Od Florencji do Pizy: W ogrodzie Italii

Trudno zliczyć wszystkie cuda Toskanii, a jej kuchnia jest niedościgniona

Toskańczycy zapewniają, że w ich regionie jest wszystko, co we Włoszech najlepsze: najpiękniejsze miasta, najwspanialsze dzieła sztuki, olśniewające krajobrazy, przepyszna kuchnia, wyśmienite wino. Twierdzą, że jako jedyni posługują się nieskazitelną klasyczną włoszczyzną (stąd Dantego i Petrarki ród). Do pełni szczęścia brakowało im tylko drużyny piłkarskiej w Serie A. Wreszcie doczekali się aż trzech: Fiorentiny, Sieny i Livorno. Gorzej z rezultatami.

***

W okresie renesansu Toskania była światowym centrum humanistyki. Tu przeprowadzali swoje eksperymenty Leonardo da Vinci i Galileusz, tu tworzyli najwięksi mistrzowie pędzla i dłuta: Giotto, Cimabue, Botticelli, Michał Anioł. Tutaj narodził się sympatyczny kłamczuch Pinokio.

W minionej dekadzie Toskanię odkryli filmowcy: Jane Campion nakręciła tu "Fortepian", Bernardo Bertolucci "Ukryte pragnienia". Na wzgórzach Chianti znajduje wytchnienie Steven Spielberg, a Richard Gere medytuje w centrum buddyjskim w miasteczku Pomala. Z Arezzo, gdzie szczyty kunsztu malarskiego osiągnął Piero della Francesca i gdzie do dziś organizowane są turnieje rycerskie (ostatnia niedziela sierpnia i pierwsza września), pochodzi Roberto Benigni. Do Toskanii chętnie przyjeżdżają polscy aktorzy (Krystyna Janda, Marek Kondrat). Letnią rezydencję ma tu Tony Blair.

***

Michał Anioł mówił, że "Italia to ogród Europy, Toskania - ogród Italii, Florencja - kwiat Toskanii". Nazywana trzecią perłą Włoch (obok Rzymu i Wenecji). Elegancka, ale nie napuszona. Wstaje wcześnie, późno zasypia. Na jej legendę pracowały największe umysły epoki. Tu wychowywał się Boccaccio (nieślubny syn florentyńskiego kupca), tu przewrotny Machiavelli snuł misterne intrygi.

Półmilionowa stolica Toskanii zgromadziła jedną trzecią włoskich dzieł sztuki.

Koloryt Florencji jest jednolity - złote tynki, szary kamień, plan - bardzo prosty. Nie sposób zabłądzić, więc spacery sprawiają nieustanną przyjemność.

Obowiązkowy prowadzi na Ponte Vecchio. Jeden z najbardziej znanych mostów świata (X w.), jako jedyny ocalał z wojennej zawieruchy (zabudowany sklepami nie miał znaczenia militarnego). Kiedyś mieli tu stragany rzeźnicy, kowale i garbarze. Ale arystokratyczny nos Wielkiego Księcia Ferdynanda źle znosił naturalistyczne wonie, pognał więc towarzystwo, po czym oddał sklepiki złotnikom i jubilerom. Odwdzięczyli się, zapewniając miastu dobrobyt. Domy bankowe udzielały kredytu niejednemu królowi - mówiło się, że Florencja ma w kieszeni całą Europę. To przecież w stolicy Toskanii wybito pierwszą złotą monetę w Europie (florena). Dzisiejsze wyroby ze złota, srebra i kamieni szlachetnych przypominają podobno te sprzed wieków. Kiedy w 1966 r. wylało Arno, co zmyślniejsi florentyńczycy zaopatrywali się bezgotówkowo w pierścionki zaręczynowe i obrączki...

Pod arkadami nad rzeką tłoczą się artyści - można zafundować sobie portret lub inną pamiątkę. By zobaczyć z góry miasto i otaczające je wzgórza, na których Leonardo da Vinci próbował makiet maszyn latających, warto wspiąć się po 463 stopniach katedry Santa Maria del Fiore. Czwarta pod względem wielkości świątynia chrześcijańska na świecie zawdzięcza swoją sławę Filippo Brunelleschiemu, który zadziwił świat genialną konstrukcją katedralnej kopuły. Wrażenie robi też 85-metrowa, wyłożona kolorowym marmurem dzwonnica - dzieło Giotta, etatowego architekta miasta.

Przed siedzibą władz miejskich przy Piazza della Signoria stoi słynny czterometrowy "Dawid" Michała Anioła (naturalnie kopia, oryginał w Akademii Sztuki). Tuż obok zwalista sylwetka Neptuna w przebogato zdobionej fontannie - rzeźba Bartolomeo Ammannatiego. "O, Bartolomeo, ileś marmuru zmarnował" - miał zakrzyknąć Michał Anioł na widok golasa, który owszem, przewyższa Dawida, ale tylko wzrostem. Il Biancone (czyli Bielas), jak nazywają rzeźbę florentyńczycy, odegrał ważną rolę w edukacji młodych panien, które oglądając go przed ślubem, miały sobie wyobrazić, czego się spodziewać po małżeństwie. Ozdobiony monumentalnymi rzeźbami plac sprawia wrażenie wielkiej otwartej galerii. Najsłynniejsza jest Galeria degli Uffizi - najstarsza pinakoteka świata. Botticelli, Leonardo da Vinci, Tycjan, Rubens, Rembrandt, Caravaggio, Goya... Nie ma co wymieniać - trzeba zobaczyć.

***

Siena zawsze rywalizowała z Florencją, jak nie w dziedzinie sztuki, to polityki. Rosyjski historyk sztuki Paweł Muratow uważa ją za najszlachetniejsze z włoskich miast, pełne harmonii i ładu. Podobno założyli ją synowie Remusa. Leniwa, jakby ospała, uspokaja średniowiecznym majestatem. Mówi się, że tajemniczość Sieny bierze się z jej ulic - wąskich, krętych, wijących się jedna nad drugą. Warto nimi dojść do gotyckiej katedry, jednej z najwspanialszych we Włoszech. Misternie skręcone kolumny, lśniące posadzki, inkrustowane mury... Zachwyca każdy metr kwadratowy. W centralnym punkcie miasta, u stóp trzech wzgórz, na których przed wiekami założyli osadę Etruskowie, leży wspaniały plac Campo, porównywany przez Zbigniewa Herberta do wklęsłej strony muszli. Dwa razy w roku (2 lipca i 16 sierpnia) odbywa się tutaj słynne palio, niezwykły wyścig koni, w którym od stuleci 17 kontrad (dzielnic) mierzy swoje siły i nadzieje. Trwa średnio 75 sekund. W tym czasie konie trzykrotnie okrążają niewielkie Campo. Zasada: nie wolno nawzajem dotykać swoich wodzy. Poza tym cel uświęca środki, czyli wszystkie chwyty dozwolone, z chłostaniem koni przeciwnika włącznie. Zdarza się, że dżokej z wrogiej kontrady zostaje porwany w drodze na zawody, a konie dostają środki dopingujące i... przeczyszczające. Czasem łamią nogi i trafiają do rzeźni.

Palio jest tym dla sieneńczyków, czym dla Brazylii piłka nożna (kiedyś jeden z nich podarował zwycięskiemu dżokejowi ferrari). Po wyścigu można zobaczyć szacownych obywateli, którzy szlochając, rzucają się sobie na szyję. Najwięksi zapaleńcy omijają plac, by nie dostać ataku apopleksji. Małżeństwa "mieszane" dzielą się w tych niebezpiecznych dniach, żona wraca do rodziców. W nocy miasto ma dwa oblicza: wieczerza z koniem na honorowym miejscu, obżarstwo, morze wina i feeria świateł w zwycięskiej dzielnicy; głęboka żałoba, zamknięte drzwi i okiennice - w pokonanej.

***

Toskania to również Piza ze słynną wieżą, której urok polega na niedoskonałości. Krzywa wieża jest po prostu dzwonnicą przykatedralną. Przed laty Galileusz zrzucał z jej szczytu metalowe kule o różnej wadze, zgłębiając tajniki grawitacji. Ale sławę zyskała dzięki błędowi budowniczych, którzy źle obliczyli twardość gruntu. Gdy już były gotowe trzy piętra (w sumie jest osiem), zorientowali się, że coś nie gra. Próbowali poprawić, ale budowla wciąż odchyla się od pionu. Niby niewiele, bo półtora milimetra rocznie, tylko że zdążyło się już uzbierać ponad pięć metrów. Wreszcie miarka się przebrała i przez 11 lat zabezpieczona stalowymi obręczami wieża nie przyjmowała turystów, dziś znów można się na nią wspiąć. A przecież to tylko jedna z atrakcji Campo dei Miracoli (placu Cudów), który wraz z katedrą, baptysterium i Campo Santo (uważanym za najpiękniejszy cmentarz świata) stanowi niezwykły kwartet średniowiecznych arcydzieł.

***

Kiedy pytałam Włochów, które ze swoich miast uważają za najpiękniejsze, bardzo często padała zaskakująca odpowiedź: Lucca. Przypomina potężny okrągły ogród - to jedyne miasto włoskie całkowicie zamknięte, jak w pierścieniu, wysokimi, zadrzewionymi wałami obronnymi. Książę Walii Karol uznał ją za arcydzieło: "Ze wszystkich miast toskańskich właśnie Lucca jest miastem, które chciałbym przenieść do Anglii jako idealny przykład, że można ocalić piękno bez zamykania go w muzeum".

Trudno zliczyć wszystkie cuda Toskanii. Jest jeszcze Saturnia na południowych krańcach regionu - kraina buchających ze zboczy słupów białego dymu i przenikliwego zapachu siarki wydobywającego się z podziemnych zdrojów. Naturalne gorące łaźnie oblegane są przez amatorów leczniczych kąpieli.

Jest San Gimignano opisane przez Jarosława Iwaszkiewicza w "Podróżach do Włoch". Słynie ze swoich 13 wież - ich strzelistość podkreślają smukłe cyprysy.

Zimą warto wpaść na karnawał do Viareggio, latem - powylegiwać się na plaży w Livorno albo odwiedzić wysepki Archipelagu Toskańskiego, np. Elbę. Toskańskie miejscowości wypoczynkowe nijak się mają do klasycznych kurortów z dużymi hotelami, otwartymi do późna sklepami i hałaśliwymi dyskotekami. Gospodarze wolą raczej przyjazne, nieco prowincjonalne kafejki i pizzerie.

***

Kuchnia toskańska jest bardzo prosta i jednocześnie oryginalna. Pachnie bazylią, ocieka doskonałą oliwą, lubi świeże warzywa, tradycyjnie konserwowane mięso i owcze sery. Miejscowe przysmaki to tagliatelle z truflami, bistecca fiorentina (pieczona nad ogniem z węgla i drzewa), dla wyrafinowanych podniebień - pasta z dziczyzną. Aha, jeszcze pane toscano - chleb na zakwasie z poprzedniego wypieku, który świetnie komponuje się z miejscowymi wędlinami. Zresztą pieczywo występuje tu pod tysiącami postaci, bo kuchnia toskańska (jak wszystkie kuchnie ludowe) nigdy nie należała do szczególnie wyrafinowanych. Nie nadużywała bardzo cennej niegdyś soli, od wymyślnych past wolała proste zupy. W Livorno trzeba spróbować cacciucco - zupy rybnej robionej według miejscowej receptury. Na wzgórzach Chianti - kupić cenione przez znawców win chianti classico w oplecionej rafią butelce (koniecznie ze znakiem czarnego koguta). Elitarność kosztuje, a Włosi są mistrzami w jej podsycaniu. Ale zawsze możemy zajrzeć do jednej z miejscowych kantyn, by obejrzeć ogromne, drewniane beczki, w których leżakuje wino. I oczywiście skusić się na darmową degustację.

Toskania w sieci

http://www.turismo.toscana.it

http://www.toscanainfo.it

http://www.primitaly.it/toscana

http://www.emmeti.it/Welcome/Toscana

http://www.toscanaturismo.it

http://www.italiadream.it

Więcej o: