Grecja cieszy się ogromną popularnością wśród turystów, również tych z Polski. Da się to szczególnie odczuć w takich miejscach jak Santorini, Kreta czy Zakynthos, które zostało okrzyknięte europejską stolicą wakacyjnego tłoku. Dlatego warto zwrócić uwagę na mniej znane perełki. Folegandros to dzika, piękna i spokojna wyspa, na której czas płynie wolniej.
Folegandros została zasiedlona już w starożytności, a jej tradycje sięgają 3000 r. p.n.e. Razem z Sikinos, Ios, Anafi i Santorini tworzy południową część archipelagu Cyklad. Mała społeczność mieszkańców od najmłodszych lat uczy się, jak dbać o zachowanie charakterystycznego wyglądu wyspy. Każda rodzina odpowiada także za utrzymanie jednego z 65 greckich kościołów prawosławnych.
To, co czyni wyspę wyjątkową, to wulkaniczny krajobraz, z którego wyrastają białe domy i kopułowe świątynie. Cechuje się strzelistymi klifami i niesamowitymi zachodami słońca przywodzącymi na myśl słynne Santorini. Największą zaletą tego miejsca jest jednak fakt, że masowa turystyka jeszcze go nie odkryła.
Ze względu na niewielką liczbę odwiedzających wyspa przez lata rozwijała się w zupełnie innym tempie niż okoliczne Paros, Milos czy Naxos. Do dziś nie wybudowano na niej terminalu wycieczkowego ani lotniska. Pierwsi turyści zagraniczni odkryli Folegandros dopiero w 1964 r. Energię elektryczną dostarczono tam w 1974 r., jednak niektóre części wyspy nadal pozostają wyłączone z sieci. W tych miejscach mieszkańcy korzystają z paneli słonecznych i generatorów.
Podczas gdy w sezonie na Santorini przybywa blisko trzy miliony turystów, Folegandros przyjmuje w porywach do 50 tys. osób. Tym samym jest to jedna najrzadziej odwiedzanych wysp greckich. Na miejscu nie ma zabytków ani reklamowanych w przewodnikach plaż. Zakazano tam również wystawiania przez hotele leżaków oraz parasoli. W przeciwieństwie do przeludnionej popularnej wyspy to właśnie na Folegandros można odkryć prawdziwą Grecję.