Kto chce zobaczyć prawdziwy raj, powinien koniecznie wybrać na miejsce lądowania Punta Cana, czyli ogromny hangar kryty trzciną. Zgodnie z radą przyjaciół zamieszkaliśmy w hotelu w zatoce Bavaro, przy plaży, wśród palm. Podziwialiśmy kolorowe kolibry, brązowe pelikany, czaple o niespotykanej rozpiętości skrzydeł. A w parku przy hotelu dostojnie spacerowały różowe flamingi - ich obraz najchętniej zabrałabym jako pamiątkę z wyspy.
Jednak mój obrazek jest chyba najpiękniejszy. Nie kupiłam go w sklepie z suwenirami, ale na plaży. Dwóch ciemnoskórych młodzieńców codziennie urządzało tu swoistą galerię malarską, zachęcając do kupna obrazków i prosząc, aby nabytku raczej nie pokazywać w hotelu (konkurencja!). Tutaj artyści malują to, co widzą: palmy, owoce, kwiaty (róże, hiacynty, anturium, tamaryszek) czy ptaki (flamingi i kolibry).
Moją akwarelkę wybrałam spośród kilkudziesięciu obrazków. Na pierwszym planie młoda uśmiechnięta Karaibka z koszem owoców w ręku głaszcze papugę, a jej towarzysz z siatką na ptaki próbuje złapać jednego z nich. A wokół dojrzałe melony, śnieżnobiałe kokosy, banany, czerwone arbuzy, granaty i jabłka. W tle wiązka trzciny cukrowej i kawałek błękitnego nieba.
Więc kiedy na naszym niebie nie widać słońca, patrzę na "moich Karaibów" i czuję się lepiej. Jest mi ciepło, wraca wspomnienie turkusowego oceanu i sympatycznych ludzi. Może uda mi się wrócić do tego raju?