Krystyna Janda - "kobieta łania"

Krystyna Janda oczarowała dublińską publiczność trzykrotnie. Dwa razy uczyniła to na scenie występując w monodramie "Ucho, gardło, nóż?, a dzień wcześniej na konferencji prasowej, którą prowadził Krzysztof Zanussi.

To właśnie uznany na świecie reżyser przedstawiając na konferencji Krystynę Jandę nazwał ją "kobietą-łanią". Tłumaczka uprościła to określenie do "pretty girl", co wywołało lekkie wzburzenie Zanussiego: - Kobieta-łania to na pewno nie jest "pretty girl"- śmiał się reżyser - To moje własne określenie, które idealnie oddaje charakter pani Jandy!

O czasach komunizmu

Rozmowa reżysera z aktorką dotyczyła nie tylko spraw filmu i teatru, ale również życiowych wyborów, jakich przyszło dokonać bezkompromisowej aktorce, m.in. sprzeciwu wobec komunistycznych władz. - To było oczywiste - tłumaczyła Janda. - Chociaż tamta władza uważała aktorów za głupków, wszyscy uważali, że winę ponosi zawsze reżyser. Jednak kiedy grałam w Niemczech czy Francji zawsze miałam rewizje osobiste na granicy. Dziś mam status pokrzywdzonej - okazało się, że moje mieszkanie było wielkorotnie przeszukiwane, czego ja przez lata nie dostrzegałam. Jednak największą karą było to, że, przez brak mojego poparcia dla ówczesnej władzy, nie mogłam zagrać w "Wyborze Zofii".

Emigracyjna "skaza"

Pod koniec spotkania padło pytanie od publiczność na temat rozczarowania współczesną Polską i emigrantów, którzy dla wielu Polaków są "skazą". - Zawód zawsze będzie - tłumaczył Krzysztof Zanussi. - Oczekiwania zawsze będą większe od tego, co da rzeczywistość. Co do "skazy" emigracyjnej to sam pochodzę z rodziny przybłędów. Jeszcze mój dziadek mówił ze skazą. Dopiero mój ojciec zaczął mówić idealną polszczyzną, wręcz przesadnie poprawną, co przeszło zresztą na mnie. W Europie trzeba trzeciego pokolenia, żeby w pełni się zintegrować w nowym kraju.

- Moje rozczarowanie było bardzo gorzkie - opowiadała o zmianach w Polsce Janda. - Przede wszystkim w kwestii tego, jak silne były ruchy nacjonalistyczne, populistyczne, antyeuropejskie, antysemickie. Nie spodziewałam się tego po Polsce i Polakach. Któregoś dnia powiedziałam sobie: to już nie jest mój kraj - mówiła aktorka. Kwestię rozczarowania Polską zakończył Krzysztof Zanussi: - To jest ta dziwna tajemnica polskości, która z jednej strony przeraża, a z drugiej zachwyca. Ale ten zachwyt chyba przeważa.

Spektakl wojennej traumy

W niedzielę Krystyna Janda oczarowała publiczność dwoma spektaklami w dublińskim Tivoli Theatre. Ze swoim mocnym charakterem "kobiety-łani" idealnie wpisała się w rolę Tonki Babić, bohaterki monodramu "Ucho, gardło, nóż". Z początku widzów uderzyło nagromadzenie wulgaryzmów (zresztą entuzjastycznie przyjętych) w tekście monodramu, co - jak się okazało - było całkowicie uzasadnione ze względu na traumy i wewnętrzne wyniszczenie bohaterki. Bohaterki, która - mimo swojej energii - z początku wydaje się być kolejną, zgorzkniałą pięćdziesięciolatką, cierpiącą wyłącznie na niedobór estrogenu. Stopniowo jednak wprowadza publiczność w swoją opowieść, która odsłania prawdziwe źródło jej frustracji i zgorzknienia - bałkańską wojnę, która zniszczyła wszelki aksjomaty trzymające jej uczestników w ryzach tzw. normalności.

Tekst z serwisu: Życie w Irlandii