Polskie miasto, o którym pisał "New York Times". Niektórym się wydaje, że mogli o nim nie słyszeć

Nawet jeśli się wam wydaje, że nigdy nie słyszeliście o Włodawie, to prawdopodobnie o niej słyszeliście. Jeśli nie jesteście wychowankami jedynie podcastów i Youtube, to być może gdzieś w autobusie lub u dziadków na herbatce usłyszeliście komunikat radiowej Jedynki, która codziennie podawała informację o stanie rzek - jedną z nich jest Bug, a pomiaru dokonuje się właśnie we Włodawie.

Polska to nie tylko duże, cieszące się popularnością miasta. To także wiele mniejszych miejscowości, które potrafią zachwycić nie mniej niż te najsłynniejsze. Poprosiliśmy ich mieszkańców i osoby, dla których są to miasta rodzinne, by wam o nich opowiedziały. Tak powstał cykl "Stąd jestem", na którego kolejne odcinki zapraszamy was w czwartek co dwa tygodnie o godzinie 19.

NAZWA: Włodawa 

ISTNIEJE OD: ... nie wiadomo, prawa miejskie uzyskała w 1534. Wiadomo jednak, że istniała już w pierwszej połowie XIII wieku jako jeden z grodów księstwa halicko-wołyńskiego i już wtedy mieszkała w niej ludność polska, ruska i żydowska. 

LOKALIZACJA: leży we wschodniej Polsce, w województwie lubelskim. Położona jest nad Włodawką i Bugiem, tuż przy granicy z Białorusią.

ZNAKI SZCZEGÓLNE: Na pewno słyszeliście o tym mieście ze względu na codzienny komunikat o stanie wody w rzekach emitowany od lat w radiowej jedynce "We Włodawie na Bugu". Ostatnio jednak jest o nim głośniej ze względu na antybetonozę oraz otwartość zauważoną nawet przez "New York Times". Poza tym od lat Włodawa to "miasto trzech kultur" i świetnego festiwalu o tej nazwie.  

***  

Czytaliście może o Włodawie w "New York Timesie"? Aż taki zasięg miała wiadomość o tym, że burmistrz Włodawy zaprosił do współpracy ze swoim miastem Francuzów z Saint-Jean-de-Braye, którzy z zerwali partnerstwo z nietolerancyjnym miasteczkiem Tuchów po tym, jak ogłosiło się strefą wolną od LGBT. "Włodawa przez wieki była miastem, w którym w zgodzie żyli obok siebie Polacy, Ukraińcy oraz Żydzi. Mieszkańcy Włodawy są otwarci na różnorodność i wielokulturowość" - napisał burmistrz Wiesław Muszyński do Vanessy Slimani, burmistrzyni francuskiego miasteczka.  

Na styku trzech kultur

Czy Włodawa naprawdę jest taka, jak mówi burmistrz? Czy mieszkańcy naprawdę są tak otwarci i pamiętają o bogatej historii tego miejsca? Na pewno powinni - mieszkają bowiem w miejscu, które kiedyś było typowym wschodnim sztetlem i w którym przed II wojną światową Żydzi stanowili prawie 70 proc. ludności. Miejscu, w którym obok siebie przez wieki żyli Polacy, Ukraińcy i Żydzi, w którym obok siebie istnieją kościoły, cerkiew i synagogi, a niegdyś był tu i zbór kalwiński. 

Tradycję wielokulturowości upamiętnia i kultywuje Festiwal Trzech Kultur - żydowskiej, polskiej i ruskiej związanych z trzema religiami: katolicyzmem, prawosławiem i judaizmem. Jarmark, pokazy rękodzielnictwa, ale przede wszystkim koncerty i spektakle w cerkwi i synagodze. Do Włodawy miano "miasta trzech kultur" przylgnęło dzięki naszemu dzisiejszemu bohaterowi. Przed wami Marek Bem, etnograf, historyk, doktor nauk humanistycznych, kustosz, przez wiele lat był pracownikiem i dyrektorem Muzeum Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego i Muzeum Byłego Hitlerowskiego Obozu Zagłady w Sobiborze. Pomysłodawca, twórca i wieloletni organizator Festiwalu Trzech Kultur. Choć pochodzi z Legnicy, to kiedy po studiach wybrał się z żoną Małgorzatą w jej rodzinne strony, wsiąkł totalnie. Jeśli chcecie zachęty, żeby tu przyjechać, skontaktujcie się z nim, bo nikt nie opowiada o tym miejscu tak pięknie jak on.  

embed

fot. archiwum prywatne Marka Bema

"Bóg dotknął palcem tych okolic"

Bem po Włodawie oprowadzał już uznanych artystów, a nawet najsłynniejszą restauratorkę w Polsce - Magdę Gessler. Tym razem oprowadzi nas, ale zacznie, jak to on, niestandardowo. 

- Gdybym miał teraz komuś pokazać, czym jest ten region, to zabrałbym tę osobę nad Bug. Zeszlibyśmy po zachowanych tu kocich łbach tzw. "Kościelniakiem", czyli drogą koło starej kaflarni i usiedlibyśmy tam zaraz obok miejsca pomiaru poziomu wody. Czy pani sobie wyobraża, że Bug to ostatnia nieuregulowana rzeka w Europie? Moglibyśmy podwinąć nogawki i pomoczyć stopy, a ja przy okazji opowiedziałabym o Włodawie z innej perspektywy. Położona w nadbużańskiej dolinie, na pojezierzu jest właściwie pierwszym miastem Unii Europejskiej, jeśli patrzeć od Wschodu - snuje historyk.

- Żeby zorientować się o złożoności historii tutaj, wystarczy wymienić takie rody jak Sanguszkowie, Leszczyńscy, Czartoryscy, Zamojscy. Oni wszyscy mieli niezwykły wpływ na te tereny - opowiada dalej. - Choć być może tak naprawdę liczy się tu czysta woda, puste drogi, cudownie pachnące łąki, nad którymi rano unosi się malownicza mgła, rozsiane na polach kapliczki i gościnność mieszkańców tych terenów - dodaje, wspominając, że kiedy przyjeżdżali tu jego studenci na badania terenowe, to - zamiast wrócić wieczorem do bazy z codziennym raportem - często przepadali na parę dni szczęśliwie zaopiekowani przez lokalnych mieszkańców, którzy zapraszali ich na wesela, chrzciny, a czasami i do wspólnej pracy w polu.

Bem opowiada, że tu nadal przed chałupami siedzą babcie i dziadkowie, trochę jest tak, jakby czas wstrzymał oddech. Ma też takie powiedzenie, że "Pan Bóg dotknął palcem tych okolic", tak tu jest pięknie i tyle tu potencjału, choć nie zawsze dobrze wykorzystanego.  

- Włodawa - ciągnie Bem - to też miasto, z którego idealnie jest robić sobie wycieczki, bo choć niejako pozbawieni jesteśmy jednej strony, w którą moglibyśmy pojechać, bo przecież jest tam granica, to jednak w jeden dzień jesteśmy w stanie z Włodawy wyjechać i zwiedzić choćby Romanów z muzeum Kraszewskiego, pobliską Różankę z niezwykłym pałacem Zamojskich i przepięknym akurat tam Bugiem, miejscowość o nazwie Hanna, gdzie mamy Muzeum starej wsi i Galerię malarstwa Stanisława Baja w dawnej szkole carskiej, Jabłeczną z przepięknym monastyrem, który podobno założono, gdy Bugiem przypłynęła w to miejsce ikona z wizerunkiem Świętego Onufrego, Sobibór, Bytyń, Zbereże z zakolami Bugu czy Wolę Uhruską z fajną plażą - poleca Bem, który zabiera tam ludzi na plenery malarskie i zadowolony obserwuje zachwyt przyjezdnych. Można tam podjechać rowerem czy podpłynąć kajakiem, który na miejscu łatwo wypożyczyć. Warto po drodze zatrzymać się na jedzenie lub nocleg w którejś z pobliskich agroturystyk.

Na przykład w starym kamiennym spichlerzu otoczonym starodrzewiem, czyli Siedlisku Perehod - Magia Przejścia. W domu tym na stałe mieszkają dwa psy, kuc Nina i dziewięć kóz. Albo w Villi Spełnione Marzenia, która przez lata pełniła rolę karczmy, prawosławnej plebanii, muzeum i szkoły. Teraz to siedziba uroczego hoteliku. Znawcy donoszą, że w poukrywanych na Polesiu agroturystykach można zjeść cebularze lubelskie, ukraińskie bliny, salo, moskale, hreczniaki (hreczka to kasza gryczana, a hreczniaki to kotleciki z kaszy) i prażuny (ziemniaczane kluski) oraz, że pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie słynie z karasi. Karasie mogą być faszerowane borowikami smażonymi z cebulą i zapiekane w piecu. Jeśli chcecie skosztować regionalnego jedzenia w samej Włodawie, łatwo nie będzie, ale zawsze można zjeść gołąbki po włodawsku, które na zamówienie robi Sylwek Lis w Atmosfera Cafe. Są wypełnione kaszą jaglaną, zieloną pietruszką, marchwią, ogórkiem małosolnym, na musie buraczano-chrzanowym, a podawane ze stekiem z kompresowanej golonki. Szef obiecuje, że niedługo wejdą na stałe do karty.   

Ulica, przy której jest wszystko

Wróćmy jednak do samej Włodawy. Jedne z najciekawszych zabytków w tym mieście położone są prawie na tej samej ulicy. - Gdzie indziej podczas krótkiego spaceru ma się okazję, by zobaczyć jednocześnie przepiękny kościół, cerkiew i do tego dwie synagogi? - pyta Marek Bem. - To daje niezwykłą możliwość uczenia o koegzystencji, o sąsiedztwie i tolerancji - dodaje.

Zwiedzanie Włodawy można więc np. zacząć blisko Buga: zobaczyć koniecznie barokowy kościół parafialny św. Ludwika zbudowany według projektu włoskiego architekta Pawła Fontany i położone zaraz koło niego piękne zabudowania klasztoru Paulinów. Niedaleko malowniczo usytuowana jest cerkiew - niegdyś unicka, obecnie prawosławna, zbudowana w stylu bizantyjsko-rosyjskim z elementami klasycystycznymi. 

Całkiem blisko, na zachód od włodawskiego rynku, mieści się z kolei zespół synagogalny. To unikalny w Polsce kompleks trzech pożydowskich budynków, które należały do włodawskiego kahału - gminy żydowskiej. Tworzą go: Wielka Synagoga, wybudowana w latach 1764-1774, Mała Synagoga - dom studiów modlitewnych z końca XVIII w. i Dom Pokahalny z 1928 r. - Tej historii mieszkańców Włodawy, których już nie ma, a którzy kiedyś stanowili gros Włodawian, można tu uczyć za pomocą architektury, koncertów czy przedstawień teatralnych na festiwalu, czy opowiadając historie drobnych, zachowanych w zbiorach muzeum przedmiotów - opowiada Marek Bem, którego żona przez lata prowadziła we Włodawie zajęcia edukacyjne.  

embed

Kompleks synagogalny, fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

Idąc dalej od Buga, dojdziemy w końcu do włodawskiego rynku. Jego środek zajmuje tzw. "czworobok" - budynek na planie kwadratu z dziedzińcem po środku, aktualnie mieszczący sklepy, a niegdyś kramy i jatki miejskie. Kiedyś do środka prowadziły dwie bramy wjazdowe, a wewnątrz czworoboku znajdował się obszerny dziedziniec - dziś jest tam parking. Według lokalnej legendy to tam właśnie odbył się pojedynek Wołodyjowskiego z Bohunem chociaż w powieści Sienkiewicza bohaterowie ewidentnie walczą w Lipkach koło Warszawy. Do Włodawy ściągają jednak wielbiciele twórczości Henryka Sienkiewicza. To bowiem tutaj Rzędzian z "Ogniem i mieczem" spotkał w zajeździe Bohuna, który leczył rany po pojedynku z Michałem Wołodyjowskim, podającego się za szlachcica Hulewicza z Podola.

embed

Czworobok, fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

Wracając jednak do czasów dzisiejszych i Czworoboku: koniecznie obejrzyjcie kilkanaście klasycystycznych domów z przełomu XVIII i XIX wieku, które zachowały się przy rynku. - Usiądźmy na rynku i przyjrzyjmy się kamienicom opowiadającym historię mieszczaństwa, znajdźmy domy, po których widać, że mieszkali w nich Żydzi, przejdźmy się wokół cerkwi i parku Kasztanowego, o którym pisał Michał Książek, żeby poczuć, jak to tu kiedyś było - zachęca Marek Bem. - We Włodawie takie podróże w czasie są możliwe: 10 minut na rynku czy koło cerkwi, przy klasztorze czy synagodze daje niezwykłą perspektywę.  

embed

Czworobok, fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

Co do Czworoboku i rynku - ciekawy jest jeszcze z jednego powodu. Jeśli jesteście wielbicielami tradycji, zabytków i przyrody, być może o Włodawie słyszeliście właśnie z powodu tego, że grupa aktywistów zablokowała tam tzw. "betonozę", czyli plan rewitalizacji centrum miasta zakładający wycięcie drzew, likwidację zieleńców na rzecz betonu. To chlubny przykład wśród polskich miast. "Betonowe pustynie, na których latem nie można wysiedzieć, są już w centrum Parczewa, Skierniewic i Lubaczowa, betonowe ożywienie widać w Kielcach, Włocławku i Ciechanowie" – napisał przyglądający się włodawskim "antybetonowcom" Grzegorz Szymanik w "Dużym Formacie". Po interwencji, a wręcz walce o drzewa i zachowanie historii lokalnych aktywistów projekt przebudowy włodawskiego czworoboku ma być zmieniony zgodnie z uwagami konserwatora zabytków i włodawskich aktywistów, którzy uporczywie naciskali na burmistrza miasta, a i teraz patrzą mu na ręce. Może uda się uratować kasztanowce, w których cieniu można napić się kawy po włodawsku ze schowanej w czworoboku Kawiarni Centrum. To klasyczna polska zalewajka, ale dobrze dosmaczona przyprawami wedle uznania właścicielki bądź humoru baristki.  

"Pośpiech nie jest tutaj darem"

Skoro o kawie mowa, to Marek Bem odsyła nas na nią do jednej z najpiękniejszych w Polsce agroturystyk - oddalonego o 11 kilometrów od Włodawy Siedliska Sobibór. To przepięknie odrestaurowane, gościnne miejsce (od paru lat na czołowych miejscach rankingów najpiękniejszych agroturystyk w Polsce!) ma też sklepik z lokalnymi wyrobami. I choć Sobibór większości osób kojarzy się z tragicznym miejscem - obozem zagłady - to jego okolice to przede wszystkim piękna przyroda, którą upodobały sobie rzadko spotykane w kraju gatunki roślin i zwierząt. W Sobiborskim Parku Krajobrazowym można spotkać największą w Polsce populację żółwi błotnych. Oprócz nich są tu także bieliki, orliki, bociany czarne czy cietrzewie.   

embed

Siedlisko Sobibór, fot. Przemysław Jendroska

embed

Siedlisko Sobibór, fot. BOLEK!

Zresztą cała okolica Włodawy jest niesłychanie malownicza, co widać szczególnie z lotu ptaka - Bug wije się szalenie, tworząc niewielkie plaże na często karkołomnych zakrętach. Można też przypatrzeć się niewielkim cerkiewkom położonym praktycznie na brzegu. Najciekawsze zdjęcia tych miejsc, dzięki którym można Polesie obejrzeć przynajmniej online, robi Dominik Stecki z profilu "Patrz na Wschód", który do tego nagrywa filmiki opowiadające historię pobliskich terenów. 

embed

Bug, fot. Dominik Stecki/Patrz na Wschód 

Marek Bem właśnie ten wijący się, dziki, nieuregulowany Bug ukochał sobie tutaj ponad wszystko. - Proszę mi uwierzyć: to prawdziwe bogactwo tego terenu, piękniejszej rzeki na świecie nie ma. Często zdarzało się tak, że zabierałem znajomych z innych części kraju na wycieczkę rowerem do Orchówka, do klasztoru Kapucynów - to wyjątkowo piękna trasa, którą bardzo polecam. Oglądam się za siebie, a oni nie jadą, stanęli. Wracam więc, pytam, co się dzieje, a oni zachwyceni zbierają poziomki i zagapiają się na widok. Tu u nas należy tak właśnie się zatrzymać, zwolnić. Pośpiech nie jest tutaj darem - zdradza.  

Dojazd do Włodawy:

Uważasz, że twoja miejscowość powinna znaleźć się w naszym cyklu i chcesz o niej opowiedzieć? A może znasz kogoś, kto chętnie podzieli się z nami opowieścią o miejscu, z którego pochodzi? Napisz do nas na adres podroze@agora.pl.

Poznaj też poprzednie odcinki naszego cyklu "Stąd jestem". Znajdziesz je tutaj >>