Wszechobecna multikulturowość

Mimo, że Dublin oraz kilka innych miast na wyspie jest wielokulturową mieszanką, to jednak w porównaniu z Paryżem czy Londynem skala różnorodności jest malutka.

Wydaje się, że mieszkają razem. Jeżdżą tym samym, zatłoczonym w godzinach szczytu, metrem. Szturmują wtedy wagony, używając prostych, naturalnych metod: łokci, kolan, ramion, by dostać się do środka, który przypomina puszkę poupychanych ludzkich sardynek. W pociągu mieszają się dźwięki odmiennych kultur. Czasem jeden oficjalny język łączy ich dialekty.

Choć jadą w tym samym kierunku, wysiadają w różnych proporcjach na kolejnych stacjach. Widocznie określone peryferyjne dzielnice, albo miasteczka aglomeracji przyciągają odmienne grupy. Raz wysiada więcej Hindusów, innym razem wsiadają Murzyni o bardzo ciemnej karnacji. Bardziej rodowici Francuzi o białej skórze korzystają w nieco większej ilości z metra przy biurach w centrum i na lotniskach.

Zdecydowaną większość ponad 60 mln mieszkańców Republiki Francuskiej łączy paszport i prawa obywatelskie. To oni wybrali nie tak dawno swojego nowego prezydenta o węgierskich korzeniach. Mieszkają niby razem, ale jednak w lepszych lub gorszych dzielnicach. Należą do bogatego centrum, do głównego nurtu globalizacji (przepraszam: mundializacji.), albo przeciwnie. Podparyskie slumsy to peryferie, margines mundializacji. Drogie sklepy, biura wielkich firm, atrakcyjne restauracje, modne bistra także przypominają o podziale. Przebiega on głównie na granicy dochodów. Tak jak znaczna część ludzi świata sporo mieszkańców Paryża też żyje za 2-3 dolary na dzień.

Granicą nie jest jednak tylko ekonomia. Widoczne są przede wszystkim odmienne style życia i postawy. Znaczna część ludności kolorowej odznacza się w sposobie spędzania czasu od białych: Francuzów, emigrantów, turystów. W muzeach, centrach sztuki, bibliotece, na rewiach niewiele widać twarzy osób, które nie są rdzennymi mieszkańcami Europy, skośnookimi przybyszami z dalekiej Azji czy obłymi, amerykańskimi turystami. Różnica zainteresowań, potrzeb, uwarunkowana jest z pewnością także grubością portfela. Jednak do wielu miejsc kultury i edukacji można znaleźć darmowy dostęp w odpowiednich porach. Zainteresowania wśród wielu grup etnicznych jednak brak. Trudno uogólniać, ale wczoraj przez kilka godzin w Centre Pompidou nie widziałem ani jednej muzułmanki w czadorze. Może akurat sztuka współczesna nie jest zbyt interesująca? Pewnie wybrały, ze swymi mężami i dziećmi oczywiście, wizytę w Musée d'Orsay. Też dziś wybiorę impresjonistów.

Gazety, dzień powszedni, głosy starych Paryżan wskazują jednak, że 'nowi Francuzi' potrafią sobie radzić. Drugie i trzecie pokolenie robotników-emigrantów z muzułmańskiej Afryki, dawnych francuskich kolonialnych stref stawia wysoko poprzeczkę dla rządu. W ramach solidnych rozmiarów systemu socjalnego domagają się opieki państwa. Jako obywatele republiki jak najbardziej mają do tego prawo. Nieraz mogą osiągnąć zadowalający poziom roszczeń i łatwo żyć, bez potrzeby pracy na własny rachunek. Prawa socjalne przechylają szalę korzyści w stronę społeczności arabskiej. Jednocześnie ich wkład w kulturę czy ekonomię republiki jest niski.

Nieco podobnego melanżu kultur, kolorów skóry i języków spotyka się nad Liffey. Jeszcze mniej w turystycznym i kulturalnym Krakowie. Powoli w Irlandii narasta skala obciążeń finansowych dla systemu socjalnego - znaczną grupę stanowią tutaj sami Polacy, którzy stanowią bodajże największą grupę etniczną w Irlandii. Istotnie przyczyniają się do zmiany demograficznej i społeczno-kulturalnej. Mimo, że Dublin oraz kilka innych miast na wyspie są wielokulturową mieszanką, to jednak w porównaniu z Paryżem czy Londynem skala różnorodności jest malutka.

Niemniej jednak, doświadczenie emigracji oraz różnorodności i odmienności kultur silnie wpływa na przybyszów z Europy Środkowo-Wschodniej. Jeśli część pozostanie, kolejne pokolenia będą pewnie coraz mniej polskie. Podobnie jak starsza emigracja polska we Francji jest w większości stopiona z miejscowym światem. Nastąpi integracja bądź nawet asymilacja do dominującej kultury na Zielonej Wyspie. Jeśli część wróci do Polski, przywiezie bagaż różnorodności. Im bardziej żyjemy tu w separacji, albo czujemy się izolowani, tym pewnie mniej cennych wartości kulturowych przywieziemy do Polski. A z biegiem lat także tam będzie więcej języków, kolorów skóry i podziałów.

źródło: Polski Express