Angielskie puby: Pint of bitter, please!

Warto odwiedzić przede wszystkim puby na prowincji - im dalej na północ, tym lepiej. To skrzyżowanie baru, domu kultury i magla towarzyskiego zlepione silnym poczuciem lokalnego patriotyzmu

Nowe forum o turystyce w Wielkiej Brytanii i Irlandii>>>

Kiedy jako student odwiedziłem Anglię po raz pierwszy, swoje kroki skierowałem prawie natychmiast do pubu (skrót od public place ), mając nadzieję na zabawę do białego rana (jedyną czynną całą dobę knajpą była wtedy w Poznaniu restauracja na... dworcu kolejowym). Jakże srogo się rozczarowałem - przed godz. 23 barman krzyknął "Last orders, gentlemen!" , co pozwalało tylko na jeszcze jedną kolejkę. Niczego zamówić się już nie da po okrzyku "Time!" , bo to sygnał do dopicia swoich pint (szeroka szklanica, 0,56 l) i opuszczenia pubu.

***

Choć ostatnio brytyjskie prawo zezwala na przedłużenie godzin otwarcia pubów, niewielu właścicieli wystąpiło o stosowne pozwolenie. Najzwyczajniej w świecie im się to nie kalkuluje - ktoś, kto chce się bawić do białego rana, i tak pójdzie do nocnego klubu, a z kogoś, kto w pubie zaliczył już kilka "rundek", i tak pożytku wielkiego nie ma, bo pewnie niczego więcej nie zamówi (pijanych, widok niezwykle rzadki, dyskretnie, acz stanowczo usuwa się z lokalu). Choć puby mogą też serwować jedzenie, nie wybierajmy się do nich na śniadanie - otwierane są z reguły dopiero w porze lunchu (12-14), a wiele - zgodnie z tradycją - zamyka się ponownie do godz. 18 (tam, gdzie mogą liczyć na nieprzerwany strumień gości, czynne są bez przerwy). Bardzo surowo przestrzega się natomiast zasady niesprzedawania alkoholu niepełnoletnim i barmani często sprawdzają dowody tożsamości. Ci, którzy nie ukończyli 16 lat, nie mogą wejść do pubu nawet w towarzystwie dorosłych. Wyjątkiem są miejsca, w których podaje się posiłki. To najczęściej niezbyt wyszukane dania, np. ploughman's lunch (lunch oraczy: pieczywo, sery, warzywa), sheperd's pie (ciasto pasterzy: duszona wołowina i warzywa w ziemniaczanej "otulinie"), chips (frytki z dodatkami).

Klasyczny pub powinien być podzielony przynajmniej na dwie części - public bar , raczej skromnie urządzony, ale obowiązkowo ze stołem do snookera i tablicą do rzutek, oraz saloon bar , bardziej przytulna sala, chętnie zapełniana przez panie (wiktoriańskie bary były często przedzielone parawanami, żeby uniemożliwić plebsowi zbytnie spoufalanie się z arystokracją).

***

Tradycyjne angielskie piwa są mniej gazowane niż te, do których przywykliśmy, a ponieważ najczęściej lane są z beczek (draught beer ), ich temperatura jest wyższa od naszych oczekiwań. Najjaśniejszy jest lager , nieco ciemniejszy i bardziej gorzki - bitter , a najciemniejszy - mocny stout . Panie najczęściej wybierają shandy , mieszankę piwa i lemoniady (angielska dama nigdy nie zniży się do poziomu pubu, a przeciętna Brytyjka wybierze się tam najczęściej w towarzystwie mężczyzny).

W pubach, szczególnie na zachodzie Anglii, można też zamówić lokalną specjalność, cider - napój jabłkowy, dość zróżnicowany, jeśli chodzi o procenty i zawartość cukru. Można też poprosić i o wodę mineralną czy napój bezalkoholowy albo dla odmiany o jeden ze spirits. Anglicy dzielą alkohole na trzy kategorie: wines (wina), beers (piwa) i spirits właśnie - pozostałe, wysokoprocentowe trunki, np. gin z tonikiem czy szkocką whisky (najlepsza jest malt , długo leżakuje w beczkach; z kolei pisana przez "e", whiskey , pochodzi z Irlandii bądź USA). Zimą można poprosić o mulled wine , grzane wino z korzennymi przyprawami, albo tzw. hot toddies - mieszanka whisky, gorącej wody i cukru (whisky zastępuje się też czasami brandy).

Napoje kupujemy zawsze przy barze i z reguły nie zostawiamy napiwków, chyba że zamówimy jedzenie i podadzą je nam do stolika - tradycyjnie powinniśmy wtedy zostawić 10 proc. więcej.

***

O tym, jak długą historią może się poszczycić instytucja angielskiego pubu, świadczy choćby to, że decyzją króla Ryszarda II szyldy wiszą nad nimi od końca XIV w. (a funkcjonowały już przecież od dawna, tylko wcześniej sadzono przy ich wejściu krzaki jako znak rozpoznawczy). Ponieważ większość ówczesnego społeczeństwa była niepiśmienna, owe "tablice informacyjne" musiały być zrozumiałe i łatwe do zapamiętania. Wybierano więc najczęściej herby (stąd do dziś w wielu nazwach słowo arms , np. Angelsea Arms), zwierzęta heraldyczne (np. The Black Swan) czy postaci historyczne (np. Prince Albert). Rzeczą powszechnie znaną jest przywiązanie wyspiarzy do tradycji, dlatego nawet nowo powstające puby są często stylizowane na te sprzed lat, najczęściej wiktoriańskie, bo właśnie za panowania królowej Wiktorii Anglia przeżywała pubowy boom. Dlatego typowy lokal pełen jest boazerii i wygodnych kanap, na których możemy zapomnieć o bożym świecie także dlatego, że oddzielają nas odeń kolorowe witrażyki w oknach.

Choć dziś puby nie pełnią już swojej trzeciej, po jadle i napojach, funkcji - mnóstwo działało jako zajazdy z noclegiem - to nic nie wskazuje na zmierzch ich popularności. Wiele specjalizuje się też w innych rozrywkach, jak koncerty na żywo i przedstawienia teatralne.

Warto odwiedzić przede wszystkim puby na prowincji, im dalej na północ, tym lepiej. Dopiero tam w pełni zrozumiemy, czym są dla miejscowych społeczności - to skrzyżowanie baru, domu kultury i magla towarzyskiego zlepione w jedno silnym poczuciem lokalnego patriotyzmu. Wszyscy są po imieniu i często wieczorem schodzą z instrumentami pod pachą na wspólne muzykowanie, śpiewanie, a nawet tańce (informacja ważna dla chcących się w nich zatrudnić - język angielski nie występuje tu w literackiej odmianie znanej z lekcji w Polsce) .

Na przeciwległym krańcu stoją napuszone bary w okolicach np. londyńskiego City, gdzie gromadzą się w porze lunchu "białe kołnierzyki" (ze względu na porę i chęć bycia bardzo posh nie będą, rzecz jasna, ani śpiewać, ani tańczyć). Mnóstwo pubów w stolicy Królestwa ma jednak swoją własną, często bardzo ciekawą i długą historię. W Anchor nad południowym brzegiem Tamizy bywał ponoć (i tworzył) sam Szekspir, a Kuba Rozpruwacz porzucał swoje ofiary w okolicach Roebuck i Ten Bells. W samym tzw. Wielkim Londynie owych lokali jest ponad 7000! Swego czasu przewodnik po londyńskich pubach za najbardziej "cockneyowski" (rasowy, wschodniolondyński) uznał Queen's Head. Jego dzierżawcą był niejaki Mr. Wolozynsky, były marynarz ORP "Burza" i "Błyskawica". Zresztą i dziś Polacy dopisują do pubowej historii nową kartę, bo w niektórych można się już raczyć produktami naszych browarów. Jednak to nie piwo jest trunkiem najczęściej z nami kojarzonym, ale napój, którym nazwano tu jedną z restauracji podających polskie dania - "Wódka". Na pocieszenie dodam, że to lokal elegancki, więc i w tej kwestii wiele zmienia się na lepsze.

Czy będąc w tradycyjnym angielskim pubie, kupiłbyś polskie piwo?
Więcej o: