Zakochani turyści zapoczątkowali w Tatrach nową modę, która ostatnimi czasy zyskuje na popularności. Wydaje się niegroźna, jednak z perspektywy przedstawicieli TPN może nieść za sobą poważne konsekwencje dla bezpieczeństwa w polskich górach. Co jest złego w wieszaniu tzw. kłódek miłości?
Na facebookowym profilu Tatrzańskiego Parku Narodowego pojawił się ważny komunikat skierowany do urlopowiczów przebywających w górach - zwłaszcza tych zakochanych.
Drodzy turyści, zostawcie miłość w sercach, nie na łańcuchach! Dbajmy o bezpieczeństwo w górach i czystość Tatr
- apelują przedstawiciele parku.
Chodzi o zapoczątkowany niedawno trend wieszania kłódek z inicjałami par na łańcuchach asekuracyjnych i innych sztucznych ułatwieniach na tatrzańskich szlakach. Metalowe przedmioty zaczęły pojawiać się zwłaszcza na zejściu z Giewontu, a pracownicy TPN mają ręce pełne roboty z ich usuwaniem.
Podróżni powinni być świadomi, że wieszanie kłódek na elementach górskiej asekuracji może nieść potencjalne zagrożenie przy wchodzeniu lub schodzeniu ze szczytu. Łańcuchy mają na celu zabezpieczyć przed upadkiem, jeśli jednak będą przeciążone zbędnym "żelastwem", mogą ulec uszkodzeniu lub nawet się zerwać.
Moda na wieszanie kłódek w miejscach publicznych ma wieloletnią tradycję. Dla jednych może wydawać się to kiczowate, dla innych stanowi jednak wyraz głębokiego uczucia. Zakochani zaczepiają je głównie na mostach. W Polsce do najpopularniejszych miejsc należą: mostek Zakochanych w Parku Zdrojowym w Ciechocinku, most przy ulicy Korzennej w Gdańsku, kładka Ojca Bernatka w Krakowie oraz most Świętokrzyski w Warszawie.
Niegdyś najsłynniejszym miejscem na tego typu wyznania uczuć był Most Tumski we Wrocławiu, jednak kilka lat temu podjęto decyzję o usunięciu tysięcy kłódek. Wszystko ze względu na fakt, że konstrukcji groziło zawalenie. Obecnie zaczepianie zawieszek w tym miejscu jest niedozwolone, a śmiałkowie, którzy zignorują zakaz, mają do czynienia ze strażą miejską. Jeśli masz ochotę, to zagłosuj w naszej sondzie, która znajduje się poniżej.