Stewardesa oblała nastoletniego pasażera gorącą kawą. Kwota rekompensaty oburzyła rodzinę

Nastoletni turysta podróżował samolotem z Frankfurtu do Budapesztu, kiedy to stewardesa wylała na niego gorącą kawę, w wyniku czego pasażer doznał bolesnych poparzeń drugiego stopnia. Niemiecki przewoźnik zaoferował poszkodowanemu maksymalną możliwą rekompensatę, ale jego rodzina twierdzi, że to nie wystarczy. Domagają się czegoś innego.
Poszkodowany pasażer domaga się odszkodowania.
Fot. Michał Łepecki / Agencja Wyborcza.pl

Do incydentu doszło w lipcu tego roku. Nastoletni Jack Hayden, mieszkaniec Toronto, podróżował drogą lotniczą z Frankfurtu do Budapesztu. Była to jego pierwsza samodzielna wycieczka za granicę. Niestety nie poszła ona po jego myśli przez zdarzenie, które miało miejsce na pokładzie samolotu.

Zobacz wideo Kiedy przysługuje nam zwrot kosztów, a kiedy odszkodowanie od przewoźnika? Ekspertka wyjaśnia

Stewardesa oblała nastoletniego pasażera gorącą kawą. Nie udzielono mu pomocy

O niefortunnej sytuacji poinformował portal AeroTime, odwołując się zarówno do relacji samego Haydena, jak i korespondencji poszkodowanego z linią lotniczą. Dziewiętnastolatek zdradził, że w drugiej połowie lotu zaczęto serwować gorące napoje: kawę i herbatę. Stewardesa, która zajmowała się serwisem, niechcący ustawiła kubek z kawą w taki sposób, że wylała się ona na prawą, dolną część ciała nastolatka. Nie usłyszał on przeprosin, nie udzielono mu też pomocy medycznej. 

Młody pasażer musiał zaczekać, aż stewardesa skończy serwowanie napojów, aby w bólu udać się do toalety w celu przemycia piekących ran. Do końca lotu czuł silny dyskomfort, który uniemożliwiał mu prawidłowe zapięcie pasów bezpieczeństwa. Po przybyciu do Budapesztu poszkodowany udał się do apteki, gdzie usłyszał, że doznał poparzeń drugiego stopnia. Przepisano mu medykament, dzięki któremu obrażenia zagoiły się do czasu powrotu do Kanady.

Przewoźnik zaoferował 500 dolarów rekompensaty, ale rodzina poszkodowanego chce iść do sądu

Hayden i jego matka wystosowali do przewoźnika, czyli Lufthansy, zgłoszenie, w którym opisali sytuację na pokładzie samolotu. Niemieckie linie lotnicze odpisały dopiero 15 września. "Chcielibyśmy poinformować, że Państwa syn nie zgłosił żadnych obrażeń na pokładzie samolotu i nadal czekamy na odpowiedź załogi, czy pamięta incydent", czytamy w wiadomości cytowanej przez AeroTime. 

Lufthansa zaoferowała nastolatkowi rekompensatę w wysokości 500 dolarów (ok. 2100 złotych), jednak zarówno on, jak i jego rodzina twierdzą, że to za mało. To, na czym im zależy to przyznanie się przewoźnika do winy oraz przeprosiny. W tym celu są gotowi wstąpić na drogę sądową. Więcej podobnych tematów znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Więcej o: