Wyspy Owcze. Raj policzalny

48 tysięcy mieszkańców i prawie dwa razy tyle owiec

Na odludziu Europy żyją rozśpiewani potomkowie norweskich wikingów - Farerczycy, pasterze i wielorybnicy. Ich ojczyzna - Archipelag Wyspy Owcze, to lilipuci punkt między Islandią, Norwegią i Wielką Brytanią. Baśniowe, przykryte wieczną mgłą miejsce zmagań człowieka z naturą, kraina wiatru, deszczu, ryb i ptaków.

***

Autobus linii 300 łączącej lotnisko na wyspie Vágar ze stołecznym Tórshavn jest dziś niebieskim żółwiem na gumowych łyżwach. Kolejne metry wyślizganej serpentyny (poranna gołoledź!) pokonujemy z duszą na ramieniu, podskakując w ciasnej skorupie pojazdu. Za szybą skalista kotlina, zmierzwione wody cieśniny Vestmannasund i - nareszcie! - tunel łączący Vágar ze Streymoy. Pięciokilometrowy korytarz pod Atlantykiem otwarto w grudniu 2002 r., odciążając niepraktyczną przeprawę promową Oyragjógv - Vestmanna. To jeden z dziewiętnastu tuneli na Wyspach Owczych, pierwszy, który wyrzeźbiono pod brzuchem oceanu, i jeden z dwóch za przejazd którymi zmotoryzowani muszą sięgać do portfela.

Nagle osobliwość - punkt przesiadkowy widmo - Kollafjordur Tunnilin, strategiczny przystanek dla pasażerów jadących z Vágar na Eysturoy. Samotna wiata spogląda na osadę położoną dwa kilometry niżej, śmietnik i podłużna popielnica lśnią czystością, na skarpie drzemie owca. Sznur samochodów sunących w kierunku stolicy wyjaśnia (częściowo), dlaczego nie ma tabliczki z rozkładem jazdy.

- Nareszcie pasażer, zapraszam! - woła uradowany kierowca autobusu do Klaksvik. - Przed południem nie ma co liczyć na towarzystwo. W Nordskáli wsiądzie Szkot, bibliotekarz. Służę bilecikiem.

Zanim miniemy "jedyny most nad Atlantykiem", swatający w wąskim przesmyku cieśniny Sundini dwie największe wyspy Streymoy i Eysturoy, szofer zdąży opowiedzieć o swojej rodzinie (syn studiuje w Kopenhadze, córka gra w szkolnym teatrze i trenuje piłkę ręczną), o lokalnej prasie (mamy dwa dzienniki, oba dobre), o komunikacyjnych planach rządu (niedługo powstaną tunele łączące Tórshavn z Toftir i wyspą Sandoy), o Polsce (za młodu byłem w Gdyni, ładne miasto) i o farerskim Święcie Zmarłych (opuszczamy flagi narodowe do połowy, aby oddać hołd tym, którzy zginęli na morzu).

Nie kończy opowieści o wczorajszym zatonięciu pijanego rybaka, bo do autobusu pakuje się wspomniany Szkot. - Dziś mamy kurs międzynarodowy: Farerczyk, Polak i Brytyjczyk! - wita gromko ekscentrycznie ubranego dżentelmena. Zapytany, czy Wyspy Owcze mają szansę stać się trzecim po Czarnogórze i Kosowie krajem europejskim, który uzyska niepodległość w XXI w., odpowiada: - Niemożliwe. Obecnie koniunktura gospodarcza jest bardzo dobra, ale to się zmienia w systemie dziesięcioletnim - po latach tłustych przychodzą chude. Jesteśmy zbyt słabi, by uniezależnić się od Danii.

Wyspy Owcze - terytorium autonomiczne Danii - to nastolatek, który od czasu do czasu musi przychodzić do mamy po kieszonkowe.

***

Deszcz leje się wiadrami. Bywa, że zamienia się w kłujące pociski gradu. Wiatr z kolei potrafi zatrzymać człowieka w miejscu, rozkołysać do szaleństwa domowe żyrandole, namówić szyby w oknach to tańca. Ani człowiek, ani kaczka, która szuka schronienia pod nadwoziem terenowego Nissana na osamotnionej wyspie Vidoy nie lubią, gdy oba żywioły wchodzą w komitywę.

W poszukiwaniu ciemności absolutnej ruszamy około północy ścieżką z Sandavágur w kierunku skalnej iglicy zwanej Palcem Wiedźmy. Niestety, zaczyna padać śnieg i tajemnicza czerń zanika. Tuż obok naszych stóp odrywają się od ziemi dwa białe płaty. To owce - pognały jak opętane w stronę urwiska, na przysypanym puchem zboczu straszy czarna plama.

William Heinesen, farerski prozaik i poeta, w jednym z opowiadań tomu "Zaczarowane światło" określił owce jako "apatyczne wełniane tłumoki". Na Wyspach Owczych żyje ich ok. 77 tysięcy. Ta liczba mogłaby być o wiele większa, ale jest regulowana przez przepisy "Listu owczego" z... 1298 r. - na jedną z 2400 działek pastwisk (mork ) wydzielonych w całym kraju przypadają maksymalnie 32 zwierzęta. Limit jest niezbędny, aby dla wszystkich wystarczyło trawy i nie zwiększyło się ryzyko chorób. Owieczki są płochliwe, ale sprytne - można je dostrzec nawet na niedostępnych dla człowieka półkach skalnych wystających z klifów.

Następnego ranka rozmawiamy z mężczyzną, który każdej jesieni prowadzi stado na ubój. - Pokażę wam coś - zaprasza szerokim gestem do warsztatu. To coś to obcięte owcze głowy, jelita, wątróbki, korpusy i inne "aromatyczne" paskudztwa.

- Z uda tnę płat ścięgna, wystawiam na wiatr i mam przysmak do pieczywa. A próbowaliście naleśników z krwi? Walcząc z mdłościami, odpowiadamy pytaniem na pytanie: - Dlaczego nie robicie serów z mleka owczego? Rozbrajająca riposta: - To niepraktyczne.

***

Tórshavn, jedna z najmniejszych stolic świata. Żyje drugim życiem, po tym jak wielki pożar pochłonął całe miasto w 1673 r. Zabytkowy port, kilkaset łodzi i szkunerów, lilipucia starówka w kolorze łososiowym, stadion, restauracje, galeria sztuki, teatr, kino. Dachy starych chat porośnięte trawą korespondują ze szklanymi konstrukcjami banków i urzędów.

Spotykamy się z Hedinem Mortensenem, merem Tórshavn. Wysokie ściany sali bankietowej, w której w lutym 2007 r. gościł Bill Clinton, ozdabiają obrazy najsłynniejszych farerskich artystów, m.in. Nielsa Kruse, Mariusa i Torbjorna Olsenów - przeważają abstrakcje i pejzaże. Wśród malowideł odnajdujemy podpis Ankera Mortensena, dziadka mera. Hedin też maluje. W wolnych od politykowania chwilach grywa w piłkę i strzyże owce.

- Zdaje się, że ludzie w waszych wielkich miastach nie żyją ze sobą tak blisko jak my. Tu w Tórshavn, jak ktoś oddaje na mnie głos, to dlatego, że mnie poznał i przekonał się, że jestem fajnym facetem - śmieje się mer. - Tak jak inni hoduję owce, po pracy babram się w błocie, doglądając, czy niczego im nie brakuje.

***

Stara portowa pijalnia piwa Tórsholl, u zbiegu ulic Heinasonar i Dr. Jakobsensgota. Pod drzwiami wyczekuje wyraźnie strudzony mieszkaniec Tórshavn, na oko czterdziestolatek. Jest niedziela, zapomniał, że tego dnia, wszystkie puby są nieczynne. Ma za co pić. Jest rybakiem, przed piętnastoma laty ożenił się z bogatą Norweżką.

- Dlaczego idziesz się napić?

- Bo jestem nieszczęśliwy - odpowiada bezbłędną angielszczyzną. - I nie czuję się rozumiany przez ludzi.

- Czego ludzie nie chcą zrozumieć? - Że żyjemy zbyt szybko, a ja nie nadążam...

Po spacerze zjadamy pyszną pizzę na górnym piętrze restauracji Hvonn przy ulicy Tórsgota. W menu zupy, pasty, steki, a nawet meksykańska fajita. Kilka przecznic dalej, w hotelu Hafnia możemy spróbować potraw farerskich. Na języczki dorszowe, pulpety z mielonej ryby, nadziewane maskonury, suszone mięso wieloryba, głowę owcy, kostki tranu i deser z rabarbaru przyjdzie jeszcze czas...

Przedmieścia Torshavn niemal całe rozkopane. Upiorny koncert na koparki, dźwigi i buldożery. Już za rok powstaną tu osiedla domków jednorodzinnych - małżeństwo tradycyjnego dizajnu z nowoczesnymi rozwiązaniami. Oluf, stołeczny policjant i przedsiębiorca, mówi nam, że 100 m kw. takiej przyjemności będzie kosztować ok. 2 mln duńskich koron, przy średnich zarobkach 26 tys. koron miesięcznie. To uczciwa cena, tłumaczy, jeśli z okna sypialni chcemy spoglądać na Atlantyk i na tęczę, która pojawia się niemal codziennie.

W stolicy mieszka ok. 12 tys. Farerczyków, w całej aglomeracji - blisko 20 tys. Młodzi coraz częściej porzucają prowincję w poszukiwaniu lepszej pracy. Tórshavn przygarnia pasterzy, kasjerów, pracowników przetwórni rybnych - wszystkich, którym zbrzydły dotychczasowe zawody, a dla których Kopenhaga jest zbyt odległa.

***

Jedno lotnisko, jeden uniwersytet, jeden kościół katolicki (Mariukirkjan w Tórshavn), jedna kopalnia (Hvalba, węgiel kamienny), jedno centrum handlowe (SMS w stolicy), jedna jedyna osada, która nie ma dostępu do morza (Vatnsoyrar na Vágar), jedna wypożyczalnia motocykli i przyczep kempingowych, trzy szpitale, cztery apteki. Raj policzalny. W tle 48 tysięcy Farerczyków - uśmiechniętych, energicznych, wszechstronnych. W soboty spotykają się gromadnie, chwytają za ramiona i śpiewają bez końca. Gdy w zatoce pojawią się wieloryby - raz, dwa razy do roku, w niewiadomym miejscu, o nieznanej porze - porzucają obowiązki i pędzą z nożami na polowanie (grindadráp ). Według obowiązujących zasad grindwale nie mogą się męczyć, więc tętnicę szyjną podcinają im najbardziej doświadczeni łowcy. Później sprawiedliwie rozdzielają mięso między sobą. - Przyczepiają nam etykietkę barbarzyńców! A co robią farmy hodowlane na kontynencie, tucząc zwierzęta przez całe życie w zamknięciu? Bóg kieruje wieloryby na wody przybrzeżne, dając znak: bierzcie, to dar dla was - tłumaczą tubylcy.

Połowa z osiemnastu wysp archipelagu jest niedostępna dla zmotoryzowanych. Ci, którzy chcą obejrzeć Koltur, muszą frunąć śmigłowcem. Na Sv~noy i Fugloy pływa łódź pocztowa, a na Nólsoy - statek. Na podłużnej Kalsoy autobus czeka na pasażerów łodzi z Klaksvik i wąską asfaltową wstążką rozwozi ich po okolicy.

Osada Gjógv na północy Eysturoy przyciąga turystów imponującym kanionem, w którym utworzono kameralny port. Nieopodal pomnik - matka z dwoma synami (młodszy na kolanach). Smutno wpatrzeni w dal oceanu, czekają na powrót ojca, rybaka. U podstawy rzeźby nazwiska tych, których zabrał sztorm...

***

Estoński prom "Święta Ola" najlepsze lata ma już za sobą. Od kilku dni pływa w zastępstwie konserwowanej właśnie jednostki Smyril Line, narodowego przewoźnika Wysp Owczych. Atlantyk jest dziś wyjątkowo spokojny. Mimo to trzęsie jak na praterskich karuzelach. Płyniemy na Suduroy, najbardziej oddaloną na południe owczą wyspę. Mijamy Litla Dimun, niezamieszkały ląd, miejsce letnich schadzek zakochanych, inspirację tutejszych baśniopisarzy. Powietrze jest krystalicznie czyste. Ma orzeźwiający zapach i słonawy smak, tak podobny do ciechocińskiej solanki. Na Suduroy udajemy się do szpitala w odwiedziny do Tomasza, chirurga naczyniowego z Polski. Wnętrza zadbane, przytulne i zadziwiająco opustoszałe. Po lewej, za oknem połacie zieleni, po prawej rozpościera się ocean. W gabinecie Tomasza ściągi z anatomii, tłumaczenia z łaciny na angielski, z angielskiego na farerski. Przybył tu rok temu za chlebem. Dostał porządną pensję, duży dom z pięknym ogrodem. Pokochał Wyspy Owcze, ale w przyszłym tygodniu przenosi się do Kopenhagi: - To konieczne, jeśli nie chcę wyjść z wprawy. Przez rok przeprowadziłem tu zaledwie trzy operacje...

W kraju bez lasów, pociągów i kiszonej kapusty trwa jesień. Największe stołeczne muzea - Historyczne i Historii Naturalnej - przyjmują gości tylko w niedzielę, przez trzy godziny. Setki tysięcy ptaków żyjących tu latem odleciały w nieznane. Tylko wiatr nie zasypia.

Warto wiedzieć

Dojazd. Codzienne połączenia lotnicze Vágar z Kopenhagą zapewniają farerskie linie Atlantic Airways ( www.atlantic.fo ). Cena biletu zależy od pory roku, poza sezonem wakacyjnym minimalna opłata w dwie strony - ok. 800 zł

Połączenie promowe obsługuje armator Smyril Line ( www.smyril-line.com ). Prom z duńskiego Hanstholm do Tórshavn odpływa w każdą sobotę. Poza szczytem sezonu najtańsze miejsce ok. 350 zł/os. w jedną stronę, dla zmotoryzowanych oferta specjalna

Waluta. Obowiązują korony duńskie i farerskie, mające taką samą wartość. Bankomaty obsługują popularne systemy płatnicze (Visa, Master/Eurocard) i są dostępne we wszystkich większych osadach archipelagu.

Noclegi. W czterogwiazdkowych hotelach Foroyar i Hafnia (oba w Tórshavn) nocleg od 550 zł/os. Doba w schronisku młodzieżowym ( www.farhostel.fo ) - minimum 100 zł. Schroniska znajdują się m.in. w Sandavágur (13 km od lotniska), Tórshavn i Gjógv.

Ceny. Bilet autobusowy z lotniska do Tórshavn - 90 koron, bochenek chleba - 18, litr mleka - 13, piwo Foroya Bjor 0,33 l - 14 (sprzedaż alkoholu prowadzą tylko nieliczne sklepy monopolowe, wyłącznie w dni powszednie), litr paliwa - 8,5, bilet wstępu do Muzeum Historycznego Wysp Owczych - 30, w restauracji: zupa dnia - 65, pizza quattro stagioni - 95, cafe latte - 28.

Język. Bez problemu można porozumiewać się po angielsku i duńsku. W powszechnym użyciu jest trudny język farerski

Wygrywa lewica

19 stycznia obywatele Wysp Owczych wybrali delegatów do farerskiego parlamentu Logting (jeden z najstarszych na świecie, ma ponad tysiąc lat). W głosowaniu wzięło udział 31 081 mieszkańców archipelagu (89,2 proc.), w niektórych miejscowościach do urn poszli wszyscy uprawnieni, m.in. w Gásadalur na wyspie Vágar. Zwyciężyła lewicowa partia Tjódveldisflokkurin (23,3 proc. głosów) zorientowana m.in. na suwerenność kraju względem Danii.

W sieci

www.wyspy-owcze.pl

www.visit-faroeislands.com

www.faroeislands.com

www.framtak.com

www.greengate.fo

www.ssl.fo - rozkład jazdy autobusów i promów

Więcej o: