Fiesta de Corralejas - bycza zabawa?

Gdy wysiadamy w upalnym i zakurzonym Sincelejo, zastanawiamy się - jakie licho nas tu przygnało? O takich miejscach Kolumbijczycy mówią ?Colombia profunda", czyli dziura zabita dechami i dyktą. Ale w miasteczku odbywa się przecież najważniejsze w roku święto: Fiesta de Corralejas, czyli doroczne gonitwy z bykami!
Łukasz Olczyk

Szybko meldujemy się w jedynym wolnym hotelu w mieście, obskurnym przybytku o nazwie "Sheratone" (pisownia oryginalna) i udajemy na arenę. Atmosfera jest, jak można się spodziewać, festynowo-odpustowa. Dokoła areny olbrzymie namioty z piwem, obok stragany z tradycyjnymi kapeluszami w paski i bibelotami dla najmłodszych. W całość doskonale wpisują się ogłuszająca muzyka i zapach grillowanych przekąsek - wiemy, że jesteśmy we właściwym miejscu.

Kupujemy bilety i rozsiadamy się na drewnianej ławce. Na arenę został właśnie wpuszczony pierwszy byk, na razie uwięziony jeszcze na linie, trzymanej przez jednego z siedzących na koniach pikadorów. Pozostali jeźdźcy okrążają byka ze wszystkich stron co jakiś czas wbijając w niego kolorowe piki. Ostrza wbijają się płytko i nie czynią zwierzęciu dużo szkody - mają byka raczej rozdrażnić i zachęcić do walki, niż go osłabić czy sprawić ból. Potem byk spuszczany jest ze smyczy a na arenę wbiegają ochotnicy z tłumu - szczęśliwi (?) posiadacze biletów ze wstępem na arenę (rozchodzą się w pierwszej kolejności).

Łukasz Olczyk

Uroczysty strój toreadora zastępują tu zwykłe dżinsy lub dresy, a czerwoną płachtę - dowolna jaskrawa kurtka. Na arenie do byka i jeźdźców dołącza w porywach 300 osób. W takim tłoku cała inscenizacja zaczyna się sypać i arena zamienia się w chaotyczne pole bitwy. Zdezorientowany byk zaczyna gonić coraz to nowe cele. Co jakiś czas przystaje zdyszany, wtedy jeden z domorosłych toreadorów stara się zajść go z tyłu i wbić w niego kolejną pikę. Zwycięzcy towarzyszy dziki aplauz widowni. Jeśli jednak byk w porę wyczuje pismo nosem, potencjalny triumf zamienia się w rozpaczliwą ucieczkę.

Na szczęście Kolumbijczycy znają się na drażnieniu byków jak mało kto i do wypadków dochodzi rzadko. Emocje jednak nie słabną - zdenerwowany byk może na przykład szturmować rachityczną bandę oddzielającą ławki od areny. Wówczas spanikowana publiczność z pierwszych rzędów w popłochu wspina się na drewniane filary stadionu. W sytuacjach szczególnie niebezpiecznych interweniują jeźdźcy, którzy przy pomocy długich kijów i lassa odganiają byka od potencjalnych ofiar. Na arenę co chwila wbiegają też skąpo odziane dziewczyny z banerami reklamowymi - promowane jest wszystko, od klubów nocnych po apteki. A gdy na arenie akurat nic ciekawego się nie dzieje, pojawiają się rozbawiacze, na przykład mężczyźni przebrani w damskie ciuszki i opowiadający przaśne dowcipy. Słowem, nudzić się nie sposób.

Łukasz Olczyk

O komfort kulinarny widzów dbają liczni handlarze obnośni przeciskający się między rzędami siedzeń. Zmrożone piwo oferowane jest średnio co 8 sekund, przekąska co 12, a dwa razy na minutę jesteśmy zachęcani do kupna pamiątek. Co jakiś czas pojawia się też weteran Fiesty - facet z makabryczną blizną na brzuchu świadczącą o tym, że nie każdy ze śmiałków unika przykrego obowiązku brania byka za rogi. W uznaniu jego bohaterstwa publiczność sypie mu do kapelusza sowite datki.

Kiedy zwierzę traci już zapał do gonitw (zwykle po kilku minutach) i przestaje reagować na kolejne zaczepki, jest wyprowadzane z areny do swego boksu i zastępowane przez kolejnego, wypoczętego byka. Cała zabawa zaczyna się od nowa. Pod koniec trzeciego dnia ogłaszany jest zwycięzca - byk, który wytrzymał przepychankę najdłużej i który stawał najwaleczniej. Jego właściciel - hodowca - otrzymuje nagrodę i darmową reklamę, jako posiadacz najbardziej bitnego zwierza w regionie. To od niego farmerzy będą kupować swoje zwierzęta przez najbliższy rok. A byki? Po obmyciu i wyjęciu pik, wracają na rancho i żyją w luksusach należnych chlubie stada. I ze względu na tę drobną różnicę między klasyczną corridą, popularną wszędzie w Ameryce Łacińskiej, a kolumbijskimi corralejas, amatorom ekstremalnych widowisk będziemy polecali te drugie.

Kiedy:

zwykle 3. lub 4. tydzień stycznia - weekend

Koszty: Dojazd do Sincelejo z Barranquilli: ok. 36 zł autobusem

Jednodniowy bilet wstępu: ok. 26 zł

Nocleg w hotelu: ok. 45 zł za dwójkę w hotelu Sheratone

AUTORZY: ŁUKASZ OLCZYK, JOANNA ŁUCZAK

Więcej o: