Czym nas kusi ojczyzna?

Od pewnego czasu można zauważyć, że prasa polska, tak ta tradycyjna jak i elektroniczna stara się zachęcić Polaków przebywających za granicą do powrotu do kraju.

Każda informacja o tym, że zagranicą źle się dzieje stanowi pretekst do artykułu, otwiera się nawet strony internetowe, które zachęcają do powrotu.

Co na to sami zainteresowani?

Ostatnio taką stronę założoną przez agencję rekrutacyjną skrytykował polski magazyn wydawany w Londynie, w bezpardonowy sposób rozprawiając się z propagandą 'lepszego życia w Polsce' przedstawioną przez autorów strony. Która to strona, żeby sprawie dodać smaczku, dostała oficjalne poparcie rządu. Nie wdając się zanadto w szczegóły argumentacji, sarkastycznie można stwierdzić, że próbowano przekonać pozostających w Anglii Polaków do powrotu różnicą cen marchewek.

Tymczasem o kraju w którym nam przyszło pracować, o Irlandii, pisze się, że się kończy - redaktorom portali trudno się oprzeć przed notorycznym powtarzaniem tej informacji- może ludzie uwierzą zanim zobaczą, czy doświadczą na własnej skórze i konsekwencji wrócą do Polski? Dodam, że ostatnio ukazał się inny artykuł, w którym autor stawiał tezę że Anglia też się 'kończy'. Zastanawiające jest jednak, co dokładnie oznacza to pojęcie, i czy może w ustach naszych pobratymców z Polski jest synonimem 'No, już wracajcie do nas! Dość tego zarabiania zagranicą".

Czasem można odnieść wrażenie, że tzw. nasza emigracja zarobkowa opisywana jest w Polsce przez pryzmat bardzo groteskowych stereotypów. Nie sposób nas przecież zmierzyć, policzyć i opisać. Wszystko jest opierane na przypuszczeniach i domysłach. Tak chociażby jak z wielkością emigracji na Zielonej Wyspie. Ilu nas tu jest? Ilu już wyjechało? Każdy jeden jest mądrzejszy w swej ocenie od drugiego. Jeśli trudno nas opisać, to może forsować pewne teorie i brać je za pewnik? W pewnym okresie ukazywały się artykuły w prasie ojczystej jak to Polacy świetnie sobie radzą na Wyspach - obraz Irlandii jako krajem miodem i mlekiem płynącym zakodował się w umysłach Polaków i spowodował kolejną większą falę emigracji. Chwilowy szturm na Dublin dał się odczuć, by potem wszystko wróciło do normy. Odpowiedzią na poprzednie cukierkowe historie był artykuł o strajkach na wyspie i problemach Polaków z naruszaniem ich praw pracowniczych. Z kolei w zeszłym roku agencja zajmująca się badaniem rynku przeprowadziła drogą internetową sondaż na temat wielkości zarobków polskiej emigracji w krajach - z ukontentowaniem stwierdzono, że Polacy zarabiają bardzo dobrze w Irlandii, i wiedzie im się nad wyraz znakomicie. Pytanie tylko czy badanie drogą internetową można uznać za w jakimś stopniu wiarygodne? Ze związkami zawodowymi tygodniowo kontaktują się dziesiątki Polaków, którzy uważają (i w znakomitej większości mają słuszność), że ich prawa zostały naruszone i czują się wykorzystywani w Irlandii. Często dość drastycznie.

Jeśli chodzi o wykorzystywanie siły roboczej, Irlandia niespecjalnie różni się od naszego kraju - polscy pracodawcy nieźle dawali w kość pracownikom przed otwarciem granic w 2004 roku. Inspekcja Pracy też miała pełne ręce roboty. Teoretycznie nieco opamiętali się w momencie, kiedy pracownicy zaczęli grozić im wyjazdem zagranicę.

Dlaczego w Polsce ma być lepiej?

Bo to nasza ojczyzna? Ma być lepiej niż w Irlandii czy Anglii? Kilkunastu moich znajomych wróciło do Polski - może nie skuszonych propagandą, ale bardziej tęsknotą za ojczyzną - niestety, standardy pracy a przede wszystkim płacy spowodowały frustrację i część z nich wróciła z powrotem na Zieloną Wyspę, część wyjechała gdzie indziej. Skromna część z kolei dostała podwyżki i jeszcze zacisnęła pasa w oczekiwaniu na lepsze. Tak, zacisnęła pasa, bo płacy za wykonaną pracę i siłę nabywczą pieniądza nie ma co porównywać do standardów irlandzkich. Tutaj zarabiając minimalną płacę można spokojnie przeżyć miesiąc. A praca na odpowiedzialnym stanowisku, na ten przykład w księgowości, wynagradzana jest na tyle wysoko, że człowiek nie myśli o powrotach czy dalszej emigracji.

Doprawdy, może być to nieco irytujące czytać dyrdymały publikowane w gazetach o tym, że pracownicy hoteli gremialnie wracają do Polski, bo hotelarstwo nie jest tak zyskowne w Irlandii jak było kiedyś. Jakieś dane? Na czym swoje teorie autorzy oparli? I kto to pisze? - Ze zdumieniem człowiek czyta, że Polska Izba Hotelarstwa. Pozostaje tedy spuścić zasłonę milczenia.

Tekst z serwisu: Polski Express