Pierwszy raz odwiedziłam Adampol 13 lat temu autostopem; autobusy nie kursowały. Nie mogłam się nadziwić, że niektórzy z moich rozmówców, choć nigdy w Polsce nie byli, tak doskonale władają językiem przodków.
Mowę polską wciąż słychać, ale dziś wioska wygląda dużo ładniej, choć autobusów nadal nie ma. - Celowo nie zabiegamy o połączenie - mówią mieszkańcy. - Każdy ma samochód, a nie chcemy, by zalali nas turyści przyjeżdżający na niedzielne pikniki.
Okolica przypomina nieco przedgórza Beskidów, a znajdujemy się w azjatyckiej części Turcji. Polonezköy znaczy "polska wieś", lecz Polacy przywiązani są do historycznej nazwy Adampol nadanej na cześć księcia Adama Czartoryskiego. To właśnie z jego inicjatywy wioska powstała. Osiedlali się tu emigranci, którzy musieli opuścić kraj po powstaniu listopadowym. Pierwsze chaty na pustych ugorach powstały w 1842 r. Do powstańców z czasem dołączyli uczestnicy Wiosny Ludów (1848/49 r.), a później 38 polskich żołnierzy walczących w armii sułtańskiej podczas wojny krymskiej (1853-56). W końcu XIX w. mieszkało tu już około 150 Polaków.
W latach 60. XX w. w związku z trudną sytuacją gospodarczą Turcji wielu adampolan wyjechało szukać szczęścia za granicą. W wiosce pozostało zaledwie 35 osób. Z czasem jednak - gdy wybudowano mosty łączące azjatycki i europejski brzeg Bosforu oraz doprowadzono do wsi asfaltową drogę - Adampol stał się popularnym miejscem weekendowych wypadów bogatszych stambulczyków. Spodobały im się piękne pagórki i lasy, spokój, no i odmienność polskiej wioski. Turcy zaczęli budować tu wille, a Polacy - inwestować w hotele. Dziś do polskiego pochodzenia przyznaje się mniej niż połowa spośród ok. 230 mieszkańców, ale to właśnie oni nadają wiosce charakter. Potomkowie emigrantów wciąż mówią po polsku, kultywują tradycje i święta. Malutki meczet powstał dopiero teraz, przez długie lata jedyną świątynią był kościół katolicki (msze odprawia polski ksiądz ze stambulskiej parafii św. Antoniego przy Taksimie). Wójtem "od zawsze" był ktoś o polskich korzeniach (podczas wyborów turecka większość i tak głosuje na polskich kandydatów, doceniając ich gospodarność, pracowitość i zaangażowanie). Dziś jest nim Daniel Ohotski. - Dawniej nie mieliśmy z Polską żadnych kontaktów - mówi wójt - a teraz Adampol ma nawet bratnie miasto, podkrakowską Lanckoronę.
Żona wójta Barbara pochodzi z okolic Augustowa. W Adampolu mieszka od 16 lat i bardzo sobie to miejsce chwali. Dzieci państwa Ohotskich świetnie mówią po polsku - często jeżdżą do Polski, no i mają zajęcia w polskiej szkole (działa w soboty i niedziele przy konsulacie w Stambule).
Pani Barbara prowadzi hotel Club Adampol. U wejścia powiewa flaga polska i turecka, w recepcji manekiny w strojach krakowskich, w środku dyskoteka Chopin i restauracja Sirenka. Schabowy w karcie odstrasza tureckich gości, więc postanowiono z niego zrezygnować. - Chcemy stworzyć oddzielną restaurację, typowo polską - mówią Ohotscy.
Na razie niektóre z polskich specjałów można zamówić w pełnej uroku restauracji Leonardo. Najpopularniejszy w wiosce lokal, choć dość ekskluzywny, zawsze pełen jest klientów. Należy do Polaka Antoniego Dochody.
Z poprzedniego pobytu zapamiętałam ówczesnego wójta Fryderyka Nowickiego. Mimo upływu lat prawie się nie zmienił i tak jak dawniej robi doskonałe nalewki (jego orzechówka to mistrzostwo świata!). Jak niemal wszyscy tutaj prowadzi pensjonat i restaurację, jest też menedżerem w klubie koszykówki.
Wracając do centrum wsi, mijam szyldy pensjonatów - Polka, Obora (powstał na miejscu dawnego... chlewu. Tyle że nazwy "chlew" Turcy nie przeczytają, a "obora" nie sprawia kłopotów; swoją drogą choć jesteśmy w kraju muzułmańskim, kto chce, może mieć świnie, ale teraz mało kto je hoduje).
Dom Pamięci Cioci Ryży pochodzi z 1882 r. Jego ostatnią lokatorką była zmarła w 1986 r. Zofia Ryży. W ciągu swojego 83-letniego życia jako gorąca patriotka uczyła młodzież języka polskiego i historii, zajmowała się też polską biblioteką.
Otoczony pięknym ogrodem dom można zwiedzać. W środku stare meble, w gablotach i na ścianach pamiątki związane z historią wioski. Na fotografiach twarze dawnych mieszkańców, ale są i zdjęcia nowsze, np. ze spotkania adampolan z Janem Pawłem II w 1979 r. w Stambule, z przyjazdu do wioski Lecha Wałęsy czy Aleksandra Kwaśniewskiego.
Na końcu Adampola leży cmentarz. Na grobach katolickie krzyże i swojsko brzmiące nazwiska: Kempka, Ostrowski, Duchowicz... Groby są zadbane, te najstarsze były niedawno odnawiane. Jest ich około 270. Wyróżnia się stojący nieco na uboczu grób ze złamaną kolumną - pochowano w nim Ludwikę Śniadecką, córkę słynnego profesora Jędrzeja Śniadeckiego. Była żoną Michała Czajkowskiego, który jako wysłannik księcia Czartoryskiego w 1841 r. negocjował warunki powstania Adampola. Widząc w Turcji sojusznika w walce z Rosją, zaangażował się w utworzenie walczących w wojnie krymskiej Pułków Kozaków Sułtańskich - jeden z nich składał się wyłącznie z Polaków (sztandar tej jednostki z godłami Turcji i Polski można zobaczyć w warszawskim Muzeum Wojska Polskiego). Z uwagi na swoją działalność Czajkowski musiał przejść na islam - przyjął imię Mehmed Sadyk Pasza.
Jest też grób Heinricha Albertalla - Austriaka, który spędził w Adampolu 30 lat. Tajemniczy pan przez wielu uważany był za syna cesarza Franciszka Józefa.
Trochę szumu było wokół Adampola w 1992 r., kiedy obchodził 150-lecie powstania. Poczta Polska wydała z tej okazji okolicznościowy znaczek (nominał 3500 zł!), a turecka specjalną kopertę. W centrum wioski postawiono wówczas obelisk z napisem: "Tu w polskiej wsi dawniej zwanej Adampolem żyli i żyją Polacy".
Od Stambułu dzieli Polonezköy ok. 30 min jazdy samochodem. Jadąc z centrum miasta, najlepiej przejechać przez Bosfor mostem sułtana Mehmeda, kierując się na miasteczko Beykoz. Dom Pamięci Zofii Ryży od maja do końca października otwarty w weekendy i święta, przez resztę miesięcy tylko w niedziele. W inne dni umówimy się telefonicznie: (0090) 532 608 15 43 (Lesław Ryży) lub (0090) 216 432 30 82 (Antoni Dochoda).
Noclegi: hotel Adampol lub Alinda, pokój dwuosobowy ok. 150 zł, tel. (0090) 216 432 31 54,