Sri Lanka

Mówi się o niej Lwia lub Rajska Wyspa, kraj uśmiechniętych ludzi albo też - Perła lub Łza Indii - bo faktycznie tak sugeruje jej kształt.

Sri Lanka

Mówi się o niej Lwia lub Rajska Wyspa, kraj uśmiechniętych ludzi albo też - Perła lub Łza Indii - bo faktycznie tak sugeruje jej kształt.

Potomkowie lwa

Lwy na Sri Lance nie żyją, ale jednak właśnie to zwierzę wybrano na godło państwa, bo według legendy stanowiący większość na wyspie Syngalezi są potomkami lwa (sinha po syngalesku znaczy lew). Dla odmiany Tamilowie wybrali sobie jako symbol tygrysa, choć i tego zwierzęcia na wyspie nie spotkamy. Lew widnieje na fladze narodowej, ale także na etykietach najpopularniejszego miejscowego piwa - Lion Beer.

Jednak Lanka

- Szukam ambasady Sri Lanki... - zaczepiłam dziewczynę przy bloku, w którym w centrum Warszawy mieszczą się przedstawicielstwa dyplomatyczne. - To gdzieś dalej. Tutaj jest tylko Cejlonu... - padła odpowiedź. No cóż, do tej pory wielu rodaków nie wie, że obie nazwy dotyczą tej samej, położonej na Oceanie Indyjskim wyspy. Syngalezi zamieszkujący ją od wieków mówili o niej "Lanka", natomiast zamieszanie wprowadzili Portugalczycy, którzy przechrzcili ją na Ceil~ao. Przybyli po nich Holendrzy zniekształcili nazwę na Ceylan, a Brytyjczycy - na Ceylon. Mimo że niepodległość kraj uzyskał w 1948 roku, dopiero w 1972 powrócono do tradycyjnego miana Lanka, z dodatkiem "Sri", czyli "pomyślny".

Syngalezi i Tamilowie

Po lipcowym zamachu na lotnisko w Colombo turystów "wymiotło" z wyspy. Teraz powoli wracają, ufając oficjalnym zapewnieniom, że zagrożenie jest raczej znikome. Niebezpieczna jest tylko północ wyspy i częściowo - jej wschodnie wybrzeże, ale tam, choćby z braku specjalnych atrakcji, turyści nie jeżdżą. Posterunki wojskowe, kontrolowanie toreb przed wejściem do ważniejszych miejsc, także religijnych, to wprawdzie cejlońska codzienność, ale raczej nie powoduje ona obsesji zagrożenia. - Konflikt między Syngalezami a Tamilami trwa już tyle lat, a nie ucierpiał ani jeden turysta - uspokaja lokalny przewodnik. Do rozmowy przyłącza się młody chłopak: - Ja jestem Tamilem, ale większość moich przyjaciół to Syngalezi... - tłumaczy. - Większość z nas, Tamilów, wcale wojny nie chce, zdając sobie sprawę, że na tak małej wyspie utworzenie samodzielnego państwa to utopia.

W 19-milionowym społeczeństwie Syngalezi stanowią 74 proc., a Tamilowie 18 proc. Każda z tych grup mówi swoim językiem (i tamilski, i syngaleski mają status urzędowych), ale często, żeby się porozumieć, muszą przejść na angielski. Regułą jest też, że na ogół Syngalezi wyznają buddyzm, a Tamilowie hinduizm. Religia nie jest jednak problemem - w tutejszych świątyniach buddyjskich można spotkać bogów hinduistycznych. Poza tym na wyspie są muzułmanie i chrześcijanie.

Tak naprawdę dużo większe zagrożeniem niż walki między Tamilami a Syngalezami stanowi ruch drogowy. Kierowcy jeżdżą jak szaleni, lawirując między rowerami, tuk-tukami, chodzącymi samopas krowami i psami. Czasem w nocy na drogę wyjdzie dziki słoń - w takim wypadku kierowca grzecznie ustępuje.

Historyczny Trójkąt

Najciekawsze ślady liczącej prawie 2,5 tys. lat historii Sri Lanki zobaczyć można w centrum kraju, w tzw. Historycznym Trójkącie. Kilka z tych miejsc wpisano nawet na listę światowego dziedzictwa UNESCO - m.in. kompleks ruin dwóch pierwszych stolic - Anuradhapury (niegdyś żyło w niej ponad 0,5 mln ludzi!) i Polonnaruwy, a także Sigiriyę, czyli 180-metrową Lwią Skałę, z ruinami pałacu powstałego na jej szczycie w V wieku. Zamieszkał w nim Kasypa, który po zamurowaniu żywcem swojego ojca przejął władzę w królestwie, po czym w obawie przed zemstą brata - prawowitego następcy tronu - postanowił schronić się w miejscu nie do zdobycia. Po 18 latach i tak dosięgła go sprawiedliwość - wezwany do honorowej bitwy i opuszczony przez wojsko podciął sobie gardło. Dzisiaj na szczyt skalnej twierdzy można dojść po całkiem wygodnych schodach, choć i tak wymaga to niezłej kondycji, zwłaszcza w 40-stopniowym upale. Po drodze, w jaskini, mamy freski przedstawiające półnagie piękności. Trudno powiedzieć, czy to damy dworu, królewskie nałożnice, czy może postacie namalowane przez mieszkających tu później mnichów.

Główną religią wyspy jest buddyzm, który został wprowadzony na Sri Lance już w III wieku p.n.e. Wiele turystycznych atrakcji Sri Lanki to miejsca związane z buddyzmem. Charakterystyczny element krajobrazu stanowią dagoby, czyli świątynie w kształcie dzwonu. Często rosną przy nich obwieszone wotywnymi wstążkami drzewa bo, jak na Cejlonie mówi się o gatunku ficus religiosa. Najważniejsze z nich - w Anuradhapurze - wyrosło z pędu zasadzonego w 236 roku p.n.e. a pochodzącego z fikusa, pod którym Budda doznał oświecenia. Innego rodzaju celem pielgrzymek są jaskinie Dambulla, w których można zobaczyć 150 posągów Buddy.

Kolombo i Kandy

Największe miasto kraju, ponad 600-tysięczne Kolombo, trudno nazwać urokliwym. Wielkie, zatłoczone nie jest zbyt ciekawe. Powszechnie Kolombo traktuje się jak stolicę, choć oficjalnie to stolica tylko handlowa - konstytucyjną jest położone 10 km dalej Kotte gdzie znajduje się budynek parlamentu.

Turystycznym centrum jest jednak bez wątpienia Kandy - miasto o bogatej historii (było ostatnią stolicą Syngalezów), pięknie położone (w otoczeniu gór), a co najważniejsze, miejsce przechowywania największej relikwii - zęba Buddy. W kompleksie świątynnym, który niegdyś służył jako królewski pałac, zawsze roi się od pielgrzymów przynoszących w ofierze kwiaty lotosu, owoce, kadzidełka. Najbarwniej w Kandy jest w sierpniu podczas dorocznego festiwalu, którego atrakcją jest procesja z udziałem odświętnie ubranych słoni. To oswojone słonie - na co dzień wykorzystuje się je do pracy. Niektóre z nich pochodzą z założonego w Pinnewala sierocińca, do którego trafiają młode zostawione w dżungli bez opieki. Wśród ok. 60 pensjonariuszy najwięcej sympatii wzbudzają maluchy karmione z butelki, a także słoń inwalida, który stracił nogę, wchodząc na tamilską minę.

Fauna i flora

Jeśli chcemy zobaczyć dzikie słonie (jest ich na Sri Lance ok. 2,5 tys.), jedźmy do któregoś z parków narodowych, np. do Yala. Nie jest to wprawdzie safari, które można byłoby porównać z afrykańskim, ale jakieś zwierzęta zawsze zobaczymy. W tzw. Visitor Center powitają nas małpy, ale one są na Cejlonie wszechobecne. W dżungli największe szanse mamy na spotkanie z wylegującymi się w błocie bawołami i krokodylami, natomiast rzadkość stanowią pantery. Z ptaków na pewno nieraz dojrzymy dumne dzikie pawie i... koguty (nie byle jakie, bo "dżunglowe") oraz malowane bociany (tak brzmi ich nazwa).

Prawdziwą ekstazę będą natomiast przeżywać na Sri Lance miłośnicy roślin. Znane nam gatunki doniczkowe w tropikalnych warunkach osiągają imponujące rozmiary. Wręcz obowiązkowym punktem programu jest wizyta w Ogrodzie Botanicznym Peradeniya. Można tam zobaczyć, jak wygląda drzewo szminkowe albo kula armatnia (nazwa gatunku), palmy nazywane "nogą słonia", a także jak rosną pieprz, wanilia, cynamon czy goździki. W sumie na 60 ha zgromadzono 4 tys. gatunków roślin. Jest też specjalne miejsce, w którym swoje drzewka zasadzili oficjalni goście Sri Lanki. Na jednym z nich tabliczka głosi: "saraca asoca - zasadzona przez Jego Ekscelencję Józefa Cyrankiewicza - premiera Polski". Do okazałych nie należy, ale i tak trzyma się lepiej niż rachityczne drzewko posadzone przez Gagarina.

Rezydencje w stylu Tudorów

Przez 146 lat wyspa była kolonią brytyjską. Najbardziej zauważalną spuścizną po tych czasach jest powszechne użycie angielskiego i lewostronny ruch. Wśród miejscowości najbardziej brytyjski charakter ma - teraz już mocno zaniedbana - Nuwara Eliya. Można w niej zobaczyć rezydencje w stylu Tudorów, napić się whisky w elitarnym Hill Club, spojrzeć na okolicę ze Wzgórza Wiktorii, zagrać w golfa na ponoć najlepszym w południowej Azji 18-dołkowym polu, postawić zakład na wyścigach konnych rozgrywanych na tutejszym torze. Nuwara Eliya to zarazem najwyżej położona miejscowość na Cejlonie (1889 m n.p.m.), co daje się odczuć w temperaturze. Kiedy rano opuszczałam wybrzeże, a termometr wskazywał 40 stopni, nie przypuszczałam, że w spowitych mgłą górach założę ciepły polar.

Piduratalagala

W okolicach Nuwara Eliya znajduje się Piduratalagala - najwyższy szczyt wyspy sięgający 2524 m n.p.m. Droga przez góry jest wprawdzie bardzo czasochłonna (wąska, ruchliwa), ale za to przepiękna krajobrazowo. Co rusz bujną zieleń przecinają nitki wodospadów. Tarasowate zbocza pokrywają plantacje herbaty, głównego produktu eksportowego Sri Lanki. W licznych "fabrykach" można zobaczyć, jak wygląda cały proces prowadzący do otrzymania naparu, który przy okazji też się degustuje.

Kokosowy arak

Po intensywnym zwiedzaniu można odpocząć na plażach. Oprócz ludzi korzystają z nich także żółwie - przypływają, by składać jaja. W ramach programu ich ochrony znajdowane jaja skupowane są przez liczne farmy żółwi, gdzie po wykluciu młodych pomaga się im w bezpiecznym powrocie do oceanu. Najsłynniejsze ośrodki wypoczynkowe znajdują się na zachodnim wybrzeżu, choć nie spodziewajmy się po nich obrazków znanych z kurortów europejskich - poza hotelami nie ma jakiejkolwiek infrastruktury, nikt nie pomyślał o bulwarach czy kipiących nocnym życiem deptakach z gustownymi knajpkami.

Za to niewątpliwie warto zwrócić uwagę na lokalne ciekawostki. Na przykład na porastające wybrzeże gaje palm kokosowych, wśród których można dostrzec rozwieszane wysoko nad ziemią linowe pomosty. Wykorzystują je zbieracze soku z palmowych kwiatów - po sfermentowaniu służy jako palmowe piwo (w smaku przypomina sok z kiszonej kapusty), a w efekcie dalszej przeróbki staje się wysokoprocentowym arakiem.

Wizyta w porcie

Warto też wybrać się do portu, zwłaszcza rankiem, gdy przypominające katamarany łódeczki wracają z połowów. Specyficzny sposób łowienia ryb preferują rybacy z południowo-zachodniego wybrzeża - przez długie godziny przesiadują z wędkami na palach wbitych w morskie dno. Do ciekawszych miejscowości nadmorskich należy Galle, miasto zawdzięczające swoją architekturę przybyłym w XVII wieku Holendrom. Niestety, zabytkowa, niewątpliwie piękna kiedyś starówka dziś popada w ruinę.

Żyj długo!

Sri Lanka to gospodarczo biedny kraj. Turystyka kuleje, a eksport herbaty, wydobywanie grafitu (wyspa jest jego największym producentem) i kamieni szlachetnych (zwłaszcza szafirów) nie uratuje sytuacji. Brak perspektyw sprawia, że kraj ten dominuje w Azji w statystyce samobójstw. Młodzi ludzie bez skrupułów pytają cudzoziemców o pomoc w załatwieniu wizy czy pracy w Europie.

Turyści nocujący w dobrych hotelach biedy nie odczuwają. Przerwy w dostawach prądu ich nie dotyczą, bo w hotelach są generatory. Na szczęście nawet w najbiedniejszych wioskach z głodu nikt nie umiera. Nawet jak nie ma pieniędzy na ryż, są przecież owoce drzewa chlebowego, pożywne papaje, maniok. Na domach często powieszone są kukły - pełnią funkcję odstraszacza zarówno ptaków czy małp, jak i złych duchów. Różnorakie zabobony są ciągle powszechne. Dowodem tego są kolorowe maski, które stanowią rodzaj biznesu dla turystów, ale niezależnie od tego są też wykorzystywane np. do odganiania złych mocy czy uleczania.

Zmorą turystów na Sri Lance są natrętni "przewodnicy", pomocnicy i handlarze. - Madame, kup fujarkę do zaklinania kobry! - męczy mnie jeden z nich. Po chwili mam go tak dosyć, że na odczepnego kupuję, schodząc z ceny wyjściowej 1000 rupii do 100. Jednak niewątpliwie Lankijczycy to ludzie bardzo barwni i sympatyczni. Tradycyjne pozdrowienie "Ayubowan!", co znaczy "Żyj długo!", z ukłonem ze złożonymi dłońmi to niewątpliwie szczery gest gwarantujący, że na pewno Sri Lankę polubimy.

Więcej o: