Maski z Peru

Ceramiczne maski przyklejone do szyby w drewnianej ramie są pamiątką peruwiańsko-polską. Tak wiele w nich wspomnień jak powtarzających się liter ?p?. A że mam je też w inicjałach, ta pamiątka z Ameryki Południowej zajmuje wśród innych miejsce szczególne

Był październik ubiegłego roku, gdy po raz trzeci nocowałem w miłym hotelu w Yucay w Świętej Dolinie Inków. Przerobiony z dawnej hacjendy od pierwszej chwili przypadł mi do gustu. Piękne kolonialne budownictwo, patia, mnóstwo kwiatów, brak telewizji i zasięgu komórki pozwoliły mi w jedną noc odzyskać siły nadwerężone intensywnym zwiedzaniem. W każdym ze skromnych, ale eleganckich pokoi wisiała na pastelowej ścianie drewniana ramka z dwiema ceramicznymi maskami na szkle. Tak mi się to spodobało, że postanowiłem nie wyjeżdżać z Peru bez podobnej pamiątki.

Ktoś z obsługi hotelowej poradził, bym rozejrzał się na niedzielnym targu w Pisaq. Był to strzał w "dziesiątkę". Mieszkańcy Świętej Doliny jak co tydzień mieszali się z tłumem turystów szukających kolorowych dywaników, swetrów z alpaki i wełnianych czapek. Od małej dziewczynki kupiłem dwie maski, niemal takie same jak te w hotelu. Owinięte w stare gazety wylądowały w torbie podróżnej - przebyły długą drogę do Polski via Lima, Bonaire i Amsterdam. Drewnianą ramkę z szybą kupiłem już w Polsce.

Całość zawisła na pastelowej ścianie w korytarzu, w widocznym miejscu, bym mógł tęsknić za Świętą Doliną, uśmiechem Peruwiańczyków i przejrzystym niebem nad Andami.

Więcej o: