Sam pomysł nie jest nowy, bo już w XIX w. organizowano wycieczki do podrzędnych dzielnic Nowego Jorku. Kolejne było Chicago, potem, Delhi, Kibera a w 1992 r. moda na wycieczki po cuchnących brudnych i pełnych ludzkich dramatów zaułkach przywędrowała do światowej stolicy slumsów - Rio de Janeiro. Jedna piąta ludności brazylijskiej metropolii żyje w słynących z przestępczości narkotykowej fawelach, zatem rynek wydaje się być niezwykle... perspektywiczny, na szczęście również kontrowersyjny.
W indyjskim Delhi największym powodzeniem cieszą się ulice wokół stacji kolejowych. To tu żyje, śpi i pracuje około dwa tysiące najbardziej ubogich dzieci ulicy. Wygłodzone, brudne, z nosami zanurzonymi w szmatach nasączonych chemicznym korektorem, najpopularniejszą substancją odurzającą, przyglądają się wrogo i w niezrozumieniu tłumom zagranicznych obserwatorów z błyskającymi fleszami. Ci nastoletni chłopcy pracują tu na własną rękę sprzedając śmieci znalezione na dworcach - ponad połowę pieniędzy wydają na papiernicze atrakcje do narkotyzowania się. Agresja wieczorami wzrasta do poziomu dzikiej dżungli. Dziewczynek tu nie ma - są natychmiast wyłapywane i zmuszane do prostytucji. Obok stacji jest szpital, a przed nim ogonek maluchów czekających na pomoc. Najczęstsze przypadki to połamane kończyny od zderzeń z pociągami i potłuczenia po spadnięciu z wagonów w ruchu, ale nie brakuje też ofiar pobicia przez policję czy pacjentów z zaawansowanym zapalaniem płuc. Wszystko to można sobie obejrzeć, sfotografować, a nawet kupić od małych nędzarzy jakąś pamiątkę - zjawisko całkiem częste.
AUTOR: AGATA CHABIERSKA
PODRÓŻUJESZ? ZNASZ CIEKAWE MIEJSCA, ZWYCZAJE, LUDZI? PODZIEL SIĘ. NAPISZ DO NAS: bermudy@g.pl