Cavtat jest stolicą regionu Konavle. Tworzą go 33 miejscowości rozrzucone na obszarze o długości 35 km, a zamieszkane w sumie przez 9,5 tys. ludzi. Ten jakby nie było kraniec kraju ograniczają z jednej strony klifowe wybrzeża Adriatyku, z drugiej - potężny masyw Snijeznicy (1234 m n.p.m.). Do tego dochodzą jeszcze granice polityczne - od wschodu z Bośnią i Hercegowiną, od południa - z Czarnogórą.
Można tu przyjechać o każdej porze. Lato jest gorące i suche, zimy - łagodne (przypominające nasz kwiecień), jesień i wiosna - ciepłe, w sam raz na zwiedzanie.
"Karnawał w Cavtat" - taki tytuł nosi obraz Vlaho Bukovaca, najwybitniejszego chorwackiego malarza przełomu XIX i XX wieku. Cavtat to miasto, w którym Bukovac się urodził. Karnawałowe maskarady są tu wielopokoleniową tradycją.
Chorwaci lubią się bawić, a karnawał jest tylko jednym z licznych tego dowodów. Tradycje maskarad w Cavtat sięgają XIX wieku. W barwnym pochodzie nadmorską ulicą biorą udział nie tylko mieszkańcy miasta, ale także goście z niekiedy dość odległych miejsc. Paradę otwiera orkiestra, za którą idą szpalery diabłów, księżniczek, małoletnich pokemonów. Nawet niemowlaki w wózkach są poprzebierane.
Pretekstów do wypicia wina i zabawy tu nie brakuje - a to święto religijne, a to festyn albo po prostu czyjeś urodziny. Nierzadko fiesty to okazja, by zobaczyć stroje ludowe, z których słynie Konavle. Mężczyźni noszą czarne, sięgające kolan szarawary, kobiety - długie, białe suknie z pięknie wyszywanymi dekoltami. Stroju obydwu płci dopełniają czerwone czapeczki. Prowadząca sklep z rękodziełem Lena wtajemnicza mnie, jak rozpoznawać zamiary danej dziewczyny. Kluczem jest obwódka na czapeczce: złota - to ogólnie panna, niebieska - zdradza pannę na wydaniu, żółta nitka - dziewczyna zaręczona, a biała - symbol mężatki. Mężczyźni się kamuflują - żadnych obwódek nie stosują.
Przyglądam się oryginalnym kolczykom w uszach Leny. - Po nich wszyscy wiedzą, że jestem z Konavle, bo taka biżuteria jest typowa dla tego regionu. To prawdziwe złote kolczyki, które nosiła jeszcze moja prababka. Sto lat mają na pewno. To jedyna rodowa biżuteria, jaka mi została, bo jugosłowiańscy żołnierze wszystko mi zabrali. Teraz ludzie kupują taką biżuterię ze snobizmu, by pokazać, że ich stać na takie drogie rzeczy - mówi Lena. Zaraz jednak promienieje, bo pytam o hafty, a to przecież jej pasja (haftowała babcia i mama Leny, jej córka też już chętnie łapie za igłę). Objaśnia mi symbolikę wzorów - ośmiornica, wir wodny, kocia łapa... Po prostu motywy z codziennego życia. Jedwabne nitki do wyszywania stanowią produkt miejscowy - hoduje sie tu jedwabniki. Barwniki są naturalne. Aby uzyskać kolor czerwony, wykorzystuje się na przykład liście winogron.
Historia Cavtat sięga starożytności. W czasach hellenistycznych miasto zwano Adriatic Epidaurus. Rzymianie przemianowali je na Civitas Vetus. Późniejsze losy - upadek rzymskiego Cesarstwa Zachodniego, liczne najazdy, m.in. Słowian - sprawiły, że miasto straciło na znaczeniu i wiele osób przeniosło się do niedalekiego osiedla Laus-Lave-Ragusa (kolebka Dubrownika). Od tej pory zaczęto je na mapach opisywać jako Ragusa Vecchia, wreszcie jako Cavtat. Niedawne wydarzenia na Bałkanach nie oszczędziły tych terenów - rozpoczęta w październiku 1991 roku okupacja miasta przez jugosłowiańską armię trwała rok i jeden miesiąc. Dziś trudno znaleźć ślady zniszczeń. Mieszkańcy wiedzą, że ich szansą jest turystyka, a turyści martyrologii nie lubią.
W tutejszych hotelach, kwaterach prywatnych lub na kempingu można spędzić bardzo udane wakacje. Główna ulica miasta ciągnie się wzdłuż półwyspu Rat. Tuż przy murach miejskich wzniesionych w strategicznym miejscu, czyli u nasady półwyspu, stoi XVI-wieczny pałac. Dawniej była to siedziba miejscowego księcia, a właściwie tzw. rektora, będącego przedstawicielem administracji Republiki Dubrownickiej, do której miasto należało. Obecnie mieści się tu muzeum z kolekcją grafik, eksponatów etnograficznych, strojów, numizmatów, starej broni oraz biblioteka z pokaźnym zbiorem 20 tys. książek.
Główne centrum łatwo poznać po widocznej z daleka dzwonnicy barokowego kościoła pw. św. Mikołaja. Obok znajduje się budynek pinakoteki z pracami m.in. wspomnianego na wstępie Vlaho Bukovaca. Dom, w którym artysta się urodził - przy ulicy jego imienia - to obecnie galeria obrazów (głównie tego malarza).
Archeologiczną osobliwością Cavtatu są tzw. Mitreji - reliefy pokazujące symbolicznie walkę między bogiem Mitrą a bykiem, czyli między dobrem a złem. To świadectwa jeszcze przedchrześcijańskich wierzeń, rozpowszechnionych głównie wśród rzymskich legionistów w II wieku n.e. Mitreji można zobaczyć w Cavtat w piwnicy jednego z prywatnych domów. Znajdują się także w niedalekiej miejscowości Mocici.
Kilka minut spaceru przez miasto i dochodzimy do jaskini będącej nie tylko ciekawym tworem geologicznym, ale i miejscem owianym legendą - tutaj święty Hilarion pokonał podobno strasznego smoka, który uprzykrzał życie okolicznej ludności (czyżby krakowskie wzorce?).
Z kolei na wzgórzu St. Roco, stanowiącym najwyższe wzniesienie na półwyspie Rat, położony jest cmentarz, na którym warto zwiedzić wielkie, ozdobione ładnymi reliefami mauzoleum jednego z bogatych tutejszych rodów - Racic. Wiodące w dół schody doprowadzą nas do głównego nabrzeża, przy którym stoi franciszkański kościół pw. patronki Cavtatu - Matki Boskiej Śnieżnej.
Można zajrzeć do portu - w sezonie czasem stacjonują tu jachty z polskimi załogami. Niektórych zainteresuje z pewnością możliwość nurkowania pośród wraków rzymskich okrętów spoczywających na dnie od 2 tys. lat.
Życie w regionie Konavle płynie spokojnym, tradycyjnym rytmem. Związki rodzinne są tu bardzo ważne, przy czym obowiązuje odwieczny patriarchat. Na niezbyt żyznych poletkach uprawia się głównie oliwki, winorośl, cebulę, jest też sporo sadów morelowych i brzoskwiniowych.
Jeśli chcemy spojrzeć na Cavtat z góry, wybierzmy się na stoki Snijeznicy. W dole błyszczy w słońcu granatowy Adriatyk, na horyzoncie majaczą zabudowania Dubrownika. Widać jak na dłoni płaskowyż, na którym powstało lotnisko (to tu lądują samoloty przywożące wczasowiczów), zaś od strony południowej wyrastają wielkie, zimą pokryte śniegiem szczyty należące już do Czarnogóry.
Prowadząca przez skalne pustkowie droga, o ile nie zjedziemy zbyt wcześnie, doprowadzi nas do małej wioski Velji. Właściwie to kilka kamiennych budynków na krzyż, a w jednym z nich - skromna, swojska restauracja Konavoski Komin. Wizyta w niej to szansa spróbowania miejscowych specjałów: serów, wędzonej szynki zwanej prsut, oliwek, chleba prosto z pieca, jagnięciny "ispod peke" (naczynie z daniem wkłada się do specjalnego pieca i na kilka godzin przysypuje popiołem) i oczywiście wina, bez którego nie sposób wyobrazić sobie chorwackiego jadła. Wszystko jest domacze, czyli domowej roboty. I pewnie dlatego takie dobre.