Sycylia - prezenty pod szopką

Tuż po przyjeździe do Palermo usłyszałam, że na świątecznym obiedzie będą 22 osoby!

Jakiś czas temu święta Bożego Narodzenia spędzałam na Sycylii, w Palermo. Kiedy w wigilijny wieczór cała moja rodzina zasiadała w Polsce do stołu, ja z przyjaciółką Rosarią robiłam na mieście ostatnie zakupy, przeciskając się przez oszalały tłum (w większości włoskich rodzin Wigilii się nie obchodzi, świąteczny obiad je się 25 grudnia). Jedynym "uroczystym" akcentem tego wieczoru był świąteczny koncert w telewizji z udziałem gwiazd włoskiej sceny i dopiero o godz. 23, kiedy wszyscy poszliśmy do franciszkanów na pasterkę, poczułam, że zaczęło się Boże Narodzenie. Cała uroczystość trwała trzy godziny, wzbogacana występami dzieci i kolędami. Najbardziej wzruszający (i nieco teatralny) moment miał miejsce wówczas, gdy w głównej nawie kościoła pojawił się ksiądz z małym Jezusem na rękach. W miarę jak zbliżał się do ołtarza, by złożyć go w szopce, wszyscy stopniowo podnosili się z ławek, bijąc głośne brawa. Kobiety wyciągały ramiona i z tkliwością całowały figurkę, jakby to było żywe dziecko (to, co najbardziej fascynuje na Sycylii, a co widać najlepiej podczas świątecznych obrządków, to owa specyficzna religijność, odarta z metafizyki, przeżywana tu i teraz, w sposób naturalny i spontaniczny, jak każde ludzkie cierpienie, radość, zachwyt).

***

Równie spontaniczne są rodzinne spotkania. Tego roku w ostatniej chwili zdecydowano, że święta odbędą się u siostry mojej koleżanki w Monreale, miasteczku na wzgórzach otaczających Palermo i dolinę Conca d'Oro (słynie ono z XII-wiecznej katedry zdobionej bogato mozaikami, z wizerunkiem Pantokratora w absydzie nawy głównej). Świąteczny obiad umówiony był na 13, ale pierwsi goście zaczęli się zjeżdżać o wiele wcześniej. A że miały się zjawić aż 22 osoby, zamieszanie rosło z każdą chwilą. Dzieci biegały, kobiety tłoczyły się w kuchni, a panowie ukradkiem przynosili z samochodów ostatnie prezenty i układali pod szopką. Centrum świątecznego pokoju zajmuje bowiem nie choinka, ale właśnie szopka (presepio ) przygotowywana przez całą rodzinę (choinki zobaczymy raczej w sklepach i centrach handlowych, na głównych placach większych miast, jak choćby w Mediolanie przed Galerią Wiktora Emanuela i na placu św. Piotra w Rzymie).

Prezenty pod szopką to główna atrakcja dla dzieci. Kolejne dostaną 6 stycznia, w dzień Trzech Króli, który pełni rolę naszych mikołajek. Wtedy to stara wiedźma zwana Befaną grzecznym dzieciom przyniesie drobne podarunki, a niegrzecznym węgiel - w rzeczywistości są to słodycze.

Zresztą to właśnie słodycze wyróżniają włoskie święta od pozostałych rodzinnych spotkań. Na Sycylii bardzo popularne są małe ciasteczka formowane w kulki i posypywane kolorowymi wiórkami - pignoccata . Poza tym przygotowuje się buciellati - bardzo słodkie i zapychające ciasteczka z nadzieniem polane lukrem. W całych Włoszech jada się panettone i pandoro przypominające nasze drożdżowe baby (pierwsze posypane cukrem pudrem, drugie mają dodatkowo w środku bakalie).

***

Między Bożym Narodzeniem a sylwestrem (Capodanno ) znajomi spotykają się wieczorami na grę w karty (cucu' i "31"), tombolę (popularny lotek w wersji domowej) oraz na domowe karaoke. Gra się oczywiście na pieniądze, a śpiewa z kieliszkiem dobrego wina w ręku. I tak upływa czas aż do Capodanno . Na stole tradycyjnie musi znaleźć się wówczas podawana na gorąco soczewica z kiełbasą i cotechino - nóżka wieprzowa nadziewana farszem. Spożycie obu potraw ma gwarantować bogactwo i szczęście. Koniecznie trzeba też zjeść za jednym razem 12 winogron (1 winogrono - 1 miesiąc pomyślności). Nazajutrz po hucznej zabawie cała rodzina spotyka się na noworocznym obiedzie. Ale do pracy i szkół wraca się przeważnie dopiero 9 stycznia (nawet w Wenecji, która jak żadne inne miasto żyje z turystyki, słynne kawiarnie na placu św. Marka - Florian i Quadri - otwierają się dopiero w połowie stycznia).

Z żalem opuszczałam Palermo i rodzinę Rosarii, którą bardzo polubiłam - z tatą Antoniem wypijałam hektolitry mocnego espresso, a mama, choć bardzo zajęta, specjalnie dla mnie zrobiła moje ulubione arancini - ulepione z ryżu stożki nadziewane mięsem, serem i groszkiem.

Szopki na okrągło

W Neapolu szopki powstają przez cały rok w warsztatach zajmujących wąską i długą uliczkę San Gregorio Armeno. Oprócz grot są góry, domki, jeziora, strumyki i kaskady oraz mnóstwo figurek, wśród których zobaczymy także praczki, sprzedawców owoców z koszami pomarańczy (dojrzewają właśnie w grudniu), handlarzy drobiu, myśliwych z ustrzelonymi zającami, a nawet karykatury polityków, jak choćby drewnianego Berlusconiego w postaci pastucha. Są też latarenki, gąsiorki z winem, tary do prania... W bramie u wylotu uliczki pod nr 11 mieści się największy i najsłynniejszy warsztat rzeźbiarza Giuseppe Cesariniego. Jego szopki (ogromne, ze starożytnymi kolumnami, portykami i figurami naturalnej wielkości) zamawiają głowy państw z całego świata i prywatni kolekcjonerzy. Rzemieślnicy z San Gregorio Armeno mają za sobą lata doświadczeń i zdobywają główne nagrody na międzynarodowych wystawach i konkursach.

Według legendy pierwszą żywą szopkę stworzył św. Franciszek z Asyżu w 1233 r. W grocie kościoła w umbryjskim Greccio na niewielkim ołtarzu ułożył na sianie figurkę Jezusa w towarzystwie przydomowych zwierząt (scenę tę namalował potem Giotto w bazylice w Asyżu). Najstarszą drewnianą szopkę zbudował w 1280 r. Arnolfo Cambio, a zachowane z niej kolumny znajdują się dziś się w rzymskiej bazylice Santa Maria Maggiore, zwanej popularnie Santa Maria del Presepio. Od 1953 r. działa Włoskie Towarzystwo Przyjaciół Szopki, które organizuje wystawy w całych Włoszech, do najsłynniejszych należą te w Museo Tipologico Internazionale del Presepe w Neapolu oraz w rzymskim muzeum przy ulicy Tor de Conti.

http://www.presepi.it

ttp://www.presepe.com

http://www.deagostini.it

Więcej o: