś do zrobienia, nawet w zimie. Odkąd pojawiły się dzieci, staramy się jednak czasami wyrwać na tydzień czy dwa. Ale ja nawet na wakacjach nad morzem pracuję. Tworzę w głowie nowe plany, wiszę na telefonie z kontrahentami, umawiam kolejne wystawy z artystami. Pamiętam, że raz zwiedzałam z dziećmi jakiś zabytkowy kościół. Oprócz nas była w nim tylko jedna kobieta. Z kościoła wyszłam z nową klientką dla naszego szampana. Winnica mnie nie opuszcza nawet na wakacjach. Jak jadę do Polski, też przy okazji zawsze organizuję parę degustacji.
To może tak wyglądać z zewnątrz, kiedy się patrzy wyłącznie na szyldy. Ale świat szampana nigdy nie był męskim światem. Za każdym facetem stała zawsze kobieta, która nie tylko pracowała w winnicy, tak jak jej mąż, ale miała jeszcze do ogarnięcia dom i dzieci. Zresztą nawet jeśli mężczyzny zabrakło, kobiety dawały sobie radę. W historii szampana istnieje takie pojęcie jak, veuves du Champagne" ("wdowy z Szampanii"). Odziedziczenie winnicy po śmierci męża było jedynym legalnym sposobem, aby kobieta stanęła na czele firmy. Musiała zresztą to wyraźnie zaznaczyć na etykietach swoich win. Jedną z pierwszych takich kobiet była Veuve Clicquot, czyli Barbe Nicole Ponsardin po mężu Clicquot. Przejęła winnicę kiedy miała zaledwie 27 lat! Przez 40 kolejnych lat zarządzania firmą nie tylko uczyniła z niej potęgę, ale była prawdziwą innowatorką. To ona kazała zrobić otwory w stole kuchennym, w których umieściła butelki szampana korkami do dołu. W ten sposób podczas leżakowania osad z martwych drożdży zbierał się w szyjce butelki i można było się go łatwo pozbyć. Ta technika, czyli remuage zapewniła, że szampan stał się szlachetnie klarowny. To ona wymyśliła genialną koncepcję marketingową, jaką było wino millesime, czyli alkohol tylko z jednego, wyjątkowego rocznika. Ona też jako pierwsza zaczęła używać do przechowywania wina stare, pamiętające jeszcze czasy rzymskie, groty powstałe po wydobyciu kredy i wapienia. Podstawy, złotych zasad" dotyczących produkcji szampana stworzyła kobieta! Wdów z Szampanii było więcej i to głównie one zdobyły dla wina z naszego regionu nowe rynki zbytu. One stoją za sukcesem szampana w carskiej Rosji i Ameryce. Zresztą mi też udało się zwiększyć eksport wina z naszej winnicy z 20 proc. aż do 80 proc. Zdobyliśmy rynki Japonii i USA. W dzisiejszych czasach pozycja kobiet w winiarstwie jest coraz silniejsza. Sama należę do polskiego stowarzyszenia "Kobiety i wino". To prawdziwa grupa wsparcia. Jestem dumna, że dziewczyny wybrały mnie Kobietą Wina w 2023 roku. Mówi się o nas kobietach w winiarstwie tak często, że ostatnio zażartowałam, mówiąc do moich kolegów winiarzy, że może czas im pomyśleć o jakimś własnym stowarzyszeniu, żeby stali się jakoś bardziej widoczni, bo powoli giną na tle kobiet.
W ostatnich czasach szampan się bardzo zdemokratyzował. Mam nawet gdzieś w szufladach plakaty, które promowały szampan z frytkami, szampan ze szprotkami... Ja nie popieram takich pomysłów. Uważam, że powinniśmy pozostać na swojej półce produktu elitarnego. Bronić mitu wyjątkowego alkoholu, na specjalne okazje. Myślę, że to jest nasza siła i nasz klucz do sukcesu. Uważam, że szampan nie powinien być dostępny dla każdego. Jest historycznie produktem luksusowym, kojarzącym się z królami, dyplomacją. Elitarność jest wpisana w DNA naszego produktu i naszych marek. Nie uważam przy tym wcale, że szampan powinien być zarezerwowany wyłącznie dla bywalców Courchevel czy innych luksusowych kurortów. Bardziej od zasobności portfela ważna jest dla mnie świadomość klienta. Nie bardzo lubię rozdawać naszego wina za darmo na prawo i lewo przypadkowym ludziom na targach. Wiem, że to, co jest w butelce to ciężka praca mojego męża. Zawsze mam jednak czas, energię i uśmiech dla tych, którzy chcą się dowiedzieć, co mają w kieliszku. Chcę, żeby oni wiedział, co piją, potrafili docenić nasze starania, naszą pracę. Uważam, że szampana powinno się próbować, będąc do tego przygotowanym. Dlatego tak lubię warsztaty wokół naszych win. Opowiadam wtedy o historii szampana, o naszej firmie, o poszczególnych etykietach. Podczas takich degustacji, smakujący mają nie tylko czas, ale i ciekawość, wtedy ma to sens. Nasze szampany są w wielu szkołach kształcących sommelierów, można je znaleźć również w paryskim Muzeum Wina. Uważam, że producenci szampana powinni starać się kształcić swoich klientów, zwracać im uwagę na detale. Prawdziwy szampan produkuje się na 30 tysiącach hektarów Szampanii, ale to jest 30 tysięcy na cały świat! Jesteśmy elitarni, nie mamy wyboru.
Trudno mi odpowiedzieć, jestem przecież osobą, która jest w środku tego biznesu. Powiem tylko, że parę lat temu przeczytałam tekst jakiegoś skandynawskiego dziennikarza, który napisał, że szampan to w 90 procentach marketing. Obiektywnie chyba trudno się z nim nie zgodzić.Sprzedajemy nie tylko wino, sprzedajemy historie, mit, aspiracje. Dlatego dla mnie tak ważne są media społecznościowe. Uważam, że to najprostszy sposób na snucie opowieści o szampanie. Niemal każdego dnia biorę butelkę naszego wina i ruszam na sesję zdjęciową moją towarzyszką Dyane. To niebieski stary citroen Dyane 6, który jest w naszej rodzinie od zawsze, a teraz jest moją gwiazdą Instagramu. Często powtarzam, że mam najlepszą pracę pod słońcem. Kto jeszcze jest w stanie się pochwalić, iż może pić w pracy szampana każdy dzień? Sprzedajemy marzenia, więc nigdy nie dorzucam, że na zdjęciach jest wciąż ta sama otwarta butelka, którą fotografuję przez parę miesięcy. Z drugiej strony uważam, że to opowiadanie historii jest w przypadku szampana bardzo ważne. Po prostu inaczej się go pije, jeśli masz świadomość, co jest w butelce. Jeśli potrafisz docenić pracę włożoną w przygotowanie tego wina.
Mam w Warszawie swojego dystrybutora. Ale tak naprawdę naszego szampan sprzedaję w Polsce głównie poprzez sieć moich przyjaciół i znajomych. Oni lubią nasze wino i są dla nas najlepszymi ambasadorami marki. Po tych dwudziestu latach mogę z dumą powiedzieć, tak, nasz szampan jest bardzo obecny w Polsce. A odkąd ambasada Polski we Francji przyznała mi nagrodę Polonais Remarquable (Wybitny Polak) Polacy są też coraz liczniej obecni w naszej winnicy. Cieszę się, że mogę im opowiadać o szampanie, prowadzić dla nich degustację, być ich przewodnikiem w świecie naszego wina. Pamiętam, jak kilkanaście lat temu byliśmy w Polsce z Franckiem na jakiejś imprezie i moja koleżanka z dna swojego barku wyciągnęła naszego szampana. Franck będziemy pili twoje wino! - wykrzyknęła. Ten szampan został jej jeszcze z wesela, a wychodziła za mąż kilkanaście lat wcześniej, od tego czasu przeprowadzała się wiele razy, a butelka razem z nią, oczywiście nie ma mowy o żadnej piwnicy i przechowywaniu wina w odpowiedniej temperaturze i wilgotności. Mój mąż zbladł. Na to moja koleżanka: Co się martwisz Franck, tu się nikt nie zna na szampanie. Mój winiarz otwierał tę butelkę całą wieczność, potem sam pierwszy spróbował i wyprostował się dumnie. Wiedziałam, że jest dobrze, nasze wino dało radę. Ale to prawda co powiedziała moja przyjaciółka, w naszym pokoleniu koło 50. w Polsce niewiele osób dobrze zna się na szampanie i potrafi go smakować. Naszymi klientami są nad Wisłą coraz częściej młodzi ludzie, którzy potrafią docenić dobrego szampana, mają już o nim wiedzę. To pokolenie jest zresztą inne na całym świecie. Nie kupują już etykietek, nie przekonują ich do win medale, nie piją, tego co zawsze się piło" w ich domach od pokoleń. Szukają swojego smaku. Swojego szampana.
Franck ma swoją filozofię robienia szampana. Więc nie gonimy za modami. Nie naklejamy na butelkach wino ekologiczne, biodynamiczne, nie wpuszczamy na uprawę owiec i nie spulchniamy ziemi, orząc końskim zaprzęgiem. Ale natura jest dla nas ważna. Wiemy, że ta ziemie jest też dziedzictwem dla naszych dzieci i musimy ją szanować. Od wielu lat pracujemy zgodnie z założeniami HVE (La Haute Valeur Environnementale, Wysokimi Standardami Środowiskowymi), dzięki nim praca w winiarni jest mniej obciążająca dla natury. Postanowiliśmy też zmienić też nasze butelki na bardziej ekologiczne. Chcielibyśmy, aby nasza winnica stała się gospodarstwem, jak najbardziej zrównoważonym. Staliśmy się częścią projektu Les bulles vertes (Zielone bąbelki), którego celem jest stworzenie sieci turystycznych miejsc, w których można uprawiać slow turystykę w ekologicznej wersji. Przygotowaliśmy trasę do pieszych wycieczek. Ale przede wszystkim już od wiosny przyszłego roku turyści będą się mogli u nas zatrzymać w ekologicznym, samowystarczalnym domku na 6 osób z przybudówką dla dodatkowych 4. Największą atrakcją miejsca będzie to, że jest on położony niemal bezpośrednio w winnicach. Myślę, że odpoczywając w ekologicznym miradorze z widokiem na uprawy winogron i oczywiście z kieliszkiem wybornego wina w ręku, nie sposób będzie nie zakochać się w naturze Szampanii i smaku szampana. Opowieść w tym miejscu będzie snuła się sama.
Materiał promocyjny marki Champagne Météyer.