Do wspomnianego incydentu doszło w niedzielę, 22 października podczas lotu linii Alaska Airlines z Everett w stanie Waszyngton do San Francisco. Tego dnia oprócz kapitana i pierwszego oficera w kokpicie znajdował się również 44-letni pilot poza służbą, Joseph D. Emerson. Jak się okazało, jego obecność była zagrożeniem dla bezpieczeństwa pasażerów oraz załogi.
Emerson siedział na siedzeniu z tyłu kokpitu, na którym często podróżują piloci np.przenosząc się po służbie na inne lotnisko. Jak wynika z nagrań zarejestrowanych przez kontrolerów lotu, w pewnym momencie 44-latek rzucił się na przód kabiny i próbował wyłączyć oba silniki samolotu. Mężczyzna został natychmiast obezwładniony przez załogę, a szybka reakcja kapitana i pierwszego oficera pozwoliła zapobiec katastrofie.
System tłumienia pożaru składa się z uchwytu w kształcie litery T dla każdego silnika; po pociągnięciu zawór w skrzydle zamyka się, odcinając dopływ paliwa do silnika
- wyjaśnił przedstawiciel Alaska Airlines w oświadczeniu dla CNN.
Po ich pociągnięciu w przewodzie pozostaje trochę paliwa, a szybka reakcja naszej załogi w celu zresetowania uchwytów przywróciła przepływ paliwa i zapobiegła jego niedoborom
- dodał.
Niebezpieczna sytuacja sprawiła, że piloci podjęli decyzję o przekierowaniu samolotu na międzynarodowe lotnisko w Portland. Joseph D. Emerson został tam przywitany przez 10 policjantów i osadzony w miejscowym areszcie. Postawiono mu zarzuty usiłowania zabójstwa, lekkomyślnego narażenia na niebezpieczeństwo i stworzenia zagrożenia wypadku lotniczego. Dochodzenie w sprawie prowadzi FBI ze współpracy z portem w Portland i Federalną Administracją Lotnictwa. Więcej informacji na temat aktualnych wydarzeń znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.