Bez wątpienia zbędnym bagażem był zapas żywności, który taszczyliśmy z Polski. Jedzenia jest tam w bród, a ceny jeśli nie niższe, to takie same jak w Polsce. Po trzech dniach żywienia się kaszkami błyskawicznymi zaczęliśmy stołować się w tanich barach i restauracjach. Źle na tym nie wyszliśmy, a połowa zapasów wróciła z nami do Polski.
Zbędne są także karimaty i namioty, bo nie ma się gdzie rozbić, a ceny w hotelach są rozsądne. Przydają się za to śpiwory - choć pościel w hotelu zwykle jest czysta (!). Warto je mieć na wszelki wypadek, także po to, by na nich usiąść, czekając na peronie na pociąg, który spóźnia się 5 godzin. Jeżeli chcesz zaoszczędzić miejsce w plecaku, zamiast śpiwora, weź worek uszyty z prześcieradła.