Egipt. Rejs po Nilu

Z górnego pokładu patrzę na błękitną rzekę, palmy, malutkie wioski i meczety

Kiedyś myślałam, że jeśli zwiedzać Egipt, to tylko na własną rękę. Z politowaniem patrzyłam na turystów wygodnie rozpartych na cumujących w Luksorze wycieczkowych statkach. - To dobre dla emerytów - myślałam, zasuwając z plecakiem w stronę taniego hoteliku. I choć wiem, że jeszcze nie raz będę włóczyć się tam w ten sposób, to po rejsie luksusowym statkiem z Asuanu do Luksoru zmieniłam zdanie...

Siedząc o zmierzchu na górnym pokładzie przy szklaneczce herbaty z miętą i patrząc na przesuwające się po bokach palmy, wioski i malutkie meczety, trudno nie myśleć o dawnych podróżnikach, którzy pływali tędy w XIX w., odkrywając skarby pozostawione przez największą cywilizację w historii ludzkości. Egipt i Nil niezmiennie poruszają wyobraźnię twórców na całym świecie. Florence Nightingale w "Listach z Egiptu", Amelia Edwards w "Tysiącu mil w górę Nilu" czy Agata Christie w słynnej "Śmierci na Nilu" pisały o niezwykłym rejsie. O niesamowitych odkryciach, wielkiej miłości, tajemniczych morderstwach. A wszystko działo się właśnie tu

***

Zaczynamy w Asuanie. Zaokrętowaliśmy się po południu, więc pierwszego dnia nic nie zwiedzimy (większość zabytków jest zamykana o 17). Wychodzę na górny pokład. Słońce powoli zachodzi nad Asuanem zwanym bramą do Czarnej Afryki lub ostatnim arabskim bastionem na Czarnym Lądzie. Widać błękitną wstęgę Nilu, nad brzegiem palmy, które odcinają się od żółtego piasku i granitowych skał. To z nich wydobywano kamień na egipskie świątynie i pałace. Asuan, niezwykła mieszanka Afryki i świata arabskiego, od wieków przyciągał wielkich tego świata. Car Mikołaj I, księżna Diana, Margaret Thatcher, Mark Twain, Agatha Christie - to tylko niektórzy słynni goście. Nie przez przypadek wybrał Asuan na swoją siedzibę Aga Khan, duchowy przywódca tajemniczych ismailitów. Spędzał tu zimy i tu chciał spocząć po śmierci (od 1957 r. leży w marmurowym mauzoleum na szczycie wzgórza nad Nilem).

W Asuanie nawet bazar jest niezwykły - nie ma tłumu turystów, starsze Egipcjanki niespiesznie wybierają warzywa i przyprawy, a mężczyźni w galabijach tłumnie okupują knajpki i zawzięcie dyskutują przy jabłkowej sziszy. To prawdziwy arabski suk, pełen drewnianych i kamiennych figurek, pachnących ziół i słodkich daktyli.

Na wyspę File dopływamy łodzią. Stoi tu świątynia bogini Izydy, opiekunki natury i macierzyństwa. Wzniesiona za Ptolomeuszy (ostatnia dynastia starożytnego Egiptu), przez blisko 7 wieków była głównym ośrodkiem kultu w kraju. Jeszcze do niedawna po spiętrzeniu wód Nilu przez dwie asuańskie tamy znajdowała się pod wodą (co odważniejsi turyści nurkowali). W latach 70. wspólnym wysiłkiem Egiptu i UNESCO przeniesiono ją na wyspę. Są tu wspaniałe kaplice Ozyrysa i Horusa, świątynia bogini Hator, a także słynny kiosk Trajana - olbrzymi pawilon zbudowany dla rzymskiego cesarza w II w., by chronił władcę przed słońcem w czasie ceremonii kultowych.

Warto zobaczyć ukończoną w 1902 r. Tamę Asuańską i słynną Wielką Tamę (1970 r.), ukochaną "piramidę" Nasera (1918-70, premier i prezydent Egiptu). Jej budowa stała się przyczyną wojny sueskiej w 1956 r., która pchnęła Egipt na długie dziesięciolecia w ramiona Moskwy. Nad okolicą wciąż góruje wielki i brzydki pomnik radziecko-egipskiej przyjaźni.

***

Nazajutrz o świcie jedziemy do Abu Simbel. Prawie 300 km na południe od Asuanu, przy granicy z Sudanem, potężny władca z XIX dynastii Ramzes II (1303-1213 p.n.e.) kazał wykuć w skale dwie świątynie. Większa, poświęcona trzem najpotężniejszym egipskim bóstwom - Amonowi, Ptahowi i Re - należała do władcy. Wejścia strzegą 4 gigantyczne posągi faraona, który rządził Egiptem przez blisko 70 lat (kraj osiągnął wtedy szczyt potęgi). W pierwszej sali po obu stronach stoją wielkie posągi Ramzesa w pozycji Ozyrysa (ręce skrzyżowane na piersiach), bije od nich majestat i spokój. W najgłębszej części sanktuarium (56 m w głąb góry), gdzie miał dostęp tylko władca i najwyżsi kapłani, pod ścianą siedzą Amon, Ptah i Re oraz sam władca. Od ponad 30 wieków co roku 21 października i 19 lutego słońce oświetla trzy postacie. Tylko Ptah, bóstwo ciemności, zawsze pozostaje w mroku. Tuż obok stoi nieco mniejsza świątynia, prezent dla ukochanej żony Ramzesa, słynnej Nefretete. Fasadę zdobią jej posągi równe wielkością posągom męża (zazwyczaj przedstawiano żony jako malutkie figurki u stóp władców). Świątynie Abu Simbel w latach 60. zostały pocięte na ponad tysiąc części i przeniesione o 60 m wyżej, by nie zalało ich Jezioro Nasera.

Wracamy na statek, choć żal rozstawać się z Asuanem.

***

Płyniemy w kierunku Luksoru, wieje silny, gorący wiatr. Wieczór spędzamy na górnym pokładzie, widać przesuwające się zarysy palm, skał, wiosek (aż szkoda iść spać).

Następna na trasie - świątynia Kom Ombo. Oddawano tu cześć Sobkowi z głową krokodyla, stwórcy świata i panu wód, oraz Horusowi, bóstwu nieboskłonu przedstawianemu jako sokół. Chodzimy śladami kapłanów, którzy codziennie o wschodzie słońca czerpali ze studni wodę, by obmywać posągi bóstw. Na koniec magazyn zmumifikowanych krokodyli, składanych w ofierze Sobkowi.

Po południu docieramy do Edfu. Jestem tu po raz pierwszy i muszę przyznać, że świątynia Horusa robi wielkie wrażenie. Nie mogę się nadziwić ogromnym dziedzińcom, doskonale zachowanym salom przykrytym oryginalnym dachem, na który można wejść i podziwiać budowlę z góry. Długa (130 m) i szeroka (80 m) jest drugą po Karnaku największą egipską świątynią i jedną z najlepiej zachowanych.

W Esnie przepływamy przez śluzę (różnica poziomu wody 6 m). Kiedy czekamy na swoją kolej, widzę jak załoga cumuje nasz wielki statek, przywiązując go liną do niedużej palmy...

***

"Gdzie nuci Memnon, dzierżąc magiczną kitarę i gdzie w stu bram ruinach leżą Teby stare..." - pisał w II w. Juwenalis z Akwinum. Od tego czasu niewiele się zmieniło - starożytne Teby, Królewskie Miasto Luksor, od XI do XX dynastii (z przerwami) stolica Egiptu i ośrodek religijny. Tutaj Herhor, potężny kapłan boga Amona, stworzył niepodległe teokratyczne państewko (1080-74 p.n.e.).

"Nic nie może się równać z pierwszym spojrzeniem na Teby" - wspominała w XIX w. Florence Nightingale. Nadana przez Arabów nazwa Al-Uksur znaczy Pałace. Ale Luksor to także wspaniałe świątynie i tajemnicze nekropolie. Warto zobaczyć choćby małą część tych skarbów...

***

Świątynia Amona Re w Karnaku (część Teb) to niezwykłe miejsce. Miejsce kultu budowane od XVI w. p.n.e. przez blisko 2 tys. lat jest niepowtarzalnym zbiorem budowli, posągów i obelisków z różnych okresów historii Egiptu. Karnak (Miasto Wybrane) to 10 wielkich pylonów pokrytych wspaniałymi płaskorzeźbami, przestronne dziedzińce, gigantyczne posągi i kolumny, doskonale zachowane sanktuaria. To święte jezioro kapłanów, stojący nad nim wielki kamienny skarabeusz (spełnia życzenia!), opisana w hieroglifach i płaskorzeźbach historia władzy, wojen i wielkich zwycięstw. Moim ulubiony miejscem jest wielki hol hypostylowy. Spacer między 137 gigantycznymi kolumnami pokrytymi płaskorzeźbami to niezapomniane przeżycie.

Trzeba tu wrócić w nocy na widowisko "światło i dźwięk". Przyszliśmy o północy i chwilę staliśmy przed pogrążoną w ciemnościach świątynią. Nagle zapaliły się przyćmione światła, ukazując pierwszy pylon i aleję sfinksów. Rozległ się głęboki, donośny głos - to przemówił ojciec wszystkich egipskich bóstw, wielki Amon-Re. Kiedy głosem Anthony'ego Hopkinsa snuje opowieść o świątyni, powoli zbliżamy się do wejścia. Na progu musimy się zatrzymać - wewnątrz panują zaiste egipskie ciemności. Z mroku wyłaniają się kolejne posągi faraonów. Opowiadają o swoim panowaniu, chwalą się wkładem w wielkość Karnaku. niektórzy krzyczą, wypominając sobie dawne krzywdy. Ponad godzinę spacerujemy i słuchamy w milczeniu, nikt nie śmie im przerywać. Na końcu siadamy nad świętym jeziorem, skąd mamy widok na całą świątynię. Znowu odzywa się Amon-Re, opowiada burzliwą historię Teb, miasta o stu bramach. Wychodzimy wzruszeni, odtąd inaczej będę patrzeć na posągi bóstw i władców.

Po Karnaku luksorska Świątynia Narodzin wzniesiona przez Amenhotepa III, choć piękna wydaje mi się skromna. Wejścia strzegą dwa olbrzymie posągi siedzącego Ramzesa II i obelisk - niestety tylko jeden. Drugi od prawie 200 lat stoi w Paryżu na Placu Zgody. I choć wrósł w paryski krajobraz, to trudno dziwić się Słowackiemu, że w wierszu "List do Aleksandra H." użalił się nad nim: "Wzięty spomiędzy ruin, prochów, pogorzelisk, poszedł po obcych krajach błąkać się obelisk, wygnaniec, już jakoby samolub z kamienia, żebrakowi na czoło nawet nie da cienia ".

***

Luksor to także zachodni brzeg Nilu i Dolina Królów. Pośród niedostępnych skał stoją wspaniałe świątynie i leżą groby wielkich władców Egiptu. Zanim tam dotrzemy, stajemy przed pozostałością olbrzymiej świątyni grobowej Amenhotepa III (XIV w. p.n.e.). Zostały z niej tylko dwa jego posągi, które strzegły wejścia. Kiedy na początku naszej ery jeden pękł w wyniku trzęsienia ziemi, z powstałej szczeliny przez kilka stuleci codziennie o świcie wydobywał się dźwięk przypominający skargę. Nie wiadomo, w jaki sposób Egipcjanie połączyli posągi z legendą o poległym pod Troją Memnonie, który woła tak do swej matki, Jutrzenki - w każdym razie świat zna je jako "kolosy Memnona". Na zachodnim brzegu znajdują się dwie świątynie, zbudowane przez dwóch Ramzesów. Grobowa Ramzesa II, słynne Ramesseum, leży na uboczu i powoli popada w ruinę. Wycieczki rzadko tu docierają - można przechadzać się samotnie między pylonami i podziwiać leżący na ziemi złamany wpół gigantyczny posąg władcy. Ramzes III wzniósł niedaleko ogromną świątynię grobową Madinat Habu, podobno miał i pałac, ale zostały zeń tylko płaskorzeźby przedstawiające władcę w haremie.

Na zachodnim brzegu Nilu leży też jedna z najpiękniejszych i najbardziej oryginalnych budowli Egiptu - świątynia królowej Hatszepsut, jedynej kobiety-faraona (XV w. p.n.e.). Trzy wielkie tarasy z symetrycznymi kolumnadami po bokach i szerokimi schodami łączącymi poszczególne poziomy wspaniale komponują się z otaczającymi świątynię czerwonymi skałami. Zobaczymy tu przepiękne malowidła wyobrażające transport dwóch wielkich obelisków do Karnaku, a także wyprawę do krainy Puntu po drewno, kość słoniową i niewolników. Posągi pięknej królowej z XVIII dynastii majestatycznie wpatrują się w dal (to tutaj w 1997 r. terroryści i zastrzelili kilkudziesięciu zachodnich turystów).

***

W niedostępnych górach egipscy budowniczowie przez dziesiątki lat wykuwali wspaniałe groby faraonom z XVIII, XIX i XX dynastii. Ich wnętrza są przepiękne, zachowały się doskonale. Bajecznie kolorowe hieroglify, płaskorzeźby z wizerunkami władców w zaświatach, napisy ze słynnej "Księgi umarłych", wyglądają jak zbudowane kilka, a nie kilka tysięcy lat temu.

Jednak większość władców nigdy nie miała tu spocząć. Kapłani, przewidując, że groby zostaną obrabowane, ukrywali mumie w niepozornych jaskiniach niedaleko Doliny Królów. Dzięki temu większość dotrwała do naszych czasów - odnaleźli je dopiero w 1871 r. złodzieje skarbów. I choć spokój władców został zakłócony, to dzięki nim każdy może dziś w kairskim muzeum spojrzeć w twarz Ramzesowi, Setiemu i Totmesowi.

Większość grobów obrabowano jeszcze w starożytności, ale wiemy, jakie skarby władcy zabierali w zaświaty. W 1922 r. na własne oczy przekonał się o tym brytyjski archeolog Howard Carter: "Wsunąłem świecę i spojrzałem. Gdy moje oczy przywykły do tego oświetlenia, poczęły się wyłaniać detale: dziwne zwierzęta, posągi i złoto - wszędzie blask złota. Przez chwilę byłem oniemiały z zaskoczenia, a gdy Lord Carnarvon niespokojnie spytał: Czy pan coś widzi? - jedyne, co mogłem wykrztusić, to słowa: Tak, cudowne rzeczy...". Tak wyglądało odkrycie najsłynniejszego grobu w historii egipskiej archeologii - grobowca młodziutkiego faraona Tutenhamona. Wydobyte zeń skarby zajmują całe piętro muzeum w Kairze.

W Dolinie Królów odkryto 62 inne groby, jednak nie wszystkie można oglądać.

Nie przez przypadek na drodze prowadzącej przez wapienne góry do Doliny Królów stoi znak mówiący: "Spójrz na chwałę starożytności "

***

W Luksorze kończy się nasz rejs. Żal żegnać się z Królewskim Miastem, żal rozstawać się z Nilem. Jak pisał na początku XVIII w. szef egipskiej misji jezuitów Claude Sicard: "Po tym wszystkim, co tu zobaczyłem, nie chce mi się już mówić o Rzymie, Wersalu czy Paryżu...".

Przez tysiące lat Egiptem rządzili potężni faraonowie, opiewany w baśniach waleczny Saladyn, osmańscy Turcy, Francuzi i Brytyjczycy, prezydent Naser. Wszystkim spokojnie przyglądał się On - Ojciec Wszystkich Rzek. Herodot miał rację: Egipt to prawdziwy dar Nilu - najpiękniejszy, jaki mogliśmy sobie wymarzyć.

4-dniowy rejs po Nilu - 2-4 tys. zł, w zależności od liczby gwiazdek statku

W sieci

http://www.egipt-wyprawy.com

http://www.narmer.pl

http://www.egiptologia.pl

http://www.thebanmappingproject.com

Więcej o: