Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Wyspy Owcze. Raj policzalny

  • Pin It
Marcin Michalski, Maciej Wasielewski
11.02.2008 , aktualizacja: 08.02.2008 15:28
A A A Drukuj
Kościół w Vidareidi na wyspie Vidoy Fot. Marcin Michalski, Maciej Wasilewski Kościół w Vidareidi na wyspie Vidoy
48 tysięcy mieszkańców i prawie dwa razy tyle owiec
Kollafjordur Tunnilin
Fot. Marcin Michalski, Maciej Wasilewski
Kollafjordur Tunnilin
Niezamieszkała wysepka Litla Dimun
Fot. Marcin Michalski, Maciej Wasilewski
Niezamieszkała wysepka Litla Dimun
W niedzielę pub w Tórshavn jest zamknięty
Fot. Marcin Michalski, Maciej Wasilewski
W niedzielę pub w Tórshavn jest zamknięty
Na odludziu Europy żyją rozśpiewani potomkowie norweskich wikingów - Farerczycy, pasterze i wielorybnicy. Ich ojczyzna - Archipelag Wyspy Owcze, to lilipuci punkt między Islandią, Norwegią i Wielką Brytanią. Baśniowe, przykryte wieczną mgłą miejsce zmagań człowieka z naturą, kraina wiatru, deszczu, ryb i ptaków.

***

Autobus linii 300 łączącej lotnisko na wyspie Vágar ze stołecznym Tórshavn jest dziś niebieskim żółwiem na gumowych łyżwach. Kolejne metry wyślizganej serpentyny (poranna gołoledź!) pokonujemy z duszą na ramieniu, podskakując w ciasnej skorupie pojazdu. Za szybą skalista kotlina, zmierzwione wody cieśniny Vestmannasund i - nareszcie! - tunel łączący Vágar ze Streymoy. Pięciokilometrowy korytarz pod Atlantykiem otwarto w grudniu 2002 r., odciążając niepraktyczną przeprawę promową Oyragjógv - Vestmanna. To jeden z dziewiętnastu tuneli na Wyspach Owczych, pierwszy, który wyrzeźbiono pod brzuchem oceanu, i jeden z dwóch za przejazd którymi zmotoryzowani muszą sięgać do portfela.

Nagle osobliwość - punkt przesiadkowy widmo - Kollafjordur Tunnilin, strategiczny przystanek dla pasażerów jadących z Vágar na Eysturoy. Samotna wiata spogląda na osadę położoną dwa kilometry niżej, śmietnik i podłużna popielnica lśnią czystością, na skarpie drzemie owca. Sznur samochodów sunących w kierunku stolicy wyjaśnia (częściowo), dlaczego nie ma tabliczki z rozkładem jazdy.

- Nareszcie pasażer, zapraszam! - woła uradowany kierowca autobusu do Klaksvik. - Przed południem nie ma co liczyć na towarzystwo. W Nordskáli wsiądzie Szkot, bibliotekarz. Służę bilecikiem.

Zanim miniemy "jedyny most nad Atlantykiem", swatający w wąskim przesmyku cieśniny Sundini dwie największe wyspy Streymoy i Eysturoy, szofer zdąży opowiedzieć o swojej rodzinie (syn studiuje w Kopenhadze, córka gra w szkolnym teatrze i trenuje piłkę ręczną), o lokalnej prasie (mamy dwa dzienniki, oba dobre), o komunikacyjnych planach rządu (niedługo powstaną tunele łączące Tórshavn z Toftir i wyspą Sandoy), o Polsce (za młodu byłem w Gdyni, ładne miasto) i o farerskim Święcie Zmarłych (opuszczamy flagi narodowe do połowy, aby oddać hołd tym, którzy zginęli na morzu).

Nie kończy opowieści o wczorajszym zatonięciu pijanego rybaka, bo do autobusu pakuje się wspomniany Szkot. - Dziś mamy kurs międzynarodowy: Farerczyk, Polak i Brytyjczyk! - wita gromko ekscentrycznie ubranego dżentelmena. Zapytany, czy Wyspy Owcze mają szansę stać się trzecim po Czarnogórze i Kosowie krajem europejskim, który uzyska niepodległość w XXI w., odpowiada: - Niemożliwe. Obecnie koniunktura gospodarcza jest bardzo dobra, ale to się zmienia w systemie dziesięcioletnim - po latach tłustych przychodzą chude. Jesteśmy zbyt słabi, by uniezależnić się od Danii.

Wyspy Owcze - terytorium autonomiczne Danii - to nastolatek, który od czasu do czasu musi przychodzić do mamy po kieszonkowe.

***

Deszcz leje się wiadrami. Bywa, że zamienia się w kłujące pociski gradu. Wiatr z kolei potrafi zatrzymać człowieka w miejscu, rozkołysać do szaleństwa domowe żyrandole, namówić szyby w oknach to tańca. Ani człowiek, ani kaczka, która szuka schronienia pod nadwoziem terenowego Nissana na osamotnionej wyspie Vidoy nie lubią, gdy oba żywioły wchodzą w komitywę.

W poszukiwaniu ciemności absolutnej ruszamy około północy ścieżką z Sandavágur w kierunku skalnej iglicy zwanej Palcem Wiedźmy. Niestety, zaczyna padać śnieg i tajemnicza czerń zanika. Tuż obok naszych stóp odrywają się od ziemi dwa białe płaty. To owce - pognały jak opętane w stronę urwiska, na przysypanym puchem zboczu straszy czarna plama.

William Heinesen, farerski prozaik i poeta, w jednym z opowiadań tomu "Zaczarowane światło" określił owce jako "apatyczne wełniane tłumoki". Na Wyspach Owczych żyje ich ok. 77 tysięcy. Ta liczba mogłaby być o wiele większa, ale jest regulowana przez przepisy "Listu owczego" z... 1298 r. - na jedną z 2400 działek pastwisk (mork) wydzielonych w całym kraju przypadają maksymalnie 32 zwierzęta. Limit jest niezbędny, aby dla wszystkich wystarczyło trawy i nie zwiększyło się ryzyko chorób. Owieczki są płochliwe, ale sprytne - można je dostrzec nawet na niedostępnych dla człowieka półkach skalnych wystających z klifów.

Następnego ranka rozmawiamy z mężczyzną, który każdej jesieni prowadzi stado na ubój. - Pokażę wam coś - zaprasza szerokim gestem do warsztatu. To coś to obcięte owcze głowy, jelita, wątróbki, korpusy i inne "aromatyczne" paskudztwa.

- Z uda tnę płat ścięgna, wystawiam na wiatr i mam przysmak do pieczywa. A próbowaliście naleśników z krwi? Walcząc z mdłościami, odpowiadamy pytaniem na pytanie: - Dlaczego nie robicie serów z mleka owczego? Rozbrajająca riposta: - To niepraktyczne.

***

Tórshavn, jedna z najmniejszych stolic świata. Żyje drugim życiem, po tym jak wielki pożar pochłonął całe miasto w 1673 r. Zabytkowy port, kilkaset łodzi i szkunerów, lilipucia starówka w kolorze łososiowym, stadion, restauracje, galeria sztuki, teatr, kino. Dachy starych chat porośnięte trawą korespondują ze szklanymi konstrukcjami banków i urzędów.

Spotykamy się z Hedinem Mortensenem, merem Tórshavn. Wysokie ściany sali bankietowej, w której w lutym 2007 r. gościł Bill Clinton, ozdabiają obrazy najsłynniejszych farerskich artystów, m.in. Nielsa Kruse, Mariusa i Torbjorna Olsenów - przeważają abstrakcje i pejzaże. Wśród malowideł odnajdujemy podpis Ankera Mortensena, dziadka mera. Hedin też maluje. W wolnych od politykowania chwilach grywa w piłkę i strzyże owce.

- Zdaje się, że ludzie w waszych wielkich miastach nie żyją ze sobą tak blisko jak my. Tu w Tórshavn, jak ktoś oddaje na mnie głos, to dlatego, że mnie poznał i przekonał się, że jestem fajnym facetem - śmieje się mer. - Tak jak inni hoduję owce, po pracy babram się w błocie, doglądając, czy niczego im nie brakuje.

***

Stara portowa pijalnia piwa Tórsholl, u zbiegu ulic Heinasonar i Dr. Jakobsensgota. Pod drzwiami wyczekuje wyraźnie strudzony mieszkaniec Tórshavn, na oko czterdziestolatek. Jest niedziela, zapomniał, że tego dnia, wszystkie puby są nieczynne. Ma za co pić. Jest rybakiem, przed piętnastoma laty ożenił się z bogatą Norweżką.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Pomarzyc dobra rzecz... eastsider 31.08.08, 00:09

    Ten pomysl z Wyspami Owczymi- przedni. Preferowalbym jednak, przezanalogie, Wyspy Dziewicze.»

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku

Aktualna oferta