Klienci też mogą dostać "napiwek" w restauracji. "Bardzo miły i budujący relację gest"

Zwyczaj zostawiania napiwków w restauracjach wzbudza wiele emocji. Dla niektórych to miły gest i realne wsparcie dla uprzejmych kelnerów oraz kelnerek, dla innych niepotrzebny wydatek i podwójne obciążanie klientów, którzy w ten sposób składają się na wypłaty dla pracowników. Tymczasem w niektórych krajach rozwija się nowy zwyczaj, czyli obdarowanie "napiwkiem"... gości.
Nietypowy zwyczaj w restauracjach. Obdarowują klientów 'napiwkami'
Restauracja, zdjęcie ilustracyjne. Fot. shutterstock / RVillalon

Zwyczaje związane z napiwkami różnią się w zależności od danego kraju. Przykładowo w Japonii pozostawienie pieniędzy dla obsługi może być uznane za duży nietakt. Z kolei w USA traktowane jest to jako punkt obowiązkowy. Do tego wcale nie najtańszy, gdyż często wymaga się nawet 15-20 proc. wartości rachunku, i to niezależnie od jakości obsługi. W Polsce napiwki zazwyczaj są dobrowolne, choć gdzieniegdzie można spotkać się z zapisem, że powyżej konkretnej kwoty zamówienia lub liczby osób do rachunku zostanie doliczony serwis. Za to w niektórych lokalach w Grecji, Włoszech i Niemczech, na "napiwek" mogą liczyć... goście. Oczywiście nie chodzi o pieniądze. W rozmowie z serwisem fakt.pl kwestię tę poruszył specjalista od savoir-vivre'u Marek Grzesiak.

Zobacz wideo Goście restauracji nie skarżą się wprost, tylko w Internecie

W restauracji możesz dostać "napiwek". Nie chodzi o pieniądze

"Napiwek dla gości" to zazwyczaj drobny prezent od kelnera lub kucharza, przeznaczony dla lojalnych i sympatycznych klientów. Najczęściej kryje się pod nim darmowa kawa, przekąska lub deser. Jak donosi fakt.pl, w oparciu o relacje pracowników gastronomii, podobne zjawisko można zaobserwować m.in. w Niemczech, gdzie "fajni klienci" mogą liczyć m.in. na dodatkowy napój lub większą porcję frytek. Z kolei serwis wp.pl dodaje do listy włoskie i greckie lokale. Warto tutaj zaznaczyć, że również w Polsce nieliczne restauracje praktykują podobny zwyczaj. Najczęściej jednak w podziękowaniu za przybycie obdarowują gości łykiem czegoś mocniejszego. 

Co na temat kiełkującego zwyczaju sądzi Marek Grzesiak, ekspert ds. savoir-vivre'u i hotelarz z 34-letnim doświadczeniem? Jego zdaniem napiwki to przede wszystkim forma podziękowania ze strony gości za wyjątkową obsługę, a odwrotne sytuacje, kiedy to otrzymują je klienci, są "praktycznie niespotykane". - Być może takie pojęcie bywa mylone z innymi formami uprzejmości. Zdarza się bowiem, że obsługa chce podziękować za miły wieczór, hojność gości czy duże zamówienie i proponuje bezpłatny digestif, kieliszek nalewki albo drobny poczęstunek na zakończenie wizyty. To miły gest, który ma sprawić, by goście dobrze zapamiętali lokal - wyjaśnił.

Kawa
KawaFot. Anna Lewanska / Agencja Wyborcza.pl

Restauracje dbają o relację z gośćmi. "Miły gest"

Ekspert dodał też, że jeśli dany klient często odwiedza restaurację, obsługa może poczęstować go nowym daniem lub przystawką. - To bardzo miły i budujący relację gest, ale zdecydowanie nie należy go traktować jako napiwku - zaznaczył.

- Zdarzyło mi się coś podobnego na Sardynii. Pierwszego dnia upatrzyliśmy sobie super knajpkę i chodziliśmy tam codziennie na obiad. W pewnym momencie już wiedzieli, że na nasz stolik trzeba postawić dodatkową porcję parmezanu, której nie doliczali do rachunku, a na koniec, gdy wyjeżdżaliśmy, dali nam... magnes na lodówkę nawiązujący do restauracji - wspomina Ola w rozmowie z podróże.gazeta.pl.

Nie tylko za granicą zdarzają się takie sytuacje. Restauracje chętnie doceniają swoich stałych klientów także w Polsce. - Kiedyś pod moim blokiem otworzyła się mała restauracja. Gdy mieliśmy remont, często stamtąd zamawialiśmy, aż zaczęli nas kojarzyć i dorzucać do zamówień gratisy. Doszło nawet do tego, że testowaliśmy ich najnowsze dania w zamian za szczerą opinię. Bardzo chętnie tam zamawialiśmy - zdradził Marcin. Czasami jednak warto mieć się na baczności, zanim przyjmie się podobny "gratis". - Na Teneryfie przed daniem głównym dostaliśmy po świeżo upieczonej bułce z masłem. Pod koniec okazało się, że doliczyli nam je do rachunku. Nie mieliśmy o tym pojęcia, nikt nam nic nie powiedział, po prostu postawiono je na stole i życzono nam smacznego. Ta przyjemność kosztowała nas 4 euro od osoby - opowiada Tomek. Dostał_ś kiedyś "gratis" od restauracji? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.

Więcej o: