Salzburg

"Nie mogę znieść Salzburga i jego mieszkańców...", "Salzburg nie jest miejscem dla mego talentu..." - pisał w listach Wolfgang Amadeusz Mozart. Jak na ironię imię kompozytora to dla współczesnego Salzburga najlepsza reklama. Ale nawet ci, których muzyka i sławne postacie nie interesują, zgodzą się, że pełne zachwytu opinie o tym mieście są jak najbardziej uzasadnione

Salzburg

"Nie mogę znieść Salzburga i jego mieszkańców...", "Salzburg nie jest miejscem dla mego talentu..." - pisał w listach Wolfgang Amadeusz Mozart. Jak na ironię imię kompozytora to dla współczesnego Salzburga najlepsza reklama. Ale nawet ci, których muzyka i sławne postacie nie interesują, zgodzą się, że pełne zachwytu opinie o tym mieście są jak najbardziej uzasadnione

"Salzburg", czyli "Solnogród"

Imię Mozarta w Salzburgu jest widoczne na każdym kroku - ma on "swój" plac, most, pomnik, widnieje w nazwach szkół, hoteli, restauracji, a nawet słynne czekoladki nazywają się Mozartkugeln. Z kolei mknący na nartach "Mozart" reklamuje nie tak odległe od miasta ośrodki narciarskie. Miał jednak Mozart powody, by "obrazić" się na Salzburg. Może nie tyle na samo miasto, ile na rządzącego arcybiskupa, tytułowanego zarazem księciem, u którego pełnił funkcję koncertmistrza kapeli. W efekcie kłótni z duchownym kompozytor w roku 1781 wyprowadził się i resztę swojego burzliwego, aczkolwiek krótkiego życia (zmarł w wieku zaledwie 35 lat) spędził już w Wiedniu.

Cóż, wiele arcybiskupom można było wówczas zarzucić, zwłaszcza przywiązanie do spraw doczesnych, ale przecież to oni wystawili tyle wspaniałych budowli, dzięki którym miasto zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Dochody arcybiskupom zapewniały pobliskie żupy solne. Zresztą "białe złoto", czyli sól, znalazło odbicie w nazwie "Salzburg", czyli "Solnogród".

Wedrówka szlakiem Mozarta

Wędrówkę szlakiem Mozarta zaczynam od stojącego na placu Mozarta pomnika kompozytora. Zimą jest tu szczególnie gwarnie - część placu zamienia się w ogólnodostępne lodowisko.

Domy kompozytora

Znalezienie adresu Getreidegasse 9 nie stanowi problemu - to najpopularniejszy dom na starówce. Właśnie w nim, na trzecim piętrze, 27 stycznia 1756 roku przyszedł na świat Johannes Chrisostomus Wolfgangus Theophilus, który sam się nazwał Amadeuszem. Pięć lat wcześniej urodziła się tu także jego siostra - Maria Anna Walburga zwana Nannerl, z którą razem koncertowali, przyjmowani na dworach Europy jako para cudownych dzieci. W domu pełniącym obecnie funkcję muzeum można zobaczyć m.in. malutkie skrzypki, na których Amadeusz grywał, mając niespełna pięć lat, portrety rodzinne, pamiątki z podróży (lawę z Wezuwiusza i in.).

Jest jednak jeszcze jeden dom Mozarta - wystarczy przejść na drugą stronę rzeki najlepiej przeznaczonym tylko dla pieszych mostem Mozartsteg - i staniemy przy Makarplatz 8. Rodzina Mozartów sprowadziła się tu w roku 1773, tak więc przyszły autor "Figara" spędził w nim siedem lat. Tutaj także jest obecnie muzeum.

Kościół pw. św. Piotra

Kolejny przystanek robię w najstarszym kościele Salzburga - pw. św. Piotra. W roku 1783 w tych pełnych barokowego przepychu wnętrzach wystawiono Mozartowską Mszę C-dur - 27-letni wówczas kompozytor sam dyrygował, natomiast jego żona Konstancja była pierwszym sopranem. Co roku utwór ten wystawiany jest w ramach odbywającego się latem Festiwalu Salzburskiego. Z kolei w przeddzień rocznicy śmierci Mozarta - rokrocznie 5 grudnia - w opisywanym kościele św. Piotra wykonuje się słynne Requiem.

Świątynia jest we władaniu benedyktynów obecnych w tym miejscu już od VII wieku. Zakon to bardzo przedsiębiorczy, czego dowodem jest prowadzona tuż obok kościoła restauracja Stiftskeller St. Peter. Wymieniana w kronikach już w roku 803, jest najstarszą restauracją w centralnej Europie. W przytulnych wnętrzach często trudno o stolik; to także popularne miejsce przyjęć ślubnych. Obsługa jest świecka, ale wpływy zasilają fundusz klasztorny.

Koniecznie zajrzyjmy też na tyły świątyni - na urokliwy cmentarzyk u stóp potężnej skały, w której kiedyś miał pustelnię św. Rupert. Oprócz zwykłych grobów są też i wykute w skale katakumby, w których pochowano m.in. siostrę Mozarta Nannerl (pozostała piątka rodzeństwa zmarła we wczesnym dzieciństwie).

Nekropolia przy kościele św. Sebastiana

A skoro o grobach mowa... Nastrojowa nekropolia znajduje się również przy kościele św. Sebastiana. W kościelnych krużgankach można wypatrzyć płytę nagrobną Paracelsusa - farmaceuty i filozofa zmarłego w Salzburgu w 1541 roku. Najbardziej jednak rzuca się w oczy monumentalne mauzoleum arcybiskupa Wolfa Dietricha von Raitenau (niezależnie od kościelnych funkcji - ojca licznego potomstwa). Przy prowadzącej do niego alejce raczej nie zwraca się uwagi na niepozorny grób - spoczywają w nim ojciec Amadeusza oraz Konstancja - żona kompozytora.

A sam Mozart? Zmarł w zapomnieniu i biedzie w 1791 roku w Wiedniu. Na jego pogrzebie było kilka osób, ale że pogoda była deszczowa, nikt do cmentarza nie doszedł. W efekcie długo nie wiedziano, gdzie muzyk spoczywa. Dopiero niedawno znaleziono czaszkę, której zniekształcenie skojarzono z urazem, jaki Mozart odniósł, spadając z konia.

W wieku trzech lat Mozart grał już na pianinie, kiedy miał cztery lata - zaczął komponować. Dorobek jego 35-letniego zaledwie życia jest naprawdę imponujący. Nie brak w Salzburgu miejsc, w których rozbrzmiewała i rozbrzmiewa nadal muzyka Mozarta.

Pałac Mirabell

Należy do nich reprezentacyjny pałac Mirabell zbudowany w 1606 roku przez arcybiskupa Wolfa Dietricha dla jego kochanki, córki burmistrza Salome Alt. Poznali się na balu, a owocem miłości było potomstwo, co do którego liczby źródła podają rozbieżne dane, ale na pewno przekraczające liczbę dziesięciorga. Zarówno pałac, jak i przylegające do niego ogrody (zimą polecam wizytę w pawilonie oranżerii) to jedno z licznych miejsc, które w Salzburgu zobaczyć naprawdę warto. Wprawdzie większość wnętrz zajmują urzędy miejskie, nie ma jednak problemu, by wejść na Marmurowe Schody, a przy odrobinie szczęścia zajrzeć do przepięknie zdobionej Marmurowej Sali wykorzystywanej podczas uroczystości ślubnych. To właśnie w tej sali grywał niegdyś kilkuletni Amadeusz (mając zaledwie cztery lata, skomponował koncert na klawesyn!), choć i teraz, wieczorami, można usłyszeć tu dźwięki jego muzyki. Niezależnie od tego, czy w programie koncertu będzie uwertura z "Don Juana", czy też popularna Sonata A-dur, na pewno każdy utwór wysłuchany w tych murach brzmi zupełnie inaczej niż w najlepszym wykonaniu radiowym.

Teatr Marionetek

Muzykę Mozarta, ale w zupełnie innym wydaniu, możemy też usłyszeć w światowej sławy Teatrze Marionetek mającym już niemal 90-letnią tradycję. Bilety nie są tanie - miejsca w pierwszych rzędach to równowartość ok. 140 zł, ale i tak widownia jest pełna. Ja oglądam na scenie akcję "Figara" - nie wiem, co wywiera na mnie większe wrażenie - fantastycznie wykonana strona muzyczna czy mistrzowskie manewrowanie lalkami. A swoją drogą budynek teatru ma znakomite sąsiedztwo - obok mieści się siedziba Mozarteum, prestiżowej akademii muzycznej.

Pałac "Residenz"

W poszukiwaniu miejsc, w których Mozart często grywał, znowu musimy wrócić na lewy brzeg przecinającej miasto rzeki Salbach. Przy największym placu miasta, tzw. Residenzplatz, ozdobionym imponującą fontanną, stoi pałac (Residenz) będący niegdyś oficjalną siedzibą miejscowych arcybiskupów. Tutaj także Amadeusz i jego siostra dawali muzyczne popisy. Wiek później w tych samych wnętrzach cesarz Franciszek Józef przyjmował Napoleona. Dziś mieści się tu galeria, której chlubą są głównie XVII-wieczne płótna mistrzów holenderskich - Rubensa, Rembrandta, Breughla i in. Zanim odejdziemy z placu, warto sprawdzić godzinę - trzy razy dziennie, o 7, 11 i 18, można usłyszeć carillon składający się z 35 sprowadzonych z Antwerpii dzwonów.

Wzgórze z twierdzą Hohensalzburg

Każdy, kto widział Salzburg, zgodzi się, że to piękne miasto. Nad zdominowaną przez kopuły kościołów starówką wznosi się 120-metrowej wysokości wzgórze zwieńczone potężną twierdzą zwaną Hohensalzburg. Dojście do niej pnącymi się w górę alejkami nie wymaga wprawdzie specjalnej kondycji, ale większość osób i tak wybiera wjazd kolejką - notabene najstarszą w Austrii (z 1892 roku).

Twierdza, której początki sięgają XI wieku, należy do największych w Europie obiektów średniowiecznych, choć to, co widzimy dzisiaj, to raczej efekt przebudowy w XVI wieku. Sponsorem prac był arcybiskup mający w herbie rodowym rzepę - autorzy jednego z przewodników doliczyli się w zamkowych murach aż 58 wizerunków tego warzywa! Zwiedzanie komnat odbywa się za pomocą słuchawek z objaśnieniami w sześciu wersjach językowych. Są tu zbroje, organy nazywane Salzburskim Bykiem, w reprezentacyjnej Złotej Komnacie stoi przepiękny gotycki piec, ale największe zainteresowanie wzbudzają średniowieczne narzędzia tortur. Dla poprawy samopoczucia można wejść na wieżę i podziwiać widoki - położone w dole miasto i rozciągające się w dali góry.

Wracając z twierdzy, warto podejść do założonego w VIII wieku klasztoru Stift Nonnberg. Uważa się, że to najstarszy żeński klasztor świata. W należącej do niego kapliczce znajduje się rzeźbiony w drewnie ołtarz - jego autorem był Wit Stwosz.

Spacer po starówce

Po Salzburgu można chodzić godzinami. Niestety, nie mam szans na zobaczenie wnętrza katedry - trafiłam na dzień, kiedy odbywają się zawody Pucharu Świata w biegach narciarskich, tyle że trasa nie prowadzi bynajmniej po górskich ścieżkach, lecz... po ulicach (specjalnie naśnieżonych), w samym centrum, dokładnie wokół monumentalnej świątyni.

Mam za to więcej czasu, by pozaglądać w witryny sklepów przy zatłoczonej Getreidegasse - głównym deptaku starówki. Wszędzie można kupić czekoladowe kulki z wizerunkiem Mozarta, czyli słynne Mozartkugeln, niektóre w opakowaniach przypominających skrzypce. Zadzieram głowę i przypatruję się wykutym z żelaza szyldom - nawet McDonald's zadbał o tego typu stylową reklamę, włączając się do tej swoistej galerii metaloplastyki.

Przy ulicy Judengasse (niegdyś prowadziła przez dzielnicę żydowską - stąd nazwa) ciekawostka - sklep z pisankami. W środku zimy taki wybór malowanych ręcznie jaj, zajączków i kurczaków trochę dziwi, ale - jak się okazuje - to całoroczny sklep wielkanocny. Dla równowagi dokładnie naprzeciw mieści się sklep, w którym na okrągło, nawet w środku lata, można kupić ozdoby bożonarodzeniowe.

Wąskie uliczki, arkadowe przejścia, kameralne dziedzińce aż kuszą, by pokluczyć między nimi. Zupełnie przypadkowo wychodzę na plac z tzw. Pferdeschwemme - ogromnym wodopojem, z którego niegdyś korzystały wierzchowce ze stajni arcybiskupiej. Długi mur zdobiony scenami hippicznymi jest tłem dla pomnika "tresera" szkolącego stojące na dwóch nogach rumaki. Nad tym dość niezwykłym miejscem wznosi się ucięta skała (kiedyś był tu kamieniołom), a w skałę wjeżdżają samochody. I bynajmniej nie jest to współczesny wymysł - 123-metrowy tunel przebito już w 1767 roku, a jedynym niedawnym dodatkiem są ogromne, wykute w skale parkingi.

Carolino Augusteum Museum

Jeśli czas nam pozwala, warto odwiedzić miejscowe muzea. Jeśli ciągle mamy niedosyt historii i sztuki - zajrzyjmy do Carolino Augusteum Museum (nazwa upamiętnia Karolinę Augustę, żonę cesarza Franciszka II). Są w nim m.in. eksponaty sztuki sakralnej, monety, rzymskie mozaiki i antyczne kolumny. Kto by przypuszczał, że istniejąca w czasach rzymskich osada, zwana wtedy Iuvavum, rozrośnie się kiedyś do rozmiarów 150-tysięcznego, słynnego w całym świecie miasta.

Muzeum Cicha Noc

Osobliwym muzeum, wartym odwiedzenia nie tylko w okresie Bożego Narodzenia, jest muzeum Cicha Noc mieszczące się w domu, w którym w 1792 roku urodził się Joseph Mohr, przyszły ksiądz, autor słów do najsłynniejszej kolędy świata.

Wycieczka szlakiem miejsc związanych z filmem "The Sound of Music"

Przez okrągły rok są organizowane wycieczki szlakiem miejsc związanych z filmem "The Sound of Music". Bohaterami tego nagrodzonego Oscarem musicalu jest autentyczna, pochodząca z tych okolic rodzina Von Trapp. O dziwo, film, którego tłem są m.in. ogrody salzburskiego pałacu Mirabell, nie wzbudził emocji wśród Austriaków, natomiast turystom z Ameryki kojarzy się z Salzburgiem bardziej niż Mozart.

Browar braci augustianów

I na koniec - coś dla ciała. Jeśli chcemy spróbować czegoś naprawdę lokalnego, wybierzmy się do restauracji przy Hotelu Sachera (filia światowej sławy hotelu wiedeńskiego) i zamówmy - nie, wcale nie kojarzony z nim torcik, lecz tzw. Salzburger Nockerl. Tak naprawdę to rodzaj podawanych na gorąco bezów - trzeba się śpieszyć z ich jedzeniem, aby nie "siadły".

Kto zaś nie przepada za eleganckimi lokalami, preferując swobodę, niech pójdzie do... klasztoru. To nie żart - bracia augustianie już od czterech wieków prowadzą własny browar. Oprócz gatunku piwa dostępnego przez cały rok są jeszcze dwa okazjonalne - jeden produkowany tylko w wielkim poście, drugi tylko w adwencie. Zamawiam półlitrowy kufel (najmniejsza pojemność, jaką się tu oferuje) i zasiadam w ogromnej sali wypełnionej prostymi stołami i ławami. Wystrój skromny, wręcz siermiężny, ale nikomu to nie przeszkadza.

Klasztorny Augustiner Braeustubl ma jednak mocną konkurencję. Jedną z atrakcji Salzburga jest bowiem możliwość zwiedzania ponoć największej w Europie ekspozycji piwnej Stiegl's Braeuwelt, oczywiście zakończonej degustacją. Stiegl to największy browar prywatny w Austrii. Jeśli chodzi o piwo - nie zauważyłam, żeby do jego reklamy wykorzystywano Mozarta.

Więcej o: