Ludzie i zwierzęta

Niedawno zadzwoniła do mnie dziennikarka ?Polityki? z pytaniem, czy zwierzęta i ludzie mogą się przyjaźnić. - Przyjaźnić to może przesada, ale dobrze by było, gdyby mogli istnieć obok siebie - odpowiedziałem

Byłem akurat na wycieczce w Tatrzańskim Parku Narodowym, gdzie zobaczyłem coś, czego, szczerze mówiąc, nie spodziewałem się zobaczyć w Polsce. Na zboczach w jagodnikach pasły się jelenie i niedźwiedzie, a obok wędrowali szlakiem ludzie. Było to niesamowite nawet dla mnie, człowieka, który żyje z opisywania różnych dziwów przyrody. Mogłem, od tak, podejść do pięknego byka jelenia dosłownie na parę metrów. Potem było tylko lepiej, bo przy szlaku pojawiła się niedźwiedzica z dwójką młodych. Wędrowcy przystawali i robili zdjęcia, inni, którym taki widok spowszedniał, szli dalej.

Bardzo mi się to spodobało i miałem nadzieję, że coś takiego zobaczę u siebie w Puszczy. Okazało się, że nie muszę długo czekać. Naszą i dwie sąsiednie wsie zaczął odwiedzać żubr - wielki, młody byk w pełni sił, który zasmakował w jabłkach (tych opadłych, nikomu niepotrzebnych). Części mieszkańców żubr nie przeszkadzał, co więcej, byli z niego dumni, bo wyglądał jak piękny, spiżowy pomnik. Gdy zbyt usilnie chciał wejść do ogródka, dostawał kamieniem w zad i uciekał jak niepyszny. Zresztą nie zbliżał się zanadto do ludzi, bo dostał dobrą lekcję w postaci kul gumowych, jakie posłali mu pracownicy Białowieskiego Parku Narodowego.

Cześć mieszkańców zachowała się jednak tak, jakby białowieskie wioski nawiedził nie żubr, który skacząc przez płot, złamał dwie sztachety, ale smok wawelski, pożeracz białogłów i dzieci. Telefony do Parku Narodowego były tak natrętne, że w końcu zapadła decyzja: trzeba go zastrzelić. No i żubr pożegnał się z życiem. Nie dlatego, że komuś zagrażał, że był agresywny, ale dlatego, że się nie bał. To było dziwne i podejrzane, bo przecież zwierzę powinno przed nami uciekać - wtedy czujemy się pewni. Tak myśli wielu ludzi, nie tylko z białowieskich wiosek. W Warszawie też niektórzy uważają, że dopiero wtedy staniemy się krajem rozwiniętym, gdy resztki naszej przyrody rozjedziemy buldożerami, a to, co zostanie, zamkniemy w kilkuhektarowych rezerwatach. Z okazji świąt życzę im, by przestali tak myśleć.

A do historii z żubrem epilog dopisał się sam. Do białowieskich wiosek mieli przyjechać słynni aktorzy słynnego serialu. Jego twórcy chcieli pokazać ludzi, do których przychodzi żubr. Byłoby się czym pochwalić, a teraz wszystkim jest głupio.

Więcej o: