Nazwany przez Holendrów Kapsztadem, przez lata prześladowania rasowe sprawiały, że nie cieszył się dobrą opinią - dziś urzeka świeżością, elegancją i radością życia, nie tak często spotykaną na suchych, biednych i targanych wojną obszarach Czarnego Lądu. Co tydzień Cape Town huczy kolejnymi imprezami i tak od sierpnia mamy tu tygodniowy pokaz dzikich kwiatów, festiwal hip-hopowy, wystawę lokalnego rzemiosła, targi jedzenia i wina, festiwale pingwinów, wielorybów i latawców... i wiele, wiele innych.
Miasto jest rzeczywiście przepiękne dzięki położeniu na samym końcu afrykańskiego "nosa" - dwa oceany, masywna szara Góra Stołowa, pełna egzotycznej roślinności skalista zatoka z urwistymi klifami, wspaniałe ogrody botaniczne kryjące gatunki, o których rzeczywiście nawet poetom się nie śniło. Piesze wycieczki dostarczają niesamowitych widoków i aromatów, a także niezłej zadyszki, gdyż różnice w wysokościach są tu dość znaczne.
Całe wybrzeże usiane jest małymi księżycowatymi plażami, gdzie można odkorkować butelkę i podziwiać sielskie, acz stylowe przedmieścia Cape Town - takie pikniki pod gwiazdami to jedna z ulubionych rozrywek zamożnych mieszkańców. Nieco dalej czeka Park Boulders, otwarty 24 godziny na dobę, pełen afrykańskich pingwinów, znanych z niezwykłej towarzyskości i ciekawości, jeśli chodzi o spotkania z gatunkiem ludzkim. Poza tymi magicznymi darami natury, wśród których można jeszcze wspomnieć masyw górski Dwunastu Apostołów czy jaskinie Cango, dawny Kapsztad stał się przede wszystkim atrakcją life-stylową - infrastruktura na najwyższym poziomie, obiekty kultury i wspaniała muzyka, ekskluzywne restauracje serwujące frykasy z wszystkich zakątków świata, butiki pełne najnowszych paryskich kolekcji i bogacze szastający pieniędzmi na każdym rogu. Lokalna agencja marketingowa obrała sobie za slogan "czerpanie radości z dobrego życia". Futbolowe mistrzostwa świata 2010 pasują tu rzeczywiście jak ulał! Dla szukających jeszcze innego gatunku wrażeń jest wyspa Robben, na której można zobaczyć więzienie goszczące przez 18 lat Nelsona Mandelę - dla wielu turystów to swego rodzaju humanistyczna świątynia, gdzie można oddać cześć walczącym o ludzką wolność.
AUTOR: AGATA CHABIERSKA