Tunis - niesłychanie spokojna stolica
01.05.2007
, aktualizacja: 13.09.2006 15:49
Będąc na wakacjach w Tunezji, warto zrezygnować na jeden dzień z leżenia na plaży i odwiedzić to nieduże, pełne uroku miasto
ZOBACZ TAKŻE
- Spa w kraju jaśminów (12-05-08, 06:00)
- List z północno-zachodniej Tunezji. Z dala od pustyni (01-05-07, 00:00)
- Tunezja. Spacerkiem po medynie (01-05-07, 00:00)
- Podróże po Tunezji. Kuchenny alfabet (01-05-07, 00:00)
Większość metropolii świata arabskiego to kipiące nieustannym gwarem i ruchem, zazwyczaj wielomilionowe miasta. Stolica Tunezji jest zaskakująco inna - cicha i kameralna, ciekawa mieszanka arabskiej i śródziemnomorskiej kultury. Stare, eleganckie kamienice na wysadzanych palmami bulwarach pełnych kawiarni i patiserii przywołują obrazy Marsylii czy Ajaccio, żywo kontrastując z pięknie zachowaną arabską medyną - tajemniczym labiryntem krętych, ciemnych uliczek i uroczych placów z fontannami, starymi meczetami i maleńkimi lokalami, gdzie grający w trik-traka mężczyźni niespiesznie popalają szisze.
Tunis (10 km od morza) w przeciwieństwie do turystycznych resortów Tunezji nie jest oblegany przez turystów. I w tym jego urok! Jeżeli zawitamy tu wcześnie rano, jeden dzień wystarczy na zwiedzenie miasta, tym bardziej że z kurortami łączy je znakomita autostrada.
***
Ma prawie 3 tys. lat, a wywodzi swe pochodzenie od fenickiego miasteczka Tunes, siedem wieków p.n.e. należącego do państwa kartagińskiego. Jednak aż do VII w. n.e. był mało znaczącym miastem handlowym. Kiedy w 695 r. zdobyli go Arabowie, emir Hasan bin Numan uznał Tunes za znakomite miejsce strategiczne i nakazał rozbudowę ze szczególnym uwzględnieniem Medyny i kanału łączącego miasto z morzem. W ten sposób stał się on portem i twierdzą obronną. W następnym stuleciu wzniesiono imponujący meczet az Zajtuna, największy w tym rejonie Morza Śródziemnego. W IX w. aghlabidzki przywódca Ibrahim bin Ahmed przeniósł tu swoją rezydencję i ustanowił w nim stolicę.
Dwa wieki później Tunis jako jedyne miasto rejonu nie został spustoszony podczas najazdu berberyjskich plemion na wybrzeże dzisiejszej Tunezji i Libii, i to m.in. z tego powodu stał się na wiele lat jednym z głównych ośrodków kultury i nauki królestwa Almohadów. Następna dynastia arabskich władców - Hafsydzi (XIII-XVI w.) - jeszcze bardziej przyczyniła się do ekonomicznego i intelektualnego rozwoju Tunisu, kładąc szczególny nacisk na rozwój nauki przez założenie wielu szkół handlowych i technicznych, a przede wszystkim przez ustanowienie uniwersytetu, jednego z największych w rejonie Morza Śródziemnego. To tutaj tworzył znakomity uczony, filozof i myśliciel muzułmański Ibn Chaldun uważany za współtwórcę podstaw dzisiejszej filozofii historii i nauki o społeczeństwie.
Kiedy pod koniec XVI w. miasto, mocno zniszczone podczas walk hiszpańsko-tureckich, dostało się we władanie Turków, stało się wielkim ośrodkiem emigracji wygnanych z Hiszpanii andaluzyjskich muzułmanów i Żydów uciekających przed prześladowaniami Inkwizycji. Nowi przybysze z arabskiej Hiszpanii przywieźli ze sobą tradycje i zamiłowanie do wyrafinowanej kultury, myśli i cywilizacji arabsko-muzułmańskiej słynącej m.in. z pięknej mauretańskiej architektury. Osmańscy władcy przyjmowali uchodźców z otwartymi rękoma, a ci odwdzięczyli się im pomocą w odbudowie miasta i w jego dalszym intelektualnym rozwoju. Architektoniczne wpływy kalifatu hiszpańskiego są do dziś widoczne w starej części Tunisu.
Podczas kolonizacji francuskiej na osuszonych terenach Jeziora Tuniskiego powstało piękne, istniejące do dzisiaj ville nouvelle (nowe miasto).
***
Spotykają się tu różne tradycje, epoki i style. Zwiedzanie najlepiej zacząć od największej atrakcji - spacer po Medynie dla kogoś, kto nigdy nie odwiedzał arabskich starówek, będzie niezapomnianym przeżyciem. Ten wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO zmurszały labirynt korytarzy, zadaszonych tuneli i wąziutkich uliczek uderza niesamowitą, tajemniczą atmosferą, przenosząc nas w orientalny świat. Niektóre budowle stoją tu od VII w. Można korzystać z mapy, ale lepiej dać się ponieść nogom i oczom, zagubić w tej fascynującej kamiennej plątaninie, tym bardziej że nawet posługując się planem, i tak się zgubimy - Medyna jest niesamowicie pogmatwana. A co ciekawe i ważne dla zwiedzających, zabudowa jest tak skonstruowana, że latem zatrzymuje zbawienny chłód, a zimą kumuluje ciepło murów.
Główną atrakcją Medyny jest wspomniany już az Zajtuna (dosłownie: Meczet Oliwny) znany także jako Wielki Meczet, wzniesiony w 734 r. i przebudowany w IX w. w surowym stylu charakterystycznym dla dynastii Aghlabidów (niemuzułmanie mogą go zwiedzać tylko od 8 do 12, wstęp bezpłatny). Podczas budowy użyto kolumn i fragmentów ocalałych z ruin rzymskiej Kartaginy, a pod koniec X w. dodano wysoki minaret. W środku jest urządzony bardzo oszczędnie i ascetycznie nawet jak na kanony muzułmańskie, a atmosfera spokoju i odosobnienia jest doprawdy błogosławioną ulgą po wibrującym gwarze i tłoku starego miasta. Wokół usadowiło się kilka medres - koranicznych szkół - wspaniałe przykłady połączenia stylu mauretańskiego z osmańskim. Medresa Muradija (obecnie szkoła rzemieślnicza) wyróżnia się murami nabijanymi ozdobnymi ćwiekami (wstęp wolny). Medresa Bachija wybudowana w XVIII w. przez Turków przyciąga wzrok pomalowanymi w pasy łukami oraz niewielką fontanną przed wejściem (wstęp wolny), w środku pracownia rzemiosła. Natomiast Medresa Drzewa Palmowego, najstarsza z nich, wciąż pełni funkcję szkoły religijnej i nie można jej zwiedzać. Trzeba zadowolić się piękną architekturą i kunsztownie zdobionymi drzwiami.
Kolejną atrakcją są bazary (po arabsku suki), czyli kompleksy sklepów i sklepików, pogrupowane według asortymentu. Najlepsze, tzn. sprzedające bardziej wyrafinowane towary, jak biżuteria czy perfumy, są w bezpośrednim sąsiedztwie Wielkiego Meczetu. Pozostałe stoiska, np. kowali, rzeźników czy kotlarzy, znajdziemy na obrzeżach Medyny. Każdy suk zazwyczaj posiada swój mały plac, którego nazwa wywodzi się od sprzedawanych towarów czy od grupy handlujących kupców (np. Suq El Grana - od Żydów z Grenady).
Jednym z głównych targowisk jest Grand Souq des Chechias, czyli Bazar Czapek, a dokładniej fezów - charakterystycznych tunezyjskich nakryć głowy, przede wszystkim w kolorze czerwonym, rzadko już używanych. Kilkanaście uliczek i plac pełen małych, zakurzonych sklepików. Jeszcze kilka wieków temu produkcja tych czapek (eksportowanych do całego muzułmańskiego świata) była jedną z najważniejszych gałęzi gospodarki tunezyjskiej. Dziś fezy kupują przede wszystkim ludzie starsi, no i oczywiście turyści.
Chociaż na chwilę trzeba wpaść na Suq el Attarin, założony w XIII w. suk perfumiarski, na którym oprócz perfum kupimy też wspaniałe esencje i olejki. Targujemy się długo i nieustępliwie. A kiedy, udając poirytowanie, machamy ręką i porzucamy zdenerwowanego sprzedawcę, ten biegnie za nami i wciska flakony za oferowaną przez nas cenę. Chociaż czasami nie biegnie... Targowanie się na suku to bardzo przyjemna rozrywka - trochę zabawa, trochę gra. Ale wymaga długiej nauki, jeżeli chcemy uzyskać naprawdę atrakcyjną cenę.
Warto wspomnieć jeszcze o Suq el Berqa, gdzie handluje się złotem, choć wyroby nie umywają się artystycznie do biżuterii Syrii czy Egiptu, a i ceny są znacznie wyższe niż na Bliskim Wschodzie.
Przechadzając się uliczkami starego miasta, nie zapomnijmy o skosztowaniu tunezyjskich specjałów. Pełno tutaj małych i dużych knajpek z wystawionymi na ulicy stolikami, przy których możemy coś przekąsić, wypić miętową herbatę i zapalić sziszę. Koty jak zawsze będą się nam intensywnie przyglądać, licząc na swoją dolę. Wybierajmy knajpy lokalne, nie te nastawione na turystów - będzie smaczniej i taniej. Najlepiej te, w których jest dużo ludzi. To znak, że lokal cieszy się powodzeniem, a przygotowywane w nim potrawy są świeże.
Tunezyjska kuchnia należy do najbardziej pikantnych na świecie. Wiele dań jest smażonych na wspaniałej w smaku, gęstej mieszance oliwy z czosnkiem. Ale podstawowym składnikiem jest harissa - czerwona pasta z papryczek chili, czosnku, dżiry (rodzaj kminku), soli i czasami ziół. Ta pasta występuje też w innych odmianach, kolorach i smakach, mniej lub bardziej pikantnych (zazwyczaj bardziej). Najpopularniejsza przystawka to miseczka oliwy (znakomitej!) i kawałek tabouna - ciepłego podpłomyka posmarowanego harissą. Potem poprośmy (koniecznie!) o briq a l'oeuf - smażony na głębokim oleju rodzaj naleśnika z kruchego ciasta wypełniony jajeczno-kartoflano-ziołową masą udekorowaną lekko ściętym jajkiem na miękko. Wszystko skropione sokiem z cytryny. Po prostu doskonałe!
Potem proste, a znakomite danie ludu pracującego Tunezji: lablabi - gęsta zupa z cieciorki z kawałkami baraniny i grzankami posypana świeżą kolendrą i polana obficie harissą (żylaste kawałki baraniny oddajemy kotom). Następnie danie główne, czyli kuskus, przyrządza się tu podobno na 300 sposobów. Góra kaszy polanej gęstym sosem mięsnym i przyozdobiona gotowanymi, pikantnymi warzywami. Do tego miska sosu, miska jogurtu i miseczka harissy. Potem kawa z mikroskopijnych filiżanek i talerz corne de gazelle - ciastek wypełnionych siekanymi orzechami zapiekanymi w miodzie.
Potem długo nigdzie nie idziemy, tylko siedzimy, palimy fajkę wodną i patrzymy na arabską starówkę. Dym z sziszy zazwyczaj pachnie różą, czasem truskawką. Ludzie pytają nas, jak się czujemy i skąd pochodzimy. Uśmiechają się. Tunezyjczycy są niezwykle sympatyczni i gościnni. Jeżeli jesteśmy z małym dzieckiem, będzie ono nieustannie adorowane - Tunezyjczycy uwielbiają dzieci. Aha, i jeszcze deglat ennour (palec światła) - wspaniały w smaku, delikatny daktyl. Chociaż jeden. Potem już możemy wstać i opuścić Medynę. Na pewno kiedyś tu jeszcze wrócimy.
***
Ville nouvelle - nowoczesna część Tunisu to szerokie bulwary i małe uliczki o francuskim charakterze. Kamienice w paryskim stylu, z oknami zakrytymi wysokimi okiennicami i pięknymi balkonami, często z misternie kutymi żelaznymi balustradami. Nowoczesne sklepy, salony mody i niezliczona ilość cafes, rotisseri czy patisseri. Wszędzie pióropusze palm, zadbane klomby tropikalnych kwiatów, ocienione, spokojne skwery, gdzie starsi ludzie grają w boule (rodzaj kręgli) i czytają gazety.
Tunis (10 km od morza) w przeciwieństwie do turystycznych resortów Tunezji nie jest oblegany przez turystów. I w tym jego urok! Jeżeli zawitamy tu wcześnie rano, jeden dzień wystarczy na zwiedzenie miasta, tym bardziej że z kurortami łączy je znakomita autostrada.
***
Ma prawie 3 tys. lat, a wywodzi swe pochodzenie od fenickiego miasteczka Tunes, siedem wieków p.n.e. należącego do państwa kartagińskiego. Jednak aż do VII w. n.e. był mało znaczącym miastem handlowym. Kiedy w 695 r. zdobyli go Arabowie, emir Hasan bin Numan uznał Tunes za znakomite miejsce strategiczne i nakazał rozbudowę ze szczególnym uwzględnieniem Medyny i kanału łączącego miasto z morzem. W ten sposób stał się on portem i twierdzą obronną. W następnym stuleciu wzniesiono imponujący meczet az Zajtuna, największy w tym rejonie Morza Śródziemnego. W IX w. aghlabidzki przywódca Ibrahim bin Ahmed przeniósł tu swoją rezydencję i ustanowił w nim stolicę.
Dwa wieki później Tunis jako jedyne miasto rejonu nie został spustoszony podczas najazdu berberyjskich plemion na wybrzeże dzisiejszej Tunezji i Libii, i to m.in. z tego powodu stał się na wiele lat jednym z głównych ośrodków kultury i nauki królestwa Almohadów. Następna dynastia arabskich władców - Hafsydzi (XIII-XVI w.) - jeszcze bardziej przyczyniła się do ekonomicznego i intelektualnego rozwoju Tunisu, kładąc szczególny nacisk na rozwój nauki przez założenie wielu szkół handlowych i technicznych, a przede wszystkim przez ustanowienie uniwersytetu, jednego z największych w rejonie Morza Śródziemnego. To tutaj tworzył znakomity uczony, filozof i myśliciel muzułmański Ibn Chaldun uważany za współtwórcę podstaw dzisiejszej filozofii historii i nauki o społeczeństwie.
Kiedy pod koniec XVI w. miasto, mocno zniszczone podczas walk hiszpańsko-tureckich, dostało się we władanie Turków, stało się wielkim ośrodkiem emigracji wygnanych z Hiszpanii andaluzyjskich muzułmanów i Żydów uciekających przed prześladowaniami Inkwizycji. Nowi przybysze z arabskiej Hiszpanii przywieźli ze sobą tradycje i zamiłowanie do wyrafinowanej kultury, myśli i cywilizacji arabsko-muzułmańskiej słynącej m.in. z pięknej mauretańskiej architektury. Osmańscy władcy przyjmowali uchodźców z otwartymi rękoma, a ci odwdzięczyli się im pomocą w odbudowie miasta i w jego dalszym intelektualnym rozwoju. Architektoniczne wpływy kalifatu hiszpańskiego są do dziś widoczne w starej części Tunisu.
Podczas kolonizacji francuskiej na osuszonych terenach Jeziora Tuniskiego powstało piękne, istniejące do dzisiaj ville nouvelle (nowe miasto).
***
Spotykają się tu różne tradycje, epoki i style. Zwiedzanie najlepiej zacząć od największej atrakcji - spacer po Medynie dla kogoś, kto nigdy nie odwiedzał arabskich starówek, będzie niezapomnianym przeżyciem. Ten wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO zmurszały labirynt korytarzy, zadaszonych tuneli i wąziutkich uliczek uderza niesamowitą, tajemniczą atmosferą, przenosząc nas w orientalny świat. Niektóre budowle stoją tu od VII w. Można korzystać z mapy, ale lepiej dać się ponieść nogom i oczom, zagubić w tej fascynującej kamiennej plątaninie, tym bardziej że nawet posługując się planem, i tak się zgubimy - Medyna jest niesamowicie pogmatwana. A co ciekawe i ważne dla zwiedzających, zabudowa jest tak skonstruowana, że latem zatrzymuje zbawienny chłód, a zimą kumuluje ciepło murów.
Główną atrakcją Medyny jest wspomniany już az Zajtuna (dosłownie: Meczet Oliwny) znany także jako Wielki Meczet, wzniesiony w 734 r. i przebudowany w IX w. w surowym stylu charakterystycznym dla dynastii Aghlabidów (niemuzułmanie mogą go zwiedzać tylko od 8 do 12, wstęp bezpłatny). Podczas budowy użyto kolumn i fragmentów ocalałych z ruin rzymskiej Kartaginy, a pod koniec X w. dodano wysoki minaret. W środku jest urządzony bardzo oszczędnie i ascetycznie nawet jak na kanony muzułmańskie, a atmosfera spokoju i odosobnienia jest doprawdy błogosławioną ulgą po wibrującym gwarze i tłoku starego miasta. Wokół usadowiło się kilka medres - koranicznych szkół - wspaniałe przykłady połączenia stylu mauretańskiego z osmańskim. Medresa Muradija (obecnie szkoła rzemieślnicza) wyróżnia się murami nabijanymi ozdobnymi ćwiekami (wstęp wolny). Medresa Bachija wybudowana w XVIII w. przez Turków przyciąga wzrok pomalowanymi w pasy łukami oraz niewielką fontanną przed wejściem (wstęp wolny), w środku pracownia rzemiosła. Natomiast Medresa Drzewa Palmowego, najstarsza z nich, wciąż pełni funkcję szkoły religijnej i nie można jej zwiedzać. Trzeba zadowolić się piękną architekturą i kunsztownie zdobionymi drzwiami.
Kolejną atrakcją są bazary (po arabsku suki), czyli kompleksy sklepów i sklepików, pogrupowane według asortymentu. Najlepsze, tzn. sprzedające bardziej wyrafinowane towary, jak biżuteria czy perfumy, są w bezpośrednim sąsiedztwie Wielkiego Meczetu. Pozostałe stoiska, np. kowali, rzeźników czy kotlarzy, znajdziemy na obrzeżach Medyny. Każdy suk zazwyczaj posiada swój mały plac, którego nazwa wywodzi się od sprzedawanych towarów czy od grupy handlujących kupców (np. Suq El Grana - od Żydów z Grenady).
Jednym z głównych targowisk jest Grand Souq des Chechias, czyli Bazar Czapek, a dokładniej fezów - charakterystycznych tunezyjskich nakryć głowy, przede wszystkim w kolorze czerwonym, rzadko już używanych. Kilkanaście uliczek i plac pełen małych, zakurzonych sklepików. Jeszcze kilka wieków temu produkcja tych czapek (eksportowanych do całego muzułmańskiego świata) była jedną z najważniejszych gałęzi gospodarki tunezyjskiej. Dziś fezy kupują przede wszystkim ludzie starsi, no i oczywiście turyści.
Chociaż na chwilę trzeba wpaść na Suq el Attarin, założony w XIII w. suk perfumiarski, na którym oprócz perfum kupimy też wspaniałe esencje i olejki. Targujemy się długo i nieustępliwie. A kiedy, udając poirytowanie, machamy ręką i porzucamy zdenerwowanego sprzedawcę, ten biegnie za nami i wciska flakony za oferowaną przez nas cenę. Chociaż czasami nie biegnie... Targowanie się na suku to bardzo przyjemna rozrywka - trochę zabawa, trochę gra. Ale wymaga długiej nauki, jeżeli chcemy uzyskać naprawdę atrakcyjną cenę.
Warto wspomnieć jeszcze o Suq el Berqa, gdzie handluje się złotem, choć wyroby nie umywają się artystycznie do biżuterii Syrii czy Egiptu, a i ceny są znacznie wyższe niż na Bliskim Wschodzie.
Przechadzając się uliczkami starego miasta, nie zapomnijmy o skosztowaniu tunezyjskich specjałów. Pełno tutaj małych i dużych knajpek z wystawionymi na ulicy stolikami, przy których możemy coś przekąsić, wypić miętową herbatę i zapalić sziszę. Koty jak zawsze będą się nam intensywnie przyglądać, licząc na swoją dolę. Wybierajmy knajpy lokalne, nie te nastawione na turystów - będzie smaczniej i taniej. Najlepiej te, w których jest dużo ludzi. To znak, że lokal cieszy się powodzeniem, a przygotowywane w nim potrawy są świeże.
Tunezyjska kuchnia należy do najbardziej pikantnych na świecie. Wiele dań jest smażonych na wspaniałej w smaku, gęstej mieszance oliwy z czosnkiem. Ale podstawowym składnikiem jest harissa - czerwona pasta z papryczek chili, czosnku, dżiry (rodzaj kminku), soli i czasami ziół. Ta pasta występuje też w innych odmianach, kolorach i smakach, mniej lub bardziej pikantnych (zazwyczaj bardziej). Najpopularniejsza przystawka to miseczka oliwy (znakomitej!) i kawałek tabouna - ciepłego podpłomyka posmarowanego harissą. Potem poprośmy (koniecznie!) o briq a l'oeuf - smażony na głębokim oleju rodzaj naleśnika z kruchego ciasta wypełniony jajeczno-kartoflano-ziołową masą udekorowaną lekko ściętym jajkiem na miękko. Wszystko skropione sokiem z cytryny. Po prostu doskonałe!
Potem proste, a znakomite danie ludu pracującego Tunezji: lablabi - gęsta zupa z cieciorki z kawałkami baraniny i grzankami posypana świeżą kolendrą i polana obficie harissą (żylaste kawałki baraniny oddajemy kotom). Następnie danie główne, czyli kuskus, przyrządza się tu podobno na 300 sposobów. Góra kaszy polanej gęstym sosem mięsnym i przyozdobiona gotowanymi, pikantnymi warzywami. Do tego miska sosu, miska jogurtu i miseczka harissy. Potem kawa z mikroskopijnych filiżanek i talerz corne de gazelle - ciastek wypełnionych siekanymi orzechami zapiekanymi w miodzie.
Potem długo nigdzie nie idziemy, tylko siedzimy, palimy fajkę wodną i patrzymy na arabską starówkę. Dym z sziszy zazwyczaj pachnie różą, czasem truskawką. Ludzie pytają nas, jak się czujemy i skąd pochodzimy. Uśmiechają się. Tunezyjczycy są niezwykle sympatyczni i gościnni. Jeżeli jesteśmy z małym dzieckiem, będzie ono nieustannie adorowane - Tunezyjczycy uwielbiają dzieci. Aha, i jeszcze deglat ennour (palec światła) - wspaniały w smaku, delikatny daktyl. Chociaż jeden. Potem już możemy wstać i opuścić Medynę. Na pewno kiedyś tu jeszcze wrócimy.
***
Ville nouvelle - nowoczesna część Tunisu to szerokie bulwary i małe uliczki o francuskim charakterze. Kamienice w paryskim stylu, z oknami zakrytymi wysokimi okiennicami i pięknymi balkonami, często z misternie kutymi żelaznymi balustradami. Nowoczesne sklepy, salony mody i niezliczona ilość cafes, rotisseri czy patisseri. Wszędzie pióropusze palm, zadbane klomby tropikalnych kwiatów, ocienione, spokojne skwery, gdzie starsi ludzie grają w boule (rodzaj kręgli) i czytają gazety.
1
2
następne »
-
Tunis - niesłychanie spokojna stolica
budva
13.10.06, 22:39
Tunezja?Tunis - a w diabły z tym turystycznym badziewiem !Nie jeżdzić , ominie was rozczarowanie , nie wszystkim się tam podoba.»
- hotele
- loty
- noclegi
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
- Oferty Meteor
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletter













