Tragicznie zginęli na pierwszej randce. "Nie wyklucza się żadnej hipotezy". Koszmar nad jeziorem Como

Zjawiskowo piękne jezioro Como zlokalizowane w północnych Włoszech, pokazało się tym razem z mrocznej strony. Wszystko przez wypadek, do którego doszło 6 stycznia - wówczas para, która miała zaplanowaną pierwszą randkę, w niewyjaśnionych okolicznościach utonęła. Przyczyną była awaria samochodu, który nagle runął w głębinę.
Tragiczny wypadek nad Jeziorem Como
Fot. Tg3 - Facebook

Dramat nad jednym z najpiękniejszych jezior w Europie. W miniony weekend nad włoskim Como doszło do tragicznego wypadku. Para, która spotkała się na pierwszej randce, wsiadła do samochodu - maszyna z niewiadomych powodów ruszyła przed siebie, wskutek czego zatonęła w głębinie. 

Zobacz wideo Czy po podwyżkach cen biletów taniej podróżuje się pociągiem, czy samochodem?

Tragiczny wypadek nad jeziorem Como. Pierwsza randka ze smutnym zakończeniem

Jezioro Como to bajkowa ostoja dla miłośników romantycznego klimatu i pięknych widoków. W sobotę 6 stycznia późnym wieczorem nad jeziorem doszło do tragicznego wypadku. Samochód, w którym siedzieli kobieta i mężczyzna, z niewyjaśnionych przyczyn nagle gwałtownie ruszył przed siebie, taranując betonową ławkę i przebijając balustrady. Niestety samochód z impetem wpadł do wody i natychmiast skrył się w głębinach. 

Para, która wówczas przebywała w SUV-ie Mercedes GLS, spotkała się na pierwszej randce. Samochód z niewiadomych przyczyn zaraz po uruchomieniu ruszył do przodu z dużą prędkością - przebił balustradę i spadł z wysokości kilku metrów do wody. Śledczy wszczęli dochodzenie mające na celu ustalenie przyczyn wypadku. 

Na odcinku, gdzie doszło do wypadku, już kilka metrów od brzegu jezioro Como staje się głębokie na 15 metrów. Samochód odnaleziono dopiero po około dwóch godzinach dzięki interwencji nurków straży pożarnej.

Teraz próbujemy zrozumieć, jak samochód znalazł się w jeziorze. Hipotezy są różne, czekamy na wyniki sekcji zwłok, które być może uda się wkrótce ustalić. W międzyczasie ciała są do dyspozycji organów sądowych, natomiast SUV został zatrzymany do czasu uzyskania zielonego światła od prokuratora na badania techniczne

- informuje portal tg24.sky.it.

 

Śledczy badają miejsce zdarzenia. "Nie wyklucza się żadnej hipotezy"

Śledztwo stara się podążać wszystkimi możliwymi tropami i na chwilę obecną nie wyklucza się żadnej hipotezy, w tym tej najbardziej prawdopodobnej, mówiącej o awarii pojazdu. Jak podają włoskie media, śmierć pary była następstwem tragicznego wypadku, błędu, choroby, a może nawet dobrowolnego działania, "nie wyklucza się żadnej hipotezy" - czytamy na tg24.sky.it.

Ofiary to 45-letnia Tiziana Tozzo i 38-letni Morgan Algeri. Kobieta osierociła 14-letniego syna, z kolei mężczyzna był pilotem i członkiem szkoły lotniczej Caravaggio, pasjonatem boksu, nurkowania i motocykli. Jest zatem bardzo mało prawdopodobne, aby istniały powody do niechęci między nimi. Rodziny nie stwierdziły pomiędzy nimi konfliktu, nie wskazano też czynników, które miałyby świadczyć o chęci targnięcia się na życie. 

Więcej o: