Choć dworce są w metropoliach konieczne, zwykle uciekamy z nich jak najszybciej, bo na ogół ani one, ani ich okolice nie cieszą się dobrą sławą. W Madrycie jest zupełnie inaczej. Ogromna hala z metalu i szkła ukrywa pod falistym dachem 11 peronów, przejście podziemne i nadziemne oraz główny hol. Kiedy tam weszłam po raz pierwszy, stanęłam jak wryta: zamiast peronów i pędzących we wszystkie strony ludzi, zobaczyłam... tropikalną dżunglę z palmami, nad którą unoszą się pióropusze pary (rośliny są bez przerwy podlewane), pachniało też egzotycznie. To pomysł architekta Rafaela Moneo, któremu powierzono modernizację tego dworca z 1889 r. projektu Alberto de Palacio (oryginalny budynek, który otwierała w 1851 r. królowa Izabela II, zniszczył pożar). Odjeżdżające pociągi można obserwować z górnego pomostu - są wśród nich bardzo szybkie AVE.
Madrilenos ciągle pamiętają atak terrorystów na Atochę - zginęło 191 osób (w tym czworo Polaków), ponad 1800 zostało rannych. W marcu tego roku, w trzecią rocznicę tragedii, para królewska odsłoniła pomnik ku czci ofiar: 11-metrowy szklany, przezroczysty cylinder, w środku tylko tablice z nazwiskami ofiar zamachu.
Choć sport to nie moja działka, nie mogłam sobie odmówić zwiedzenia Estadio Santiago Bernabéu - stadionu "najlepszego klubu w historii", jak na każdym kroku reklamuje się tu drużynę Real Madrid C. de F. Dla kibiców i reszty ludzkości wytyczono prawie godzinny szlak. Prowadzi przez muzeum pełne trofeów i zdjęć najlepszej drużyny świata, od jej powstania do dziś. W gablotach złote buty sportowców, medale, na kilku ekranach relacje z meczów - wszystko to oglądamy przy akompaniamencie ogłuszających ryków kibiców z całego świata. Na samym stadionie (kilka osób nieustannie wygładza maszynami i nawilża równiuteńką zieloną murawę) można nawet usiąść na niewygodnych błękitnych krzesełkach i wyobrazić sobie, co się tu dzieje w czasie meczów. W drodze powrotnej przechodzimy przez ubieralnie, prysznice, można zajrzeć nawet do toalet. Wszędzie wielkie napisy: "Nie wolno dotykać!" (podobno fanatycy wyrywali urządzenia ze ścian). Jedyna droga do wyjścia prowadzi przez sklep z wszelkimi możliwymi gadżetami ozdobionymi nazwą klubu...
Tour del Bernabeu, do 15 września, godz. 10-19.30, niedziele i święta 10.30-18.30, bilet 15 euro, ulgowy 10
Przyznaję, że nic nie jadłam w najstarszej europejskiej restauracji działającej od 300 lat. Jednak dzięki przewodniczce Carmen (zna Madryt jak własną kieszeń, a ją znają wszyscy w Madrycie!) mogłam przynajmniej obejrzeć niewielkie sale czekające na wieczornych gości, XVII-wieczne piwnice na wino, a nawet zerknąć do kuchni. W środku jest ciasno, ale przytulnie jak w prawdziwej gospodzie czy oberży. Idealnie wykorzystano każdy skrawek przestrzeni w 4-piętrowym zabytkowym domu. Założona w 1725 r. restauracja mieści się na czarownej Calle de Cuchilleros (ul. Nożowników) pod nr 17. Z Plaza Mayor prowadzą tu schody wychodzące z jednej z bram. Trudno o lepsze miejsce! Restauracja słynie z dwóch spécialité de la maison : pieczonego prosięcia (młodego) i pieczonego cielęcia (też młodego) - obie potrawy po 20,45 euro. Od wiosny do lata Botin proponuje menu za 35,90 euro, a w nim: gazpacho , prosię, lody i coś do picia. Najdroższe są młode węgorze - 122,85 euro. Ale Carmen ostrzega, że jedzenie nie jest tu już tak dobre jak kiedyś, no cóż - za dużo turystów...
Otwarta codziennie, lunch - w godz. 13-16, kolacja - 20-24, botin@restaurantebotin.com , http://www.botin.es
Najelegantsza madrycka aleja pamięta wiek XVI, ale dzisiejszą postać na polecenie króla Carlosa III nadał jej dwa wieki później architekt Ventura Rodriguez. On też zaprojektował trzy zdobiące ją piękne fontanny otoczone drzewami: Neptuna, Apolla i Kybele. Paseo del Prado zaczyna się więc od bardzo ruchliwego Plaza de Cibeles z fontanną bogini urodzaju powożącą konnym rydwanem. Nie sposób do niej podejść - nieustannie okrążają ją rozpędzone samochody. Idąc w cieniu drzew środkiem alei, po lewej miniemy muzeum Prado sąsiadujące z Ogrodem Botanicznym, po prawej - muzeum Thyssen-Bornemisza w Pałacu Villahermosa. Ulicę zamyka trzecie muzeum - Reina Sofia, z bogatą kolekcją sztuki współczesnej. Mieści się w XVII-wiecznym, dosyć ponurym budynku dawnego szpitala, który wspaniale odmieniło m.in. nowoczesne wejście, dziedziniec, przeszklona winda, wszystko projektu Jeana Nouvella. Na Paseo del Prado nie zrobimy więc zakupów, chyba że znajdziemy ciekawą książkę u jednego z bukinistów, którzy rozstawiają w alei swoje budki tak jak ich paryscy koledzy nad brzegiem Sekwany.
Z Paseo del Prado blisko do Parque del Buen Retiro, czyli parku Dobrego Odpoczynku. Prowadzi do niego wiele wejść, ale imponujące iście królewskim rozmachem jest to od placu Niepodległości (plaza de la Independencia). W XVII w. park otaczał pałac królewski, potem zniszczyły go wojska napoleońskie, a w 1868 r. udostępniono go mieszkańcom Madrytu. Korzystają z tego chętnie, szczególnie w weekendy, kiedy spotkamy tu całe rodziny piknikujące pod drzewami lub nad brzegiem sztucznego jeziora. Można wynająć łódkę i popływać po nim, podziwiając Mauzoleum Alfonsa XII z ogromnym konnym pomnikiem króla pod półkolistą kolumnadą. Zbiera się tam młodzież z całego świata, muzykuje i śpiewa. Warto obejrzeć Pałac Kryształowy z końca XIX w., którego szklane ściany lśnią w słońcu, mieniąc się wszystkimi kolorami tęczy. Obok stoi Pałac Velasqueza, ale nie ma nic wspólnego z malarzem - projektował go Richardo Velasquez. Wejścia pilnują dwie lwice, a ściany dekorują wspaniałe azulejos Daniela Zuloagi. W tym zielonym miasteczku (1,5 ha) w sercu Madrytu można spędzić wiele miłych godzin. A wychodząc, dajmy sobie powróżyć z kart albo z ręki. W tak pięknych okolicznościach przyrody mogą się spełnić tylko dobre wróżby...