Kraina multi-kulti dla wielu niezrozumiała. "W domach mówimy po polsku, śląsku i niemiecku"

Prudniczanie mówią, że w tym samym czasie przetrzymywano w mieście prymasa Stefana Wyszyńskiego i Władysława Gomułkę. W okolicy mieszkał Dietrich von Choltitz, który podczas II wojny światowej sabotował rozkaz Hitlera, żeby wysadzić katedrę Notre-Dame, a wieżę Eiffla przetopić na armaty. Witajcie w Prudniku - magicznym mieście pogranicza, w którym nic nie wydaje się takie oczywiste.

Polska to nie tylko duże, cieszące się popularnością miasta. To także wiele mniejszych miejscowości, które potrafią zachwycić nie mniej niż te najsłynniejsze. Poprosiliśmy ich mieszkańców i osoby, dla których są to miasta rodzinne, by wam o nich opowiedziały. Tak powstał cykl "Stąd jestem", na którego kolejne odcinki zapraszamy was w sobotę co dwa tygodnie o godzinie 19.

NAZWA: Prudnik

LOKALIZACJA: województwo opolskie. Historycznie leży na Górnym Śląsku, na ziemi prudnickiej, na pograniczu Gór Opawskich i Płaskowyżu Głubczyckiego, będącego częścią Niziny Śląskiej. Przepływają przez niego rzeki Prudnik i Złoty Potok.

ISTNIEJE OD: początek osady u podnóża zamku datuje się na 1255 r. Syn Woka, Henryk z Rosenberga w 1279 r. uzyskał dla miasta Prudnika lokację na prawie niemieckim.

ZNAKI SZCZEGÓLNE: Niegdyś potężna metropolia, dziś urokliwe miasteczko pogranicza. Nazywany był "miastem tkaczy i szewców". Fabryka adamaszku, którą założył żydowski kupiec Samuel Fränkel istniała do 2010 r. jako Zakłady Przemysłu Bawełnianego "Frotex". W klasztorze franciszkanów przetrzymywany był prymas Stefan Wyszyński i zgodnie z miejscowym przekazem Władysław Gomułka. Choć niewykluczone, że był więziony w Młynie Czyżykowym. Z ziemią prudnicką związani są mistrzowie polskiego kolarstwa: Stanisław Szozda i Franciszek Surmiński. Jest stolicą polskiej części Euroregionu Pradziad i członkiem europejskiej Sieci Miast Dobrego Życia Cittaslow.

***

Po swoim mieście oprowadza nas Marcin Husak. Niebywały przewodnik, który ze swadą i poczuciem humoru odkrywa przed turystami uroki i tajemnice Prudnika. Jednym z założycieli prudnickiego oddziału PTTK był jego dziadek, ojciec oprowadzał po Górach Opawskich, a on po mieście. Dzięki tej rodzinnej tradycji jest w posiadaniu cennego przedmiotu, o którym nigdy nie zapomina, stając przed kolejnymi grupami turystów. - Zawsze mnie dzieciaki pytają, co trzymam w ręce. To przedwojenna laska turystyczna służąca jako wskaźnik przewodnicki. Widać na niej pamiątki po wejściach na Śnieżkę w 1932 r. i 1938 r., czy wieżę na Pradziadzie - tłumaczy Marcin Husak. - Gdy oprowadzam grupy szkolne, odpowiadam, że zabieram ze sobą laskę, żeby dyscyplinować nią niegrzeczne dzieci, a na tych blaszkach mam imiona łobuziaków. "Mam tu Piotrusia, Pawła i Grzesia" tłumaczę. A ty jak masz na imię? Dorotka? Uważaj, bo takiej jeszcze nie mam - żartuje.

Marcin HusakMarcin Husak Zdjęcie ze zbiorów Tygodnika Prudnickiego

- Mówiąc całkiem poważnie - opowiada pan Marcin - Prudnik to dziś niewielka miejscowość licząca ledwie 21 tys. osób. Niegdyś, na przełomie XVII i XVIII w., było to najludniejsze i najpotężniejsze miasto na Górnym Śląsku, które liczyło jak na owe czasy bajeczną liczbę trzech tysięcy mieszkańców. Dość wspomnieć, że drugi pod względem wielkości był Racibórz z 2800 mieszkańcami, a Opole liczyło ledwie połowę mieszkańców Prudnika, czyli 1500 osób. Do tego wszystkiego Prudnik był miastem najbogatszym, bo z majątków ziemskich, które posiadał, czerpał dochody dziesięciokrotnie większe aniżeli obecna stolica naszego województwa. Dlatego dziś, podczas wędrówki po mieście, wielokrotnie będę mówił, że coś jest naj. Największe, najstarsze, najbardziej wyjątkowe i bynajmniej nie jest to wyraz mojej megalomanii, ale musimy spojrzeć na miasto z zupełnie innej perspektywy. Nie małej miejscowości, jaką jest dzisiaj, ale z perspektywy wielkiego i kwitnącego ośrodka miejskiego w XVII i XVIII w., który przyciągał największych i najsławniejszych artystów w dziejach Śląska. Niemymi świadkami minionej chwały są zabytki stanowiące o splendorze miasta - słyszę od przewodnika.

- Ziemia prudnicka to magiczny region pogranicza, które można mnożyć wielokrotnie. Jako kraina multi-kulti jest dla wielu niezrozumiała. W domach mówimy po polsku, śląsku i niemiecku. Dzieci od urodzenia wychowujemy dwujęzycznie w poszanowaniu różnorodności, która ubogaca. To jest skarb tej ziemi, podobnie jak Kresów Wschodnich, gdzie prości ludzie władali kilkoma językami - stwierdza Husak.

Spór o wieże

Prudnik może pochwalić się pięknym śródmieściem z zachowaną średniowieczną szachownicą ulic, rynkiem z interesującą zabudową oraz barokowo-klasycystyczny ratuszem. Ten trzykondygnacyjny obiekt jest jednym z najpiękniejszych budynków w całym mieście. Zwieńczony wysoką, 63-metrową wieżą w rzadkim stylu fryderycjańskim, który miał świadczyć o potędze państwa pruskiego pod berłem Fryderyka II Wielkiego.

- I to najwyższą w mieście. Dlaczego o tym mówię? W mieście, najpewniej wzorem innych ośrodków na Śląsku, toczył się odwieczny spór, kto będzie miał najwyższą wieżę. Burmistrz czy proboszcz? I choć wieża kościoła parafialnego pod wezwaniem św. Michała Archanioła jest o niecały metr niższa, to ksiądz ma wyżej położony taras widokowy na wieży, w związku z czym, mówiąc żartobliwie, każdy jest zadowolony - tłumaczy w swoim stylu Marcin Husak.

Na rynku podziwiać można również pomnik czeskiego świętego Jana Nepomucena, patrona dobrej spowiedzi, oraz barokową fontannę z dwugłowym orłem.

Panorama miastaPanorama miasta Agencja Sportu i Promocji w Prudniku

Epidemia dżumy

Szczególnie jeden prudnicki zabytek można powiązać ze współczesnymi czasami, a dokładnie z epidemią, która obecnie zbiera żniwo na świecie. Bo tak jak my zmagamy się z koronawirusem, prudniczan niegdyś dotknęła dżuma. Zabytek, o którym mowa, to wotum, które stanęło w miejscu mogiły ofiar plagi bądź dla ich upamiętnienia.

- Kolumna maryjna została wzniesiona w 1694 r. na wzór słynnej monachijskiej kolumny. Wysmukła koryncka kolumna, którą wieńczy figura Matki Boskiej z dzieciątkiem, berłem i koroną na głowie. Poniżej czterej aniołowie, trzej to archaniołowie Michał, Rafał, Gabriel, czwarty to anioł stróż otaczający opieką małe dzieciątko. Poniżej tumba z pietą. Zgodnie z tradycją jest to zbiorowa mogiła ofiar dżumy, które zostały tu pochowane w 1624 r. - opowiada Husak.

- W figurze jest pewna tajemnica, bo gdy przyjrzymy się jej dokładnie, zobaczymy, że Madonna pod stopami depcze węża, co w wymiarze teologicznym symbolizuje odwieczną walkę dobra ze złem, zwycięstwo cnoty nad występkiem. Wyobrażenie ma jednak również wymiar polityczny. Prudnik był najbardziej protestanckim miastem Górnego Śląska. W dobie wojny trzydziestoletniej nad nurtami reformowanymi górę wzięli katolicy. A ci, chcąc zrobić na złość protestantom, wystawili figurę maryjną. Dokładnie wiedzieli, że luteranie nie uznają kultu maryjnego. Matka Boska w tej interpretacji będzie symbolizować triumfujący kościół katolicki depczący pod swoimi stopami herezję protestancką - zdradza tajemnicę przewodnik.

Pomnik czeskiego świętego - Jana NepomucenaPomnik czeskiego świętego - Jana Nepomucena Agencja Sportu i Promocji w Prudniku

Dżuma zdziesiątkowała miasteczko również w 1373 r. Uratowali się nieliczni, którzy schronili się w górach. Ci, którzy przeżyli, wrócili, spalili budynki i zaczęli budować miasto od nowa. Nazwali je wówczas "Neustadt", czyli "Nowe Miasto". Tak Prudnik nazywał się do zakończenia II wojny światowej.

Miasto szybko stanęło na nogi. W 1654 r. przybyli pierwsi kapucyni, którzy chcieli w czasach reakcji katolickiej pokazać ideał surowego zakonnika, oraz w 1764 r. bonifratrzy - mistrzowie opieki medycznej. To właśnie jednemu z nich, bratu Probusowi, pruski pułkownik kirasjerów Fryderyk Wilhelm von Röder zawdzięcza zdrowie. Pomógł mu, gdy podczas wojny siedmioletniej został ciężko ranny. Żołnierz postanowił się odwdzięczyć i sprowadził do miasta zakonników.

W barokowym kościele świętych Piotra i Pawła odnajdziemy wiele nawiązań do idei zakonu bonifratrów. Sklepienie zdobią piękne polichromie ze scenami nawiązującymi do uczynków miłości i miłosierdzia, a co za tym idzie zakonnego charyzmatu. W świątyni odnajdziemy też wizerunki świętych: św. Jana Bożego czy św. Jana Grande. Kapucyni założyli w Prudniku swój pierwszy klasztor na Śląsku, a bonifratrzy w jego pruskiej części po wojnach śląskich. 

Wieża WokaWieża Woka Urszula Abucewicz

Najstarszym zabytkiem Prudnika jest Wieża Woka, która nazwę bierze od budowniczego prudnickiego zamku - Woka Rosenberga. Niestety warownia spłonęła w 1806 r. i do dziś pozostała jedynie wieża, która jest najstarszą wieżą zamku prywatnego w Polsce.

Wyszyński i Gomułka

W klasztorze ojców franciszkanów w Prudnickim Lesie przetrzymywano kardynała Stefana Wyszyńskiego.

- Było to jego trzecie miejsce internowania spośród czterech. Przebywał tu najdłużej (w latach 1954-1955) i jest nieodgadnioną zagadką, dlaczego po uwolnieniu odwiedzał, co do zasady, wszystkie miejsca swojego internowania poza Prudnikiem. Mimo że warunki miał dużo lepsze aniżeli w Rywałdzie czy Stoczku Klasztornym. Tam próbuje się prymasa złamać, nie ogrzewa się celi, nie łata się dziur w dachu. Wyszyński notuje, że nie pamięta, aby w Stoczku Klasztornym chociaż raz rozgrzał stopy, woda na ścianach zamarza, odmawia mu się opieki dentystycznej. Tu ma lepiej, prywatną kaplicę, dostarcza mu się literaturę, może kontaktować się z bliskimi, może pracować. Mimo wszystko Prudnika nigdy nie odwiedza, tutaj odosobnienie doskwierało mu najbardziej - opowiada Husak.

Po czym przewodnik dodaje: - Jednocześnie tutaj Wyszyński, podczas czytania fragmentu "Potopu", w którym prymas Leszczyński radzi z królem Janem II Kazimierzem Wazą nad złożeniem ślubów i zawierzeniem Ojczyzny Najświętszej Marii Pannie, wpada na pomysł, aby odnowić Śluby Lwowskie Jana Kazimierza w postaci Jasnogórskich Ślubów Narodu w 1956 r. W ten sposób rozpoczyna 10-letni okres nowenny, który przygotuje kościół na millenium chrześcijaństwa w Polsce w 1966 r. I w ten sposób, najpewniej nieświadomie, zagra na nosie władzy ludowej.

Marcin Husak zwraca uwagę na coś jeszcze. - W Rywałdzie i Stoczku Klasztornym kardynał Wyszyński zaczął chorować na schorzenia górnych dróg oddechowych, co zresztą towarzyszyło mu od dzieciństwa. W Stoczku odnawiają mu się wszystkie dolegliwości, które wcześniej zostają zaleczone, władze, nie chcąc wykreować męczennika, znalazły więc takie miejsce, w którym prymas będzie mógł powrócić do zdrowia. Las Prudnicki się do tego idealnie nadawał ze względu na zróżnicowany drzewostan z przewagą lasów iglastych, a co za tym idzie prymas mógł skorzystać z naturalnego leczenia, tzw. pinoterapii, która koi górne drogi oddechowe przez wdychanie olejków eterycznych. Na Prudnik trzeba więc spojrzeć nie tylko jak na miejsce internowania, lecz także miejsce, w którym ocalono mu życie.

- Krążą plotki, że w Prudniku przetrzymywany był Władysław Gomułka. Czy jest coś na rzeczy? - dopytuję.

- Najpewniej są to plotki, których nie sposób zweryfikować w oparciu o wiarygodne źródła, a które żyją wśród prudniczan. Mieszkańcy twierdzą, że trzymano go razem z prymasem w klasztorze ojców franciszkanów bądź zamknięto go w Młynie Czyżykowym. Dwaj panowie siedzieliby więc blisko siebie i w tym samym czasie, nie wiedząc o swoim istnieniu. Tylko że prudniczanie byli święcie przekonani, że w klasztorze siedzi Gomułka - mówi przewodnik.

W klasztorze znajduje się cela klasztorna prymasa z zachowanym wyglądem i wyposażeniem oraz pomnik-epitafium upamiętniający uwięzienie. W obiekcie dobiegają końca intensywne prace remontowe z okazji zbliżającej się beatyfikacji prymasa. Obiekt na nowo został udostępniony zwiedzającym.

Fabryka adamaszku i filantropi

Ważną postacią w historii miasta jest Samuel Fränkel, który przybywa do Prudnika w 1827 r. Najpierw zakłada tutaj sklep z tekstyliami, handluje wyrobami lnianymi, konopnymi, bawełnianymi, a już 20 lat później kierować będzie fabryką adamaszku, która istniała do 2010 roku jako Zakłady Przemysłu Bawełnianego "Frotex".

Godną odnotowania jest postawa żydowskiego przedsiębiorcy i kontynuatorów jego dzieła - rodzin Fränkel i Pinkus, które myślały nie tylko o tym, jak się bogacić, lecz także, jak rozwijać miasto i dbać o swoich pracowników. Samuel Fränkel wybudował synagogę, jego syn Abraham Fränkel zasiadał w Towarzystwie Upiększania Miasta, które doprowadziło do powstania miejskiego parku.

Rzeźba Diany, którą sfinansowali FränklowieRzeźba Diany, którą sfinansowali Fränklowie Urszula Abucewicz

Fränklowie ufundowali także szpital przy ul. Piastowskiej, stworzyli zakładową szkołę zawodową, w której nauczano m.in. podstaw tkactwa oraz maszynoznawstwa. Mecenasi sponsorowali także uczniów i absolwentów prudnickiego gimnazjum.

To wszystko jest niezwykłe, gdy posłucha się opowieści na temat oszczędności seniora rodu. - Samuel był człowiekiem chorobliwie skąpym. Pozostawał wierny swojej kamienicy na prudnickim rynku, a co szabat zapraszał do siebie swoją liczną gromadkę wnuków i rozdawał im podzieloną na cząstki jedną pomarańczę. Nie więcej. Jedna pomarańcza równa się jeden tydzień. Jeśli więc owoc skończył się na jakimś dziecku, to w następnym tygodniu rozpoczynał od niego - przywołuje anegdotę pan Marcin. - Nestor rodu był przeciwny obnoszeniu się bogactwem, nie chciał, aby chrześcijanie zniechęcili się do żydowskiej diaspory.

Wnętrze willi włókniarzaWnętrze willi włókniarza Urszula Abucewicz

Jego syn Hermann był innego zdania. - Mnożąc pieniądze, postanowił oddać się swojej pasji, czyli kulturze Bliskiego i Dalekiego Wschodu. Finalnie został honorowym konsulem perskim w Berlinie. I w tym klimacie urządził swoją luksusową willę. W korytarzu umieszczono fontannę, nad którą dominuje postać małżonki przedsiębiorcy - Flory. W willi zakodowano idee harmonii mikrokosmosu z makrokosmosem, człowieka ze wszechświatem, ideę szczęścia i nieszczęścia rodziny. W tradycji Zachodu wyobrażała ją równowaga czterech żywiołów, a w tradycji Wschodu życiodajny cykl obiegu energii w oparciu o pięć elementów - jednej z fundamentalnych zasad feng shui. Uwiedzeni nią kroczymy w świat przepychu i luksusu - opowiada pan Marcin.

Fresk 'Znalezienie MojżeszaFresk 'Znalezienie Mojżesza Urszula Abucewicz

Na uwagę zasługuje też klatka schodowa z freskiem "Znalezienie Mojżesza" oraz reprezentacyjne sale, w których dziś odbywają się koncerty, wernisaże oraz spotkania artystów. Obecnie w willi, zwanej Białym Domem lub Domem Włókniarza, ma siedzibę Prudnicki Ośrodek Kultury.

Nie wykonał rozkazu Hitlera

W okolicach miasta, a dokładnie w Łące Prudnickiej, znajduje się niestety zdewastowany dziś pałac, którego ostatnim przedwojennym właścicielem był generał Dietrich von Choltitz, gubernator Paryża podczas II wojny światowej. Otrzymał rozkaz od Hitlera, aby wieżę Eiffla przetopić na armaty, a katedrę Notre-Dame, operę i Łuk Triumfalny wysadzić. Generał sabotuje rozkaz, poddaje się aliantom i umiera w 1966 r. w Baden Baden. O jego rozterkach w przededniu poddania miasta opowiadają filmy "Czy Paryż płonie?" z 1966 r. i "Dyplomacja" z 2014 r.

Ekskomunika

Czyżby nad miastem wisiała wciąż klątwa? Może dlatego straciło swoją pozycję? Na mieszkańców Prudnika została bowiem nałożona ekskomunika. Stało się to wprawdzie w drugiej połowie XV w., ale nigdy nie została zdjęta. A przynajmniej tak uważają historycy badający dzieje miasta. A stało się to tak, że Konrad IV - biskup wrocławski zapożyczył się okrutnie, łożąc wszelkie pieniądze na obronę ziem przed husytami. Przyparty do muru, w 1420 r. sprzedał Prudnik dwóm opolskim książętom, licząc, że rajcy prudniccy spłacą dług duchownego, uprzednio za niego poręczając. Niestety, ponieważ ci nie chcieli wywiązać się z umowy, a spór się wydłużał, na mieszkańców została nałożona ekskomunika.

Widok na willę Hermana FränkelaWidok na willę Hermana Fränkela Agencja Sportu i Promocji w Prudniku

Prudnik ma wiele twarzy, twarzy minionych pokoleń prudniczan. - Zadajmy sobie pytanie, ile Prudnik ma imion? - słyszę od pana Marcina. - Ma ich tyle, ilu jego mieszkańców. Jest urzeczywistnionym marzeniem o mieście. Dla jednych będzie prowincjonalnym miasteczkiem, dla innych metropolią. Miłość prudniczan objawia się nie tym, co o nim mówimy, ale tym, że mówiąc o nim, dajemy wyraz temu, że nie jest nam obojętny.

DOJAZD DO PRUDNIKA:

Uważasz, że twoja miejscowość powinna znaleźć się w naszym cyklu i chcesz o niej opowiedzieć? A może znasz kogoś, kto chętnie podzieli się z nami opowieścią o miejscu, z którego pochodzi? Napisz do nas na adres podroze@agora.pl.

Poznaj też poprzednie odcinki naszego cyklu "Stąd jestem". Znajdziesz je tutaj >>