Słoneczna niedziela okazała się zaskakująca dla tłumu odpoczywających i chłodzących się w oceanie osób. Szok zmieszał się z zachwytem, kiedy część z nich dostrzegła futrzastego gościa, kąpiącego się w wodzie obok nich. Mieszkańcy Florydy spodziewają się zobaczyć w swoich rejonach żarłocznego rekina, ale niedźwiedź? To dopiero niespodzianka!
Destin to miasto w Stanach Zjednoczonych, w hrabstwie Okaloosa na Florydzie. Jego mieszkańcy tłumnie odwiedzają pobliskie plaże, zwłaszcza w weekend. Na jednej z nich doszło ostatnio do nietypowej sytuacji. Zauważono niedźwiedzia czarnego, których co prawda w USA nie brakuje, jednak zwykle nie znajduje się ich podczas kąpieli w Oceanie Atlantyckim.
U wybrzeży Zatoki Meksykańskiej bardziej prawdopodobne jest spotkanie rekina ludojada, delfina albo nawet aligatora, jednak jak się okazuje - natura lubi zaskakiwać. "Na początku nikt nie wiedział, co dokładnie pływa w wodzie", relacjonuje jeden ze świadków w rozmowie z portalem AL.com. Potem dodaje: "Ktoś krzyknął: 'niedźwiedź!'. Wyszedł z Zatoki i spoglądał ze zmęczeniem, ale i ulgą. Oczywiście mój kochający zwierzęta syn zaczął za nim iść, więc moja teściowa go złapała. Wszyscy byliśmy zszokowani i zdumieni tym, co zobaczyliśmy. Cieszyliśmy się, że udało mu się wydostać z wody. Wszyscy lubimy zanurzać się w wodzie, ale kto wie, jak długo on tam był".
Choć taki widok rzeczywiście może zaskakiwać, kapitan Chris Kirby, mieszkający od lat w Zatoce Meksykańskiej twierdzi, że to nic nadzwyczajnego ani tym bardziej nowego. "Teraz po prostu wszyscy mają smartfony i uwieczniają to na zdjęciach", przekonuje.
Eksperci wskazują, że niedźwiedź ze względu na swój mały rozmiar musiał być bardzo młody. Jak jednak znalazł się w obleganym turystycznie miejscu - tego nie wie nikt. W sieci pojawiły się liczne nagrania z pamiętnego zdarzenia. Widzimy na nich, jak niedźwiadek najpierw przez kilka minut pływa w wodzie, niedaleko brzegu, a kiedy orientuje się, że zyskał sporo uwagi, niesiony falami dopływa do brzegu i ucieka w kierunku wydm.
Zwierzę nie było agresywne, nikogo nie zaatakowało. Również ludzie, mimo tłumnej obecności, nie zaczepiali go. Plażowicze musieli być świadomi, że mimo swych niewielkich gabarytów, zdenerwowany ssak drapieżny mógł wyrządzić sporo szkód. Dalsze losy niedźwiedzia pozostają zagadką. Na nagraniach nie wygląda na rannego, więc można tylko przypuszczać, że cało i zdrowo dotarł do bardziej odpowiedniego dla siebie środowiska np. do pobliskiego lasu.
Więcej podobnych tematów znajdziesz na Gazeta.pl