Holandia - Park Narodowy Hoge Veluwe

Arcydzieła van Gogha plus wypoczynek wśród dzikiej przyrody - tak w skrócie można opisać Park Narodowy Hoge Veluwe i znajdującą się w samym jego środku kolekcję sztuki nowoczesnej Kroller-Mueller.

Holandia - Park Narodowy Hoge Veluwe

Arcydzieła van Gogha plus wypoczynek wśród dzikiej przyrody - tak w skrócie można opisać Park Narodowy Hoge Veluwe i znajdującą się w samym jego środku kolekcję sztuki nowoczesnej Kroller-Mueller.

Park Narodowy Hoge Veluwe to ponad 5,5 tys. hektarów lasów, wrzosowisk i piaszczystych wydm, po których biegają sarny, jelenie i dziki. Najwygodniej objechać je na rowerach. Do dyspozycji turystów jest ich tu ok. 800. Są białe, nie mają dzwonków (by nie płoszyć zwierząt), i świateł (park nieczynny jest po zmroku). Używanie roweru jest bezpłatne - bierze się jeden ze stojaka w jednym końcu i odstawia na drugim.

Samochodem można wjechać na teren parku za specjalną opłatą.

Najdroższe obrazy świata

Muzeum polecam nawet zupełnym laikom w dziedzinie sztuki nowoczesnej. Zgromadzonych tu 278 dzieł van Gogha to magnes przyciągający turystyczną gawiedź z najdalszych zakątków świata. Oczywiście nie wszystkie naraz są wystawiane, bo nie ma na to miejsca. Ale wśród tych, na które akurat trafimy, na pewno będzie kilka bardzo dobrze znanych nam z reprodukcji. m.in.: "Słoneczniki", "Autoportret", "Most l'Anglais", "Winnica", "Jedzący kartofle".

Zobaczymy też kilka dzieł Picassa, Seurata i odnajdziemy abstrakcje wybitnych Polaków - Władysława Strzemińskiego i Henryka Stażewskiego. Dla tych, którzy interesują się sztuką nowoczesną, jest cała sala poświęcona Pietowi Mondrianowi.

Wszystkiego można dotknąć

Ogród rzeźby był dla mnie fantastycznym, radosnym zaskoczeniem. Rzeźby uwolniono wreszcie z pustych, martwych sal, porażających nabożną ciszą. Stoją pośród drzew, na trawie, odbijają ślizgające się po nich promienie słoneczne. W dodatku dzieła, szacowne, choć nie stare, można dotknąć, pogłaskać, można na nie nawet wejść. I nikt nie krzyczy "nie dotykać eksponatów!". To wspaniała możliwość spotkania ze sztuką dla małych dzieci, które muszą wszystkiego dotknąć, żeby móc naprawdę poznać.

Nie trzeba znać się na sztuce nowoczesnej, żeby śmiać się z olbrzymiej, niebieskiej kielni Oldenburga, czy podumać nad małym stawikiem, po którym pływa elegancki, lekki, biały grzyb z plastiku, zrobiony specjalnie dla tego muzeum przez Martę Pan. Można swobodnie głaskać lśniące obłości "Pasterza chmur" Jeana Arpa i rzeźb Henry'ego Moora czy Barbary Hepworth. Dzieciaki z chęcią pohasają po nierównych wypukłościach wielkiej białej budowli Jeana Dubuffete "Jardin demail", czyli "Ogród emaliowany"

Spadek po Helenie

Muzeum i Park Narodowy to "dziecko" małżeństwa Antona i Heleny Kroller-Müller. Ona, córka bogatego niemieckiego przemysłowca produkującego piece hutnicze w Essen, w 1888 roku poślubiła Holendra Antona Krollera, zarządcę holenderskiej części firmy. Po śmierci ojca Heleny odziedziczyli dobrze prosporujące przedsiębiorstwo. Jej hobby była sztuka nowoczesna, a poza tym obydwoje chcieli zostawić swojemu narodowi spadek łączący przyrodę i kulturę. On kupował ziemię, ona kolekcjonowała dzieła sztuki. W 1935 roku przekazali i obrazy, i park państwu holenderskiemu pod warunkiem, że właśnie w środku parku będzie zbudowane muzeum mieszczące kolekcję. Helena sprawowała nad nim pieczę do swojej śmierci w 1939 roku.

Niski i rozległy budynek muzeum, otwarty w 1938 roku, sam w sobie jest dziełem sztuki nowoczesnej. Zaprojektował go Henry van de Velde, najsłynniejszy architekt holenderskiego neoplastycyzmu.

Inną atrakcją parku jest Museonder - reklamowane jako pierwsze podziemne muzeum w świecie. W ciekawy i przystępny sposób uczy o tym, co można znaleźć pod ziemią.

Jeden most za daleko

Kiedy zwiedzimy park Hoge Veluwe, możemy zajrzeć jeszcze do Arnhem - tam, gdzie we wrześniu 1944 roku zginęły tysiące żołnierzy brytyjskich i polskich w czasie nieudanej akcji powietrznej aliantów. O tej operacji, nazwanej Market Garden, nakręcono znany film "O jeden most za daleko".

Teraz odbudowane miasto nie jest ciekawe - warto zobaczyć jedynie ten słynny, broniony z niezwykłym bohaterstwem przez cztery dni most. Od nazwiska dowódcy batalionu nazwano go mostem Johna Frosta. Na przedmieściach Arnhem można odwiedzić schludny cmentarz spadochroniarzy alianckich. Znajdziemy tam wiele grobów z orzełkami i polskimi nazwiskami - leżą tam pochowani żołnierze gen. Stanisława Sosabowskiego.

Zrekonstruowane sceny bitewne, sprzęt wojskowy, broń i filmy archiwalne z lądowania pod Arnhem możemy zobaczyć w Muzeum Spadochroniarzy.

Beata Radecka

Więcej o: