Podczas gdy polska strona Tatr przeżywa prawdziwe oblężenie, po słowackiej wciąż można zaznać nieco ciszy i spokoju. Oczywiście w sezonie wakacyjnym również nie brakuje turystów, jednak wciąż jest ich nieporównywalnie mniej niż u nas, zaś siatka szlaków jest większa. Jeśli kochasz piesze wędrówki połączone z zapierającymi dech w piersi widokami, mam dziś idealną propozycję na prostą, acz satysfakcjonującą wycieczkę. Na końcu odpoczniesz nad urokliwym stawem z widokiem na majestatyczne góry oraz zamówisz coś pysznego. To świetna i nieco ciekawsza alternatywa dla zatłoczonego Morskiego Oka, a ponadto także Doliny Pięciu Stawów Polski czy nawet Zielonego Stawu Kieżmarskiego, o którym pisałam niedawno.
Popradzki Staw to niewątpliwie jedno z najpiękniejszych tatrzańskich jezior. Wszystko za sprawą błękitnej tafli wody i górujących nad nią majestatycznych wierzchołków. Można obejść go dookoła, po drodze przechadzając się po drewnianych kładkach i podziwiając okolicę. Latem, gdy nie brakuje kwiatów, całość prezentuje się wyjątkowo urokliwie, jesienią z kolei nabiera barw i charakteru. To doskonała propozycja na spacer o każdej porze roku. Tym bardziej że szlak nie jest szczególnie męczący. Co więcej, zaczyna się nad innym tatrzańskim stawem, który dostępny jest praktycznie z poziomu drogi. Mowa oczywiście o Szczyrbskim Jeziorze, skąd prowadzi trasa oznaczona kolorem czerwonym. Łącznie masz do pokonania trochę ponad 4 km długości oraz niecałe 300 m przewyższeń w jedną stronę. Zdecydowanie warto nieco się zmęczyć.
Trasa zdecydowanie nie należy do skomplikowanych, nie uświadczysz też na niej żadnych utrudnień technicznych. Każdy, kto posiada choć przyzwoitą kondycję, powinien bez problemu dać radę. Będzie trochę spaceru leśną ścieżką, udeptaną ziemią, nie zabraknie też wchodzenia po kamieniach. A to wszystko z wyłaniającymi się z każdym krokiem pięknymi widokami. Już po kilku minutach spostrzegawcze oko dostrzeże po lewej stronie wieżę widokową, skocznię narciarską, wyciąg oraz oczywiście Szczyrbskie Jezioro wraz z górującym nad nim hotelem.
Po nieco ponad 1,5 kilometra dotrzesz do rozejścia szlaków. Do wyboru będzie kontynuowanie podróży czerwonym lub zejście na zielony. Oba doprowadzą cię do tego samego punktu, więc wybór należy do ciebie. W drodze powrotnej możesz zrobić pętelkę. My zdecydowaliśmy się iść dalej czerwonym. Choć była to odrobinę dłuższa opcja, wedle znalezionych wcześniej opinii obfitowała w więcej ładnych widoków. Trzeba przyznać rację, że faktycznie onieśmielały, a z każdym krokiem coraz trudniej było oderwać wzrok. Nim się obejrzeliśmy, dotarliśmy pod schronisko.
Drewniane schronisko (Horský Hotel Popradské Pleso) pięknie wkomponowało się w górski krajobraz. Dysponuje ponad 160 miejscami noclegowymi. Zamówisz tu pyszne jedzenie, w sam raz, aby podładować baterie po wędrówce. Jest ważnym punktem na mapie Tatr Wysokich, gdyż stąd prowadzi wiele innych szlaków, w tym na Rysy. Wręcz zalecam, aby się tu na chwilę zatrzymać, a potem udać w dalszą wędrówkę, tym razem dookoła stawu.
Popradzki Staw mieści się w urokliwej Dolinie Mięguszowieckiej. Obchodząc go najpierw żółtym szlakiem, a potem ścieżką, przejdziesz kilka kładek, a w wielu miejscach możesz zejść praktycznie do samej wody. W sam raz na chwilę wytchnienia i możliwość podziwiania okolicy. A jest co oglądać. Bez problemu dostrzeżesz m.in. Koprowe Czuby, Koprowy Wierch, Mięguszowiecki Szczyt Wielki, Przełęcz pod Chłopkiem czy po drugiej stronie Szarpane Turnie, Ganek i Zmarzły Szczyt.
Po spacerze dookoła warto także wrócić na chwilę na żółty szlak i dotrzeć do Tatrzańskiego Cmentarza Symbolicznego pod Osterwą. Od schroniska dzieli go ok. 20 minut spacerem, jednak sama końcówka prowadzi mocniej pod górę. Na miejscu nie ma mogił z ciałami, jednak znajdziesz tu kilkaset tabliczek upamiętniających ponad 400 osób, które straciły życie w górach. Nie brakuje tu także polskich nazwisk, w tym ratowników TOPR-u, Jana Długosza czy Klemensa Bachledy. Zdecydowanie polecam tu zajść.
Osoby bardziej doświadczone, dla których wędrówka nad staw była jedynie rozgrzewką, mogą kontynuować wycieczkę np. na Koprowy Wierch. Mimo iż ma 2366 m n.p.m., nie uświadczysz na nim żelastwa w postaci łańcuchów czy drabinek, nie ma także olbrzymich ekspozycji czy drastycznych podejść, jak w przypadku innych szczytów. Niemniej czekają cię dodatkowe 3 godziny wędrówki przez 5,2 km długości z 900 metrami przewyższeń w jedną stronę, dlatego nie porywaj się z motyką na słońce i mierz siły na zamiary. W końcu trzeba jeszcze wrócić. Inną propozycją jest Chata pod Rysami czy Przełęcz pod Osterwą (dość żmudne podejście zakosami, jednak bez większych utrudnień - ok. półtorej godziny mozolnego wchodzenia, niecałe 3 km i prawie 500 m przewyższeń). Niektórzy polecają, by podejść nią choć trochę, gdyż można stąd podziwiać staw i okolicę z zupełnie innej perspektywy.
Jeśli zaś chodzi o powrót nad Szczyrbskie Jezioro, możesz wrócić tą samą trasą czerwoną, urozmaicić ją o odcinek zielony lub obrać na cel szlak niebieski. Ale uwaga, ten z kolei wiedzie betonem, czyli tak, jak nad Morskie Oko. Co prawda to dobra opcja dla rodziców z wózkami, którzy mogą w ten sposób dotrzeć do schroniska, jednak bywa męcząca.
Będąc na miejscu, nie sprawdziliśmy dokładnie, jak wiedzie trasa i wierzcie mi, powrót asfaltem w pełnym słońcu nie należał do najprzyjemniejszych doświadczeń, choć widoki były ładne. Udało nam się także wypatrzyć polskiego kolibra, czyli fruczaka gołąbka, który tak naprawdę jest uroczym motylem. Po zejściu zaś odpoczęliśmy jeszcze trochę nad Szczyrbskim Jeziorem. Chodzisz po Tatrach słowackich? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.