Słowackie Tatry

Zalet wypadów w słowackie góry jest sporo: bliskość, bardzo przystępne ceny, łatwość porozumiewania się, a przy tym jest tu co oglądać i co robić.

Słowackie Tatry

Zalet wypadów w słowackie góry jest sporo: bliskość, bardzo przystępne ceny, łatwość porozumiewania się, a przy tym jest tu co oglądać i co robić.

Beata Łaska - pierwsza tatrzańska turystka

Za pierwszą tatrzańską turystkę uznaje się księżną Beatę Łaską. Ta szlachetnie urodzona dama w 1565 roku wybrała się w góry wraz z kilkoma mieszczanami z Kežmaroku. Rozgniewany mąż ukarał ją za ten pomysł okrutnie... Jaka była kara dla Beaty Łaskiej za ambicję zdobywania tatrzańskich stoków? Gdy po paru dniach powróciła, małżonek Olbracht Łaski, czekał rozgniewany przed zamkową bramą. Za karę turystkę zamknięto w wieży z dwoma malutkimi oknami. Jednym podawano skazanej pożywienie, z drugiego mogła spoglądać na góry. Księżną uwolnił po sześciu latach nowy właściciel zamku; oszalałą odwiózł do Koszyc, gdzie wkrótce umarła.

Wysokie Tatry

Coraz częściej możemy na Słowacji usłyszeć nasz język. Co roku liczba turystów z Polski znacznie się zwiększa.

Trzy kwadranse po przekroczeniu granicy zaczynają się pierwsze podtatrzańskie osady. Słowacy mają to szczęście, że nie doczekali się takiego molocha, jakim jest Zakopane. Jego turystyczną funkcję pełni ciąg miejscowości pod wspólną nazwą Wysokie Tatry. Najdalej na zachód wysunięte jest Podbanske, a ostatnim miasteczkiem od wschodu jest Tatranska Kotlina. W samym centrum leży Stary Smokovec, gdzie zbiegają się linie łączącej wszystkie miejscowości "elektryczki", czyli skrzyżowania tramwaju z wąskotorówką, której jedna z odnóg wiedzie do Popradu. Każde z miasteczek wygląda trochę inaczej. Są typowe kurorty, pełne hoteli i pensjonatów, są ciche osady, w których czekają na nas liczne prywatne kwatery. Każdy bez problemu odnajdzie tu coś na swoje finansowe możliwości. Wysokie Tatry mają jeszcze jedną zaletę. Inna budowa geologiczna tego regionu sprawia, że szczyty Tatr wyrastają tuż koło domu, gdzie mieszkamy. Jeśli uda nam się dostać pokój z oknami wychodzącymi na północ, za każdym razem, gdy będziemy się budzić, powita nas widok ośnieżonych skalnych szczytów.

Tatrzańscy szerpowie

W słowackich Tatrach jest kilkanaście schronisk. Do niektórych zaopatrzenie od lat wnoszone jest w ten sam sposób - na plecach tzw. szerpów. Co roku organizowany jest dla nich rajd - każdemu z zawodników na przypominający małą drabinę drewniany stelaż, nazywany krosnami, wkłada się 60 kg ładunku. Tyle przeciętnie wnosi się podczas wchodzenia do schroniska. Do przejścia jest czterokilometrowa, bardzo trudna trasa, na której różnica wysokości wynosi ponad 750 metrów. Podczas pierwszych zawodów zwycięzca pokonał ją w 1 godzinę i 31 minut. Przeciętny turysta obciążony jedynie aparatem fotograficznym potrzebuje na jej przebycie około 2,5 godziny.

Zwycięzcy do następnych zawodów cieszą się wielką sławą. Myli się jednak ten, kto sądzi, że wnoszeniem na swoich barkach towarów trudni się tylko wąska grupa pasjonatów. Swoich sił próbuje też wielu turystów. Można w ten sposób sprawdzić swoje możliwości i przy okazji zarobić parę koron. Za każdy wniesiony kilogram w zależności od wysokości, na której położone jest schronisko, wypłacana jest określona wcześniej suma (np. do Chaty Teryho - 9 koron, do Zamkovskeho - 4 korony za kilogram), a na dodatek otrzymujemy jeszcze talerz gorącej zupy. Jednak trzeba od razu przestrzec przed podejmowaniem takich prób wszystkich tych, którzy dostają zadyszki, przenosząc swój plecak z pociągu do postoju taksówek.

Ku przestrodze

Miejscem szczególnym w tej części Tatr jest położony niedaleko Popradzkiego Stawu symboliczny cmentarz. Od hotelu górskiego prowadzi do niego żółty szlak. Po paru minutach drogi dochodzimy do otoczonej drzewami niewielkiej kapliczki. Na ścianie widnieje motto: "Umarłym na pamiątkę, żywym ku przestrodze". Wokół niej znajduje się wiele drewnianych, zdobionych krzyży i dziesiątki metalowych tabliczek. Każda oznacza kogoś, kogo zabrały Tatry. Są wśród nich taternicy, ratownicy i zwykli turyści. Nie ma jedynie nazwisk tych, którzy ponieśli śmierć w wyniku własnej głupoty i nieodpowiedzialności.

Oglądając cmentarz, warto zwrócić uwagę na tabliczkę Klemensa Bachledy, zwanego Klimkiem. Był on jednym z najsłynniejszych taterników, który odkrył wiele nowych tras i jako pierwszy postawił stopę na kilku najwyższych tatrzańskich szczytach. Gdy w 1910 roku doszło do tragedii na ścianie Małego Jaworowego Szczytu, wraz z innymi ratownikami ruszył na wezwanie. Po wielogodzinnej akcji w mrozie i deszczu większość ratowników nie miała już sił wspinać się dalej. Liczący sobie 61 lat Klimek mimo sprzeciwów postanowił ruszyć dalej samotnie. Runął ze ściany wraz z kamienną lawiną do czeluści żlebu Wyżniej Rówienkowej Przełęczy. Gdy utworzono symboliczny cmentarz, jako jedna z pierwszych pojawiła się na nim tabliczka z jego nazwiskiem.

Wędrówka do Zielonego Stawu

Zalet wypadów w słowackie góry jest sporo: bliskość, bardzo przystępne ceny, łatwość porozumiewania się, a przy tym jest tu co oglądać i co robić.

Najprostsza trasa na rozchodzenie lub na rozgrzewkę prowadzi z Tatrzańskiej Łomnicy do Zielonego Stawu (Zelene Pleso). Po trzech godzinach starodrzewem, piękną leniwie wznoszącą się doliną wychodzimy na Dolinę Kežmarską. To jeden z najwspanialszych widoków w Tatrach: schronisko nad Zielonym Stawem otoczone wianuszkiem dwutysięcznych szczytów, spadająca do jeziora ściana Małego Kežmarskiego Szczytu licząca sobie 900 metrów pionu i przecięta rysą zwaną Niebieską Drabiną. Trasa jest bardzo łatwa, więc można ją potraktować naprawdę spacerowo i wybrać się na nią z dzieckiem lub na rowerze (jest wytyczona droga rowerowa).

Dolina Zimnej Wody

Posmak prawdziwych gór poczujemy, zaczynając wyprawę w Starym Smokovcu. Po wjechaniu kolejką szynową na Hrebienok mamy do wyboru kurs na dolinę Zimnej Wody albo na Dolinę Staroleśną, gdzie będziemy mieli okazję odpocząć w słynnym jeszcze przed wojną schronisku Zbójnicka Chata. Pierwszą z wymienionych tras najpierw dochodzimy do Chaty Zamkovskeho, gdzie możemy posilić się pysznymi zupami: cebulową, czosnkową lub soczewicową. Po drodze miniemy przepiękne Wodospady Zimnej Wody (Studeneho potoka) i kilkunastometrowy Olbrzymi Wodospad (Obrovsky) oraz Rainerovą Chatę - najstarsze schronisko na Słowacji, gdzie obecnie znajduje się coś w rodzaju minimuzeum. Dalej idziemy do najwyżej położonego schroniska całorocznego, czyli do chaty Teryho na wysokości 2015 metrów, usytuowanego tuż obok jeziorka. Trzeba pamiętać, że nawet w środku lata może leżeć tam śnieg i w koszulce z krótkim rękawkiem nieźle nas przewieje. Chata Teryho to chyba jedyne schronisko, które dotąd nie spłonęło, nie zostało porwane przez lawinę i nie spotkało go żadne inne nieszczęście. Jest to właściwie już koniec Doliny Zimnej Wody - zaraz zaczyna się Dolina Pięciu Stawów Spiskich. Dla większości turystów to etap końcowy.

Wyprawa na Czerwoną Ławkę

Nieliczni decydują się na dalszą podróż na przełęcz na Czerwoną Ławkę, która prowadzi do Doliny Staroleśnej, inni wybierają się na Baranie Rogi i Lodowego Konia, gdzie po grani najłatwiej poruszać się okrakiem. Jednak ta trasa, po pierwsze, jest już naprawdę bardzo trudna, a po drugie, nielegalna, bo ruch turystyczny jest tam zamknięty. Warto o tym pamiętać, ponieważ Polacy przodują pod względem liczby wypadków, również śmiertelnych.

Jeśli górskie wycieczki są dla nas nazbyt męczące, a do pełni szczęścia wystarcza nam tylko świeże powietrze, warto wsiąść w "elektryczkę" i przejechać się nad Szczyrbskie Jezioro (Strbskie Pleso). Wokół jego brzegów na przełomie XIX i XX wieku powstawały pierwsze tatrzańskie hotele i pensjonaty. W jednym z nich pisarz Karel Eapek podczas pisania książki wymyślił słowo "robot". Jezioro słynęło też z innych powodów. Skuwający je zimą lód był na tyle mocny, że jeszcze w połowie lat dwudziestych na jeziorze odbywały się hokejowe mistrzostwa. Po rozkuciu wożono go do najdalszych zakątków CK Monarchii. Skutecznie chłodził żywność mieszkańców m.in. Budapesztu i Bratysławy.

Schronisko Skalnata Chata

Jeśli z Tatrzańskiej Łomnicy wjedziemy kolejką linową na Łomnicki Staw (Skalnate Pleso), naszym oczom ukaże się niedużych rozmiarów jeziorko o przepięknym kolorze wody. W lewą stronę wiedzie ścieżka. Możemy nią śmiało pójść, nawet jeżeli w planach mieliśmy tylko podróż kolejką. Ścieżka jest bardzo wygodna i bez trudu sobie na niej poradzimy, nawet nie mając dobrego obuwia. Dojdziemy nią do małego schroniska Skalnata Chata. Jego właściciel Laco Kulanga wprawdzie nie bierze udziału w zawodach szerpów, ale potrafi wnieść na swoich barkach ładunek o wadze 207 kg, a znieść jeszcze o 4 kilogramy więcej. Nie zanosi się na to, by ktoś choć zbliżył się do tych rekordowych wyników. Jak wynika z wiszącej na jednej ze ścian schroniska informacji - Laco Kulanga do tej pory wniósł 1.001 500 kg! Druga rzecz, z której słynie Laco Kulanga, to wyrabiany przez niego i serwowany w schronisku horec, czyli wódka na górskich ziołach. Jej mocnego smaku możemy spróbować w tradycyjny sposób lub w herbacie. I tak, i tak smakuje wyśmienicie, a na pewno nas rozgrzeje, bo nawet w środku lata po zboczach hula chłodny wiatr.

Bacowy schabowy

Po wyczerpującym dniu, wieczorem, jest czas na odpoczynek i rozrywkę. W Wysokich Tatrach czeka na nas sporo restauracji, kawiarenek i bardzo tanich pijalni piwa mających na szczęście niewiele wspólnego z naszymi mordowniami. Jeśli jeszcze późnym wieczorem trafimy w Starym Smokovcu do Tatrana, to po powrocie do domu na pewno zatęsknimy do jego ceratowych obrusów i zadymionych firanek.

Jeśli będziemy chcieli spróbować prawdziwej słowackiej kuchni, najprostszym rozwiązaniem będzie odwiedzenie jednej z kolib, czyli karczmy z tradycyjnym słowackim jedzeniem. Wszystko jest urządzone i przygotowane na ludową nutę, łącznie z grającą w rogu izby cygańską orkiestrą. Ze sporym zdziwieniem stwierdzimy, że jedzą tam jeszcze tłuściej niż u nas, ale można to chyba złożyć na karb silnych wpływów węgierskich. Na szczęście wszystko jest naprawdę dobrze przyprawione. Każdy powinien spróbować baczowskiego brawcowego, czyli olbrzymiego bacowego schabowego z szynką, boczkiem i serem. Do tego polecam kufel pysznego piwa lub podawaną w małych wysokich kieliszeczkach Demaenovkę. Oczywiście wszystko dla "zdrowotności".

Wodospady i kamienne twierdze

Tatry mają to do siebie, że nigdy do końca nie możemy być pewni pogody. Jeśli okaże się, że czarne chmury i deszcz uniemożliwiają nam wycieczkę w góry, nie ma co załamywać rąk. To okazja do zobaczenia paru ciekawych miejsc w okolicy.

Wysokie Tatry są doskonałą bazą wypadową do odbycia kilku krótkich wycieczek. Tuż u podnóża Beliańskich Tatr, czyli bliżej Łysej Polany, jest Jaskinia Beliańska z niesamowitymi naciekami skalnymi.

Druga propozycja to zabytki Spiszu. Do obejrzenia są dwa zabytkowe miasta Lewoca i Kežmarok, zamek w Starej Lubowni oraz Spiszský Hrad - największy kamienny zamek w Europie Środkowej. Ten XIII-wieczny, usytuowany na wzgórzu kamienny gigant nie bez powodu przyciąga tłumy żądnych wrażeń turystów. A jeśli będziemy mieć więcej czasu, zaledwie kilkadziesiąt kilometrów dzieli nas od Słowackiego Raju. Czekają tam na nas malownicze wodospady, skalne przełomy rzek i wiszące nad rwącymi strumieniami drewniane mostki.

Jeśli nie jesteśmy zmotoryzowani - nie ma problemu. Wystarczy wąskotorówką dojechać do Popradu, a z dworca kolejowego wyjdziemy wprost na dworzec autobusowy. Za kilkanaście lub kilkadziesiąt koron szybko i bez problemów dojedziemy w każde z tych miejsc.

Wędrując po Tatrach, trzeba pamiętać jeszcze o jednym. Podczas mijania się na szlaku jako pierwsi pozdrawiają schodzący. Trzeba im koniecznie odpowiedzieć bez względu na językowe różnice. Każdy i tak zrozumie, o co chodzi.