Słowacja. Zamki i góry Małej Fatry

Postanowiłem przemierzyć słowacki odcinek Kolei Beskidzkiej - od przejścia granicznego Zwardoń/Skalite do zabytkowego Martina. Bazę wypadową założyłem w Streenie, między dwoma zamkami

Co jakiś czas pojawiają się nowe lub odgrzewane są stare idee kolejowych połączeń, czy to wokół Karpat (np. Kolej Transwersalna, zwana Trans-Galicyjską, która w XIX w. biegła z dzisiejszej Słowacji przez Polskę na Ukrainę), czy przecinających je. Jedną z takich inicjatyw podjęła Fundacja Rozwoju Miasta Bielska-Białej, planując (przy poparciu UE) stworzenie szybkiej, nowoczesnej kolei (tzw. szynobus), łączącej Czechowice-Dziedzice (a może i Pszczynę) ze słowackim miastem Martin. Udało się - 28 września 2006 r. szynobusy słowackich kolei przejechały trasę Czechowice-Dziedzice - Cadca oraz Martin - Cadca ( strona Fundacji ).

Postanowiłem przemierzyć słowacki odcinek trasy - od przejścia granicznego Zwardoń/Skalite (styk Beskidu Żywieckiego i pasma Kysucké Beskidy) do zabytkowego Martina, otoczonego górami Małej i Wielkiej Fatry. Bazę wypadową założyłem w Strecnie, między dwoma zamkami.

***

Wjeżdżam do wioski Skalite (odprawa paszportowa jest formalnością, wystarczy dowód osobisty), która wraz z Ciernym i Svrcinovcem tworzy ciąg malowniczych miejscowości przed Cadcą (zimą raj dla narciarzy, latem dla piechurów i rowerzystów). Ciekawa architektura zabytkowych kościółków pięknie koresponduje z górami, kuszą zajazdy i pensjonaty.

Moim pierwszym celem jest jednak Cadca (20 km od granicy), leżąca w historycznym rejonie Kysuce. Ustanowienie granicy między Polską, Czechami i Słowacją w XVIII w. było kompromisem w sporach węgiersko-cieszyńskich. W tym samym czasie powstawało wolno (nieustające zrywy antyhabsburskie) miasto Cadca, leżące na szlaku z Węgier na Śląsk. Do jego dalszego rozwoju przyczyniła się kolej do galicyjskiego Zwardonia. Dzisiaj Cadca to ładnie położone (najlepszy widok jest z nowej drogi po wyjeździe z tunelu), nowoczesne miasto z niewielkim centrum, Muzeum Kysuckim i Kysucką Biblioteką, należącą do najlepszych w Słowacji. Ozdobą miasta jest barokowy kościół św. Bartłomieja w centrum. Obok urząd miejski w budynku z lat 30. XX w., ozdobionym kaskadowymi wieżyczkami. W kościele zobaczymy m.in. obraz znanego malarza słowackiego Josefa Božetecha Klemensa (1817-83) i barokową ambonę.

Jadąc dalej malowniczą drogą, wspinającą się w górę i opadającą łagodnie w dół, mijam skręt do Oszczadnicy, ośrodka sportów zimowych pod Wielką Raczą, i podziwiam sielankowe krajobrazy Krasna nad Kysucou. Zaglądam do XIII-wiecznego Kysuckego Novego Mesta. Małomiasteczkową architekturę deptaku zamyka ryneczek z zabytkowym kościołem św. Jakuba. Podstawą gospodarki miasta był wywóz węgierskich win do Polski i na Dolny Śląsk. W XIX w. stało się lokalnym ośrodkiem rzemiosła, ale po serii tragicznych epidemii, powodzi i pożarów (zostało ok. 30 domów), utraciło znaczenie na rzecz niedalekiej Żyliny.

***

Żylina to ważne centrum uniwersyteckie, szczycące się pięknie odnowionym śródmieściem i najdłuższą pieszą promenadą w Słowacji (początek przy dworcu kolejowym). Na rynku dziesiątki gwarnych knajpek i najlepsze księgarnie w kraju. Nic dziwnego - stąd pochodzi bezcenna XIV-wieczna "Księga żylińska", która zawiera pierwszy zapis w języku słowackim (1451 r.). W XVII w. powstała tu pierwsza drukarnia, a sto lat wcześniej istniało już gimnazjum. Do najważniejszych zabytków należą renesansowe i barokowe kamienice mieszczańskie, romański kościół św. Stefana z pozostałościami XVI-wiecznych fresków, gotycki kościół farny Świętej Trójcy (ok. 1400 r.) z wolno stojącą renesansową dzwonnicą. Uwielbiam włóczyć się pnącymi się w górę uliczkami starego miasta, przysiąść na schodach fary czy w jednej z knajpek. Stąd do Strecna jest już tylko ok. 10 km drogą nad brzegiem Wodnego Diela Żilina, czyli długiego zalewu. Odwiedzam jeszcze Vrutky, leżące po drugiej stronie Małej Fatry (bardzo ładny odcinek drogi między zamkami nad rzeką Wag). Jest tu ciekawy ratusz, secesyjne kamienice i socrealistyczny Robotnicky Dom z 1928 r.

***

Sąsiedni Martin (ostatni przystanek Kolei Beskidzkiej) to miasto baza w góry Wielkiej i Małej Fatry. W mieście warto zobaczyć gotycki kościół św. Martina, budynki (a w środku wystawy) Muzeum Etnograficznego, Muzeum Andreja Kmeta, Galerii Rejonu Turiec. Słowacki Teatr Kameralny i jego Studio proponują spektakle z własnego repertuaru oraz innych teatrów, a na placu Teatralnym odbywają się imprezy estradowe i koncerty. Miło jest pospacerować i usiąść w jednym z lokali odrestaurowanego podłużnego starego rynku (ceny ciągle sporo niższe od naszych, np. solidny posiłek z piwem 120-150 koron, czyli ok. 12-15 zł). Dzieli go na połowy przeszklony budynek Millenium (nagrodzony w wielu konkursach), w którym na pierwszym piętrze znajdziemy dobrze zaopatrzoną informację turystyczną.

Powoli zapada zmrok. Wracam więc na "z góry upatrzone pozycje", czyli do Strecna, pod widoczny z drogi kopiec Zvonica z pomnikiem 55 partyzantów francuskich, którzy tu polegli podczas II wojny światowej w czasie słowackiego narodowego powstania. Na trawiastym kopcu wita mnie stadko kóz z apetytem pożerających świeże kwiaty spod pomnika i piękny widok na zamek Strecno z górami w tle, wioskę i płynącą w stronę Żyliny rzekę Wag (można przenocować w kwaterach prywatnych lub w pensjonacie Irenka u podnóża kopca).

W Strecnie (bardzo miła miejscowość) na przełomie XIII i XIV w. powstał na brzegu rzeki królewski gotycki zamek, wówczas uważany za najbezpieczniejszą twierdzę górnego Povazia. Został zburzony w 1698 r. podczas kampanii przeciw powstaniu Vesselenyiego. Pozostały ruiny, których sporą część zrekonstruowano, i można je zwiedzać. Niedaleko zamku, na drugim brzegu rzeki stoją ruiny najstarszego zamku w dolinie Wagu, który za panowania Matusa Cak Trencianskiego był stolicą regionu.

***

Obok prowadzi czerwony szlak na szczyt Suchego (1468 m. n.p.m., 5,5 godz. ze Strecna) - mój cel w Małej Fatrze. Obieram jednak inną, krótszą drogę. Promem przez rzekę Wag (opłata symboliczna) przeprawiam się na drugi brzeg, skręcam w lewo w stronę Varina, mijam stację kolejową (spod niej rusza na Suchy szlak żółty, 4,5 godz.) i na pierwszym skrzyżowaniu wśród wiejskich zabudowań Varina skręcam pod górkę w prawo, szukając szlaku zielonego i kierunkowskazu na schronisko Chata Fatranka. Polami i łąkami, z pięknym widokiem na zamek Strecno, zalew i Żylinę na horyzoncie wspinam się wąską asfaltową drogą łagodnie pod górę. Na rozstaju dróg jadę dalej prosto zielonym szlakiem. Trasa jeszcze się zwęża, co wydawało się niemożliwe, i staje się coraz bardziej dziurawa. Wjeżdżam na teren Parku Narodowego "Mała Fatra". Na polanie koło samotnego drewnianego domku biesiaduje słowacka rodzina. Pytam, czy mogę tu zostawić auto na noc i czy tędy dotrę na szczyt Suchego. Po uzyskaniu twierdzących odpowiedzi ruszam leśną ścieżką stromo w górę zielonym szlakiem.

Przecinka prowadzi malowniczą okolicą z widokiem na Suchy i skałki sąsiedniego Stratenca (1513 m). Ostra wspinaczka na Sedlo Brestov pod Jedlovinou (1035 m) i po ponad godzinie zdobywam to miejsce, spotykając na trasie tylko jednego turystę schodzącego w dół. Zagaduje: "Ahoj!", odpowiadam "Cześć!". Na to słyszę "A pan dokąd idzie?" już po polsku. Chwilę rozmawiamy i rozchodzimy się każdy w swoją stronę. Po kolejnej godzinie osiągam punkt, gdzie mój szlak łączy się z czerwonym, biegnącym z zamku koło Strecna obok odległego stąd o 10 minut schroniska Chata pod Suchym. Jest już późne popołudnie, więc zostawiam schronisko "na potem", zjadam kanapkę i popijam herbatą z termosu, siedząc na kopcu kamieni i patrząc w stronę Suchego. Trzeba iść! Po półgodzinie stoję przed ostatnią ścianą przed szczytem, gdzie dwie żółte odnogi odchodzą w prawo i lewo na przełęcze pod Suchym, by łagodnie (ale dłużej) wspiąć się na szczyt. Wybieram trudniejsze podejście czerwonym, i po 45 min, nieźle spocony, osiągam wierzchołek góry. Nagrodą jest boski widok na Małą i Wielką Fatrę, Fatransky Krivan, Velką Lukę, snującą się w dole rzekę Wag i okoliczne miasteczka z zamykającą horyzont Żyliną.

Czas schodzić, bo słońce powoli chyli się ku zachodowi.

***

Do Chaty pod Suchym docieram po niecałej godzinie. W schronisku oprócz nas są jeszcze dwie pary, jedna czesko-słowacka, druga słowacka. Młody Słowak pyta prowadzącego schronisko o możliwość przenocowania w górach. Odpowiedź brzmi, że mogą, ale na własną odpowiedzialność, bo w okolicy krążą niedźwiedzie. Młodzi zostają na noc w schronisku.

Na kolację jest już tylko gęsty kapuśniak (30 koron) przy świecach, bo prąd będzie po 20, gdy włączą na dwie godziny agregat. W cenie kapuśniaku jest pełen wybór piw słowackich i czeskich oraz lokalnych win. Nocleg w wersji turystycznej (z własnym śpiworem na dużej sali) kosztuje 150 koron, w wersji hotelowej (pościel i dwójka z umywalką z zimną wodą) - 250.

Rano salę jadalną i bufet otwierają o ósmej. Ja w tym czasie jestem już w połowie drogi do samochodu (żółtym szlakiem, który łączy się z zielonym pod Jedlovinou). Jest chłodny ranek, ale na chwilę robi mi się gorąco, gdy przypominam sobie wieczorną rozmowę o niedźwiedziach. Przyspieszam kroku i nadstawiam uszu. Gdzieś po lesie niesie się poranny pomruk dużego zwierza. A może to tylko wiatr i wyobraźnia?

Wracam przez Terchovą, miejscowość turystyczną u wylotu Doliny Vratnej, miejsce narodzin Janosika w 1688 r. Jest tu pomnik Juro, legendarnego słowackiego obrońcy chłopów przywłaszczonego przez naszą góralską i ceprowską społeczność.

W sieci

http://www.slovakiatourism.sk - również po polsku

http://www.mestocadca.sk

http://www.kysuckenovemesto.sk

http://www.zilina.sk

http://www.martin.sk

Więcej o: