Owczarnia

Mówi się, że młodzież ucieka ze wsi do miast. W ich przypadku jest odwrotnie - nie wyobrażają sobie życia w mieście. Rozkochani w folklorze, poświęcając wszystkie swoje fundusze, założyli w Owczarni Muzeum Mazurskie

Owczarnia - Muzeum Mazurskie

Mówi się, że młodzież ucieka ze wsi do miast. W ich przypadku jest odwrotnie - nie wyobrażają sobie życia w mieście. Rozkochani w folklorze, poświęcając wszystkie swoje fundusze, założyli w Owczarni Muzeum Mazurskie

Owczarnia to mała mazurska wieś niedaleko Kętrzyna. Na wielu mapach nie ma zresztą tej zagubionej w lesie wioski, a dojazd wyboistą drogą też myli - muzeum? Tutaj? Na takim pustkowiu? Okazuje się, że jednak dobrze jadę - cała "metropolia" to zaledwie kilka gospodarstw. Jeszcze w XV wieku teren ten był wyspą na polodowcowym jeziorze. Pozostało po nim kilka oczek w okolicznych lasach i kępy trzcin.

Historia wioski

Nazwa wioski zdradza, czym zajmowali się jej pierwsi mieszkańcy - wypasem owiec. W XIX w. postawiono ceglany dwór, a wokół niego liczne budynki. W 1934 roku gospodarstwo podupadło i zostało podzielone pomiędzy cztery rodziny. Pozostałą część ziemi wraz z budynkami w 1938 roku kupiło małżeństwo Rohde. Dzięki nim Owczarnia, zwana wówczas Schaeferei, stała się wzorcowym gospodarstwem rolnym, w którym praktyki odbywali uczniowie szkół rolniczych. Pani Rohde, zamiłowana ogrodniczka, oprócz pracy u siebie miała jeszcze czas, by zajmować się kwietnikami w niedalekiej kwaterze Hitlera w Gierłoży.

Po wojnie nie było tu praktycznie nic. Dwór został spalony przez czerwonoarmistów, którzy znaleźli na strychu hitlerowską flagę. Resztki zabudowań padły ofiarą szabrowników i tych, którym przeszkadzała niemiecka przeszłość zabudowań.

Nową szansą dla Owczarni stali się osadnicy ze Wschodu. W 1946 r. przyjechała tu jako jedna z pierwszych pochodząca z Wileńszczyzny rodzina Heleny Puszko. Jej wnukiem jest 33-letni dziś Aleksander, dzięki któremu do Owczarni przyjeżdża coraz więcej ludzi, nawet z najdalszych zakątków świata. To właśnie Aleksander wraz z żoną Gabrielą w odbudowanej własnymi siłami chacie utworzyli Muzeum Mazurskie. Nie zniechęca ich, że to takie pustkowie i że choć jeszcze pięć lat temu było tu sześciu gospodarzy, teraz jest ich już tylko dwóch.

Muzeum Mazurskie

Główny "gmach" muzeum to XIX-wieczny dom mieszkalny . Każdy wyeksponowany sprzęt ma swoją historię. Gospodarze z zapałem pokazują swoje zbiory. Moją uwagę przyciąga skrzynia posagowa - niewątpliwie należała do dziewczyny z bogatego domu. Obok wisi czarna suknia. Gabrysia tłumaczy: - To suknia zaręczynowa, jaką nosiły mazurskie dziewczęta. Czarna - na znak żałoby po poległych w I wojnie ojcach i braciach - echo tradycji z powstania styczniowego.

Sporo tu dawnych sprzętów domowych, np. kołowrotki, żelazka na tzw. duszę, ciągle działający patefon i ponadstuletnie pianino, zaś w kuchni urządzonej w stylu lat 20. XX wieku można zobaczyć, jak wyglądała ówczesna lodówka (lód przechowywany w trocinach), maselnica na korbę, XIX-wieczna pralka czy pomysłowa szklana łapka na muchy. Od niedawna można spróbować chleba wypiekanego w piecu tzw. czarnej izby, oczywiście na podstawie tradycyjnej receptury.

Wiele ciekawych eksponatów można zobaczyć w pomieszczeniach, gdzie prezentowane są mapy i książki oraz znaleziska po I i II wojnie światowej . Są więc XIX-wieczne księgi hipoteczne miasta Reszel pisane gęsim piórem, mapa szkolna powiatu mrągowskiego z lat 30. XX wieku z polskobrzmiącymi nazwami miejscowości (np. Dombrowken, Grabowen), mapa samochodowa wydana przez stacje paliw BP z zaznaczoną autostradą Królewiec-Elbląg i projektem jej przedłużenia do Berlina. Z prezentowanych książek najważniejsze dla Mazurów były wkładane do kołyski nowo narodzonym dzieciom, a zmarłym do trumny kancjonały - zbiory pieśni nabożnych wydawanych w Królewcu w języku polskim, ale drukowane czcionką gotycką. Są wśród nich m.in. utwory Kochanowskiego i Reja. Po I wojnie władze pruskie zakazały ich wydawania.

W dziale znaleziska po I wojnie oprócz różnego rodzaju karabinów i sprzętu wojskowego sensację wzbudza podpisany przez Hitlera dyplom dla matki Niemki za rodzenie synówn którzypotem walczyli na wojnie.

Brakuje miejsca

Rozmawiamy o ich pasji. - Alek od dzieciństwa zbierał monety - opowiada Gabrysia. Bez Alka muzeum by nie było. - Mąż jest tu wszystkim - od sprzątacza po dyrektora - twierdzi. Nie można też pominąć udziału siostry Alka Małgorzaty Puszko, która opracowała bardzo ciekawy informator-przewodnik.

Muzeum otworzyli w 1996 roku - wtedy jeszcze Alek i Gabrysia Puszko nie byli małżeństwem. Przywiązali się do tego miejsca, ale nie znaczy to, że czują się tu zniewoleni. - Gdy chcemy wyjechać, przyjeżdżają koledzy i pilnują - mówią

Mają tyle eksponatów, że nie starcza im miejsca. W muzeum prezentowane jest tylko ok. 50 proc. zbiorów. - Chcemy odkupić i przenieść tu jeszcze stodołę, wtedy moglibyśmy pokazać sprzęty rolnicze - mówią. Pomysłów mają mnóstwo. Z muzeum nie mogliby wyżyć, organizują więc ogniska, zimą - kuligi i prowadzą tradycyjną karczmę, w której można spróbować fantastycznej nalewki i podjeść staropolskiego bigosu. Coraz częściej do pomocy rodzicom garnie się też ruchliwa, 3-letnia Ola. Przywiązanie do mazurskich tradycji ma chyba w genach.