Auto-stopem po Turcji

Turcja kojarzy się zwykle z meczetami Stambułu, antycznymi zabytkami Efezu czy Didymy, tarasami Pamukkale czy fantazyjnymi skałami Kapadocji. Odważniejsi zapuszczają się na Wschód - do Nemrut Dagi, Urfy, nad jezioro Van, pod Ararat czy w Góry Kaçkar. Jest też Turcja mniej znana, która mnie urzekła - okolice między Stambułem i Ankarą

Podróż zaplanowałem na dziesięć dni w pierwszej połowie czerwca 2004 r. Wprawdzie na kąpiel w Morzu Czarnym okazało się za wcześnie, ale były trzy nieznośnie upalne dni. Za to wieczorami w górach przydawała się wiatrówka. Jednym z etapów mojej tureckiej wędrówki była starożytna Frygia. Z dwóch najciekawszych stanowisk archeologicznych związanych z Frygami - Gordion i Miasta Midasa (Midas ?ehri) - wybrałem to drugie.

Miasto Midasa leży w otoczeniu urwistych, skalistych wzgórz i pięknych sosnowych lasów. Poprosiłem kierowcę autobusu z Afyon do Eski ehir, aby wysadził mnie koło Kümbet. Wioska przywitała mnie typową dla Turcji sceną: przed sklepem mężczyźni dyskutowali żywo, zapewne o polityce (kobiety, jak się okazało, pracowały w polu).

Już w Kümbet natknąłem się na pozostałości frygijskiego miasta (tzw. Miasta Mehrosa) z dwoma ciekawymi grobowcami. Jeden wykuty w skale, ozdobiony reliefem przedstawiającym dwa lwy po obu stronach dzbana, drugi, wolno stojący, używany obecnie jako spichlerz (uwiły sobie na nim gniazdo bociany). Stamtąd miałem jeszcze 15 km do miasta mitycznego króla. Część drogi przejechałem stopem (z kierowcą jedynego samochodu, jaki mnie minął na tym odludziu), ale większość piechotą. Upał był tego dnia niemiłosierny. Piękne widoki w pełni mi to wynagrodziły, zwłaszcza skaliste wzgórza o płaskich grzbietach, a pod nimi morze najróżniejszych traw - jak ze "Stepów akermańskich" Adama Mickiewicza.

Pamiętałem z mitologii, że Apollo ukarał Midasa parą oślich uszu za przyznanie Marsjaszowi pierwszeństwa w rywalizacji muzycznej. Z kolei Dionizos za jakąś zasługę sprawił, że wszystko, czego dotknął, zamieniało się w złoto. O tym, jak złudna była to korzyść, przekonał się król, gdy postanowił coś zjeść. W jego ustach mięso zamieniało się w złote sztaby, a winem, przybierającym w gardle postać płynnego złota, o mało co się nie udławił. Rozbawiony bóg zgodził się odebrać mu ten wątpliwy przywilej. Pamiątką tego wydarzenia są znajdowane po dziś dzień w korycie rzeki Paktolos bryłki złota.

Nazwa "miasto Midasa" jest umowna, bo nie wiemy, jak nazywali je Frygowie. Znajdują się tu dwa potężne, choć niedokończone grobowce skalne, na jednym zachowała się inskrypcja wskazująca, że należał on do Midasa. Nad nimi akropol, którego główną atrakcją jest tzw. tron Midasa. Okazało się, że kustosz miejscowego muzeum dorabia sobie jako taksówkarz (zażądał 20 mln funtów, czyli ok. 12 euro, ale wytargowałem pięć pocztówek gratis), dzięki czemu powrót do szosy zajął mi kilka minut.

Północno-zachodnia Turcja, choć może nie dorównuje południowej części kraju, ma wiele do zaoferowania. Jest tu właściwie wszystko: lasy, góry, jeziora i morze, zabytki greckie, rzymskie, bizantyjskie i otomańskie. Łagodniejszy niż na południu klimat sprawia, że zwiedza się ją o wiele przyjemniej.

Samolot Kraków - Stambuł - 1200 zł w obie strony, wstęp do starożytnych ruin, np. Kümbet czy Mieście Midasa, 1-3 euro, noc w hotelu 3-12 euro, w pensjonacie 6-9 euro, posiłki w niedrogiej restauracji, tzw. lokancie - ok. 30 euro dziennie

Więcej o: