Przepisy na wakacyjny podryw

Że pogoda ma ewidentny wpływ na poziom naszej kochliwości, nikt chyba nie wątpi - wystarczy porównać rytuały godowe gorącokrwistych Włochów i zdystansowany flirt Skandynawów. Dlatego też nadejście lata to dla wielu sygnał alarmowy dla wszystkich zmysłów: męskie głowy obracają się wokół własnej osi za krótkimi spódniczkami, kobiety prężą atuty, aby upolować ofiarę do noszenia leżaków po plaży.
Czy w nowym 'Słonecznym patrolu' zagra Pamela Anderson?
Fot. Polsat

Ludzie szczęśliwie zakochani, zakontraktowani lub już zaobrączkowani ogólnie rzecz biorąc mają lżej - temperatura uczuć rośnie, ale co do obiektu nie powinno być wątpliwości. Wyjątki z tej grupy, które nagle odkrywają w swoim partnerze Dr. Hyde'a z wielkim brzuchem i okropnymi nawykami, muszą, podobnie jak szerokie społeczeństwo singlów, opracować na lato efektywną strategię podrywu - w końcu to tylko trzy miesiące na upolowanie, rozkochanie i rzucenie z hukiem.

Najlepszym miejscem romantycznych zakusów jest niewątpliwie plaża, zaś najlepszym obiektem poczciwy ratownik, względnie dzielna ratowniczka. Stroje kąpielowe, zwłaszcza gdy niekompletne, pozwalają na obiektywną ocenę celu już na pierwszy rzut oka - przypominam o konieczności ochrony oczu okularami przeciwsłonecznymi (gapienie się uchodzi płazem). Ratownik, obu płci, z założenia musi mieć parę w klacie, opanowane techniki usta-usta i powinien bacznie obserwować kąpiących się - czegóż chcieć więcej! Dlatego kusimy w wodzie. Stary pomysł na udawanie topielca nie wydaje się najbardziej trafiony, bo zaczynać związek od łgarstwa to duże ryzyko, zaś robienie z siebie ofiary wcale niekoniecznie popłaca. Lepiej zagrać bohatera, poprosić znajomego o inscenizację tonięcia i zanim czerwony obiekt westchnień zdąży zbiec ze stróżówki, wykonać wspaniały pokaz bohaterstwa, a potem dać się zaprosić na drinka.

Wybierający się w góry mają trochę trudniej, bo siermiężne obuwie, spocony T-shirt i zgarbiona pod plecakiem sylwetka nie są szczytem seksu. Dlatego atakować trzeba na niedźwiedzia, czyli w czasie nocnej sjesty lub u bladego świtu. Niewiasta powinna stosownie zszargać swoją odzież, po indiańsku przyozdobić twarz ciemną glebą, świadczącą o skrajnych przeżyciach i udając stan bliski omdlenia wprosić się do namiotu na łyczek gorzałki. Mężczyźnie nieporadność raczej nie do twarzy, ale kilka szram na policzku (ogrodzenie pod bacówką się nada) i dobra opowieść o walce z dzikim zwierzem również powinny zapewnić zaproszenie do wspólnego ogrzania się przy ogniu.

Wakacje w mieście to nie to, czego bym czytelnikom życzyła, ale urlop rzecz zwiewna, a pieniądze jeszcze zwiewniejsza, więc czasem nie ma wyboru. W tym przypadku polujemy na turystów, których łatwo rozpoznać po zagubionych spojrzeniach, wymiętoszonych mapach i aparatach fotograficznych, często skorelowanych ze skośnymi oczyma. Wybieramy więc lokalną top atrakcję, rozkładamy się rano z kocykiem, książką, butelką wina (powab francuskiego kochanka) oraz dwoma kieliszkami i cierpliwie czekamy. Gdy obiekt znajdzie się na horyzoncie rozbieganym wzrokiem szukając przyjaznej twarzy, uśmiechamy się szeroko z miną pt. "znam to miasto od podszewki" i wznosimy toast. Pułapka prawie idealna... jeśli nie trafiliśmy na krótkowidza.

Środki transportu to niewyczerpalne wręcz pole możliwości, o czym najlepiej świadczą znane mi relacje stewardess o nieustannym poklepywaniu w tylną część siedzenia. Jednak flirtowanie z personelem nie jest specjalnie perspektywiczne, chyba, że chcemy spędzić urlop żywiąc się lotniczymi kanapkami lub barszczykiem w Warsie. Co innego posłuchać Maryli, wsiąść do pociągu (lub innego byle jakiego wehikułu) i zagrać na naturalnych ludzkich emocjach podczas podróży, czyli nudzie i głodzie. Kupujemy więc kobiałkę najdojrzalszych i najbardziej aromatycznych truskawek, i umiejscawiamy się w strategicznym przedziale. Warto wcześniej poćwiczyć przed lustrem zmysłowe wgryzanie się w soczysty owoc bez konieczności plamienia połowy koszuli, co oczywiście może być dobrym pretekstem do striptizu, ale należy pamiętać, że dzieci, zakonnicy i obrońcy moralności też podróżują. Po przyciągnięciu uwagi i pobudzeniu apetytu obiektu do granic możliwości, częstujemy dobrodusznie towarzysza /towarzyszkę podróży...aż będzie jadł nam z ręki.

Pozostaje życzyć powodzenia, upalnych nocy i chłodnych drinków we dwoje.

Więcej o: