Ile kultury w singapurskim jogurcie

Gdzie w Singapurze sprzedawać sztukę jak nie w centrum handlowym? Wielkie i większe czają się na każdym kroku. W Bombaju radzili mi: zrób w Singapurze zakupy i spadaj stamtąd. To jeden wielki shopping mall. I dlatego zamiast na zakupy poszłam na wernisaż

W Millenia Walk, jednym ze świeższych centrów handlowych w pomiędzy eksluzywnymi zegarkami i markowymi ciuchami rozstawiła się wystawa. The Substation, prywatna instytucja kulturalna z 17-letnim stażem, promuje swoją aukcję, na której oprócz obrazów, rysunków, ceramiki singapurskich i australijskich artystów można zalicytować też sesję filmową z reżyserką Tan Pin Pin albo Obiad Roku 2020 przygotowany przez znanych singapurskich smakoszy. To sposób The Substantion na to, żeby choć trochę uniezależnić się od państwowego dofinansowania. Dofinansowania, którego od 2000 r. jest coraz więcej i więcej, bo rząd za punkt honoru postawił sobie ukulturalnienie swoich obywateli (pisałam już o promocji bibliotek), których ciągle bardziej niż sztuka interesują zakupy. W ciągu dnia przez wystawę przeszło kilkaset osób, kilkadziesiąt nawet się przy niej zatrzymało. Audrey Wong, dyrektorka artystyczna The Substation: - Za trzy lata Singapur ma być miastem sztuki. I nasz rząd robi to z pobudek czysto ekonomicznych. Sztuka jest czymś, co przyciąga ludzi do miasta, co sprawia, że chcą w nim mieszkać. Singapurczycy mają pieniądze, ale ciągle muszą stawiać czoła stwierdzeniom, że to kraj imigrantów, w którym nikt nie ma pojęcia o swoich korzeniach. O którym się mówi, że kultury ma tyle, co jogurt (Audrey się śmieje) - Podobno. Większość Singapurczyków nawet pewnie nie zdaje sobie sprawy, że tu działają miejscowi artyści. Rząd ma teraz specjalny program - szkoli animatorow kulturalnych, promuje sztukę użytkową, chce żeby było kulturalnie. Młodzi artyści nie chcą już zmieniać świata. Jeszcze 6-7 lat temu zajmowali się tematami społecznymi. Teraz są pasywni, introwertyczni. Nawet punki są tu dotowane przez państwo. - Za naszym pośrednictwem, tak - śmieje się. - Każdy może w Singapurze dostać pieniądze, i każdy może wystawić swoje prace. Obojętnie - dobre czy złe. Państwo sprawuje pieczę nad wszystkim, na wszystko trzeba mieć pozwolenie. Nie mamy w Singapurze prawdziwej przestrzeni publicznej. Tylko w centrum handlowym nie musimy prosić państwa o zgodę. Centrum jest prywatne. Może uda nam się tu przyciągnąć bankierów z budynku obok.

Więcej o: