Jednym z nich jest bez wątpienia Mongolia - kraj bezkresnych stepów i ludzi, którzy umiłowali wolność ponad wszystko. Tutejsi pasterze wędrowanie mają we krwi. Żyjąc w stepie, nie muszą mieć pieniędzy, ponieważ mając zwierzęta, są samowystarczalni. Mongolskie przysłowie mówi: "Masz pieniądze - jesteś bogaty, masz zwierzęta - nigdy nie jesteś głodny". I choć życie w stepie do łatwych nie należy, zwłaszcza zimą, nomadzi są ludźmi otwartymi i bardzo gościnnymi, czego miałam okazję doświadczyć w czasie podróży po północnej Mongolii. Do jurty można wejść bez zaproszenia. Zgodnie z niepisanym prawem każdy pasterz udzieli schronienia i wszelkiej pomocy strudzonemu podróżnikowi, który może pozostać w gościnie tak długo, jak zechce. W jurcie przysługuje mu honorowe miejsce w jej zachodniej, męskiej części i opieka ze strony gospodarza oraz zakaz wszelkich prac. Kiedy więc dni niemiłosiernie się dłużyły, gospodarz zrobił dla mnie z kości piszczelowej kozła sprytną zabawkę, której pomysł sięga czasów Czyngis-chana. Cały trik polega na tym, aby dwie kwadratowe kostki - umieszczone na przyczepionym do piszczeli długim sznurku w dwu różnych miejscach - znalazły się obok siebie. Na pierwszy rzut oka wydaje się to niewykonalne, ale trochę uporu i cierpliwości potrafi (w ciągu paru godzin) zdziałać cuda. Mongołowie słynęli zresztą z zabawek i gier prostych w wykonaniu, ale wymagających sprytu i inteligencji. Wykonywano je z ogólnie dostępnych surowców, jak drewno, kości lub końskie włosie. I choć dzisiaj mongolskie dzieci mają pod dostatkiem plastikowych zabawek, wiele z nich wybiera właśnie te tradycyjne. Co zaś do samej zabawki, to nadal jest niezastąpiona w gimnastyce umysłowej, nie tylko mojej zresztą - z bliżej nieznanych powodów wzbudza niesłabnące zainteresowanie wszystkich czworonogów, które znajdą się w jej pobliżu.
Zabawka łamigłówka: długość 21 cm, grubość 2,5 cm